poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 38 "Ponowne szukanie pracy. Spotkanie i lemoniadka z panią Cathy."

*Z pkt.Jade*
-Szlag mnie zaraz trafi!-zamknęłam laptop.
-Nie ma nic?-zapytała zaniepokojona Meg, siadając w fotelu.
-Brawo!-westchnęłam.
-Spokojnie, na pewno za niedługo coś znajdziesz.-uśmiechnęła się ciepło i upiła ciecz z kubka.
-No nie wiem.-odsunęłam laptop i usiadłam po turecku.
-Jeśli chcesz mogę popytać o jakieś oferty w pracy. Może akurat ktoś by coś dla ciebie miał.-odstawiła kubek na stolik i uśmiechnęła się.
-Serio? Mogłabyś!-spytałam z nadzieją.
-Jasne, czego nie robi się dla przyjaciółki.-podkuliła nogi i puściła mi oczko.
-Jesteś świetna!-rzuciłam się na nią.
Zaczęła się śmiać.
-Wiem.
-Kiedy będą dziewczyny?-zapytałam wracając na miejsce.
-Nie mam pojęcia.-zgarnęła pilota i włączyła TV.
-Idę do siebie.-chwyciłam laptopa pod pachę i ruszyłam na górę.
Odłożyłam komputer na biurko i sięgnęłam po telefon. Wyświetlacz wskazywał godzinę dziesiątą. Zabrałam z szafy bluzę i małą torebkę, do której wrzuciłam wcześniej trzymany przedmiot, chusteczki, portfel oraz pomadkę. Poprawiłam włosy i ubrałam trampki. Gotowa zeszłam na dół.
-Wybierasz się gdzieś?-zawołała z pokoju brunetka.
-Idę na miasto!
-Okej, uważaj!
-Jasne! PA!-otworzyłam drzwi.
-Pa!-dobiegł mnie jeszcze głos.
Zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku centrum.
                                                  Chodziłam po mieście dobre dwie godziny. Nie kupiłam nic konkretnego. Chodzenie po sklepach też mi się znudziło, więc obrałam kierunek DOM. Nagle usłyszałam za sobą swoje imię.
-Jade!-odwróciłam się.
-O dzień dobry!-uśmiechnęłam się.
-Co u ciebie kochana?-zagadnęła pani Cathy, mama Jamesa.
-Jakoś leci.-wzruszyłam ramionami. A co u pani?
-Też jakoś leci. Może skusisz się na lemoniadę?-uśmiechnęła się szczerze.
-Z przyjemnością.-ruszyłyśmy w kierunku kawiarenki.
Zajęłyśmy stolik dwuosobowy. Podeszła do nas kelnerka i przyjęła zamówienie.
-Wiesz Jade jaka jestem szczęśliwa.-tak jej uśmiech mówił wszystko.
-Co się stało?-poprawiłam się na krześle.
-Mój syn nie jest już z Halston! I to wszystko dzięki tobie!-złapała mnie za rękę.
-Proszę nie przesadzać, ja nic takiego nie zrobiłam.-czułam się dziwnie przytłoczona.
-Ależ nie przesadzam. Mam coś dla ciebie.-nachyliła się i zaczęła szukać czegoś w torebce.
-Nie musi pani.
-Jade, to mały drobiazg.-podała mi pudełeczko.
Mam wątpliwości do tego co znajdę w tym pudełku. Najchętniej wrzuciłabym je do torebki, ale pani Cathy uważnie mnie obserwowała i sugerowała, żebym je otworzyła. Posłuchałam jej rady, bo mogłam zrobić? Czułabym się głupio. Nagle zadzwonił telefon. Nie mój tylko pani Cathy. Na szczęście.
-To James.-uśmiechnęła się i odebrała.
Jakby czytał w moich myślach. Pokazałam kobiecie,że pudełeczko ląduje w torebce, a ta z uśmiechem pokiwała głową. Podeszła do nas kelnerka i podała nasze zamówienia. Pani Cathy zakończyła rozmowę.
-Co u Alison?-zagadnęłam.
-Bardzo dobrze.-rozpromieniła się.
Kobieta jest dzisiaj wyjątkowo radosna. Dziwnie przebywać w tak naładowanym szczęściem pomieszczeniu.
-Przyjeżdża do nas za niedługo. Jest w Europie z pracy. Musiała tam załatwić coś pilnego. Mogę jej powiedzieć, że jesteś i spotkacie się.
-Tak, to miło z pani strony.-posłałam jej ciepły uśmiech.
-Zadzwonię do ciebie jeśli uda mi się coś uzgodnić.
-Dobrze. Dziękuję.
-Ali na pewno się ucieszy. Tak dawno się nie widziałyście.
-Ma pani rację.-spojrzałam na zegarek, który wisiał nad ladą. Wie pani co, na mnie już pora.-założyłam torebkę przez ramię i wstałam.
-Dobrze kochana. Do zobaczenia.
Pożegnałam się z panią Cathy uściskiem i wyszłam z kawiarenki w stronę domu.
                                                                             *** 
-Jade to ty?!-weszłam do domu, a z kuchni dochodził głos Meg.
-Tak!-odkrzyknęłam i ściągnęłam buty. 
Ruszyłam do przyjaciółki.
-Co robisz?-nachyliłam się przez jej ramię.
-Sałatkę.-uśmiechnęła się. Znalazłaś coś dla siebie?
-Nieee.-usiadłam na krześle. Ale spotkałam mamę Jamesa.-wzruszyłam ramionami.
-Oooo i co opowiadała?-dosypała jakieś przyprawy.
-Cieszyła się,że James nie jest już z Halston. I właśnie...-zaczęłam grzebać w torebce.
-Czego szukasz?-brunetka odwróciła się do mnie.
-Dostałam to.-wyciągnęłam pudełeczko na stół.
-Co to?-zainteresowana przyjaciółka usiadła obok mnie.
-Sama nie wiem.
-To otwórz.-uśmiechnęła się lekko.
Uchyliłam powoli wieczko. Moim oczom ukazał się prześliczny naszyjnik.
-O ja cię! Śliczny!-pisnęła Meg i "pomacała" go.
-Masz rację.-uśmiechnęłam się i założyłam biżuterię.
-Co jest śliczne?-zapytała Ely wchodząc z Domi do kuchni.
-Jade dostała piękny naszyjnik.-poinformowała je Meg i dziewczyny ruszyły w moim kierunku.
-Boski! Od Jamesa?-zapytała Domi.
-Blisko, od jego mamy.-uśmiechnęłam się.
-Od jego mamy?!-zdziwiły się i patrzały na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Za pomoc.-pokręciłam oczami.
-Jaką?-spytały zainteresowane Ely i Domi w tym samym czasie,
-Ehhh...-westchnęłam. Za to,że James nie jest z Halston. Twierdzi,że to moja zasługa. A wcale się tak nie czuję.-powiedziałam lekko przybita. Trochę głupio się z tym czułam.
-Nie przesadzaj, mama Jamesa po prostu cię lubi.-puściła mi oczko Meg.
-Mam pomysł.-dziewczyny spojrzały na mnie. Możemy nosić ten naszyjnik na zmianę, co wy na to?-uśmiechnęłam się szeroko dumna z pomysłu.
-Okej!-odpowiedziały.
Ruszyłam do salonu i usiadłam w fotelu.
-Domi?-zwróciłam się szeptem do kuzynki. Ely i Meg o czymś dyskutowały i włączyły telewizor.
-Tak.-spojrzała na mnie.
-Co jest?-podparłam brodę o rękę.
-Dlaczego coś ma być?-odpowiedziała zmieszana.
-Wydaję ci się, po prostu jestem zmęczona.-ziewnęła i uśmiechnęła się.
-To już mi lepiej.-wystawiłam język i przyłączyłam się do oglądania reklam. Może za chwilę poleci coś bardziej interesującego.
_______________________________________

Hejo! :) Przepraszam, za spóźniony rozdział, ale długo zwlekałam z tym czy go dodać. Trochę się dzieje w wakacje i nie mam czasu wejść na bloggera albo czasami mi się nie chce...Ale ruszyłam dzisiaj tyłek i oto jest! W sumie nie mam się co cieszyć, bo znowu wyszedł jakiś taki oklapnięty...
Mniejsza, mam nadzieję,że rozdziały będą potem ciekawsze, a tak przynajmniej mam w planach, więc wiecie obserwujcie ;) Dziękuję za poprzednie komentarze pod postem :* Liczę,że pod tym nie będzie mniej ^^.
Jak u wam leci życie? Macie jakieś plany co do blogosfery? A może jakieś wyjazdy? Dajcie znać xD.

Następny rozdział mam nadzieję pojawi się w piątek 31 lipca, ale niczego nie obiecuję (to taki wstępny plan, zobaczymy co będzie z komentarzami :P )

Okej do zobaczenia! Pozdrawiam Was ciepło, bo dzisiaj u mnie za oknem okropna pogoda, brrr.... :*.
Papa! xo
 

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 37 "Wyjazd i pożegnanie cioci oraz kac po imprezie"

*Z pkt. Jade*
Godzina 10:00. Razem z Domi czekałyśmy, aż ciocia odleci swoim samolotem do Londynu. Czuję się dziwnie. Jakoś tak pusto...Musiałam pożegnać się z moim psiakiem.
-Mama będzie tęsknić!-pocałowałam psa w czarny nosek,zamerdał ogonkiem. Przyjedziesz znowu do mnie?-przytuliłam go, a on szczeknął.
-Na pewno.-ciocia posłała mi ciepły uśmiech.
Z głośników dobiegały głosy różnych kobiet, które ogłaszały loty.
-Mamo powinnaś się już zbierać.-Domi podała cioci torebkę.
-No tak.-zabrała mi linkę z ręki. Trzymajcie się i pamiętajcie,że zawsze jestem pod telefonem. Przekażcie Ely i Meg całusy ode mnie.-podeszła do nas i przytuliła się.
-Cześć!-zawołałyśmy za ciocią kiedy się oddaliła.
-Wracamy do domu?-popatrzałam na kuzynkę.
-Może pójdziemy do kina. W domu i tak nie ma nic ciekawego do roboty.-uśmiechnęła się.
-Okej, a wiesz co leci?
-Nie, ale zaraz sprawdzę.-uśmiechnęła się i wyciągnęła telefon.

*Z pkt. Jamesa*
-Ałła!-obudziły mnie jakieś głosy.
-Co jest?-otworzyłem oczy, a głowa zaczęła mi pękać.
-Chyba mam kaca.-odezwał się Kendall przykrywając oczy dłonią.
-Ja też.-odezwał się Carlos i złapała za głowę. Logan nadal stękał.
-Może wody?-zapytałem, a wszyscy przytaknęli. Powolnym i chwiejnym krokiem poszedłem do kuchni. Zabrałem z szafki cztery szklanki i z lodówki dużą butelkę wody.
-Co się wczoraj działo?-zapytał Kendall, kiedy odłożyłem rzeczy na stolik.
-Nie pamiętam za wiele.-odezwał się Carlos, a do drzwi zadzwonił dzwonek. Ruszyłem otworzyć. W drzwiach stał policjant.
-Dzień dobry!-zaczął. Lekko się skrzywiłem. Miał strasznie donośny głos, a moja głowa cierpiała.
-Dzień dobry, co się stało panie władzo?-podparłem się o ścianę.
-Dostaliśmy zgłoszenie, że ktoś z tego domu zakłócał ciszę nocną.-poprawił pasek z broniom.
-Strasznie mi przykro, ale trochę nam się zapomniało.
-Rozumiem.-mężczyzna uśmiechnął się. Tylko proszę następnym razem ciszej, bo sąsiedzi będą mi kazali pana aresztować.-puścił do mnie oko.
Uniosłem brwi.
-Dziękuję.
-Do widzenia i proszę pamiętać,że następnym razem może się to inaczej skończyć.-uniósł czapkę i odwrócił się.
Stałem w drzwiach lekko zdziwiony, ale kiedy policjant odpalił samochód, zamknąłem drzwi i wróciłem do chłopaków.
-Słyszeliście?
-Tak.-Carlos odstawił swoją szklankę i zaczął się śmiać.
-Tego co tak bawi?-zapytał Kendall leżący na kanapie.
-To Carlos tego nie ogarniesz.-sprostował Logan.
             Po prysznicu, wróciłem do salonu i zaczęliśmy się zbierać do studia. Zabraliśmy sobie po jabłku i butelce wody.

*Z pkt. Jade*
Po filmie wróciłyśmy do domu. W salonie zastałyśmy Elizabeth, która oglądała TV.
-Hej!-dosiadłyśmy się na kanapie.
-Hej.-spojrzała na nas i zabrała żelka z miski, którą miała na kolanach.
-Co tam?-zagadnęła.
-Byłyśmy w kinie na "Wilku z Wall Street", w ogóle masz pozdrowienia od mamy.-odezwała się Domi.
-A tobie jak minął dzień?-zapytałam.
-Praca,praca i jeszcze raz praca.-westchnęła i wzięła kolejnego żelka.
-Co teraz leci?-blondynka sięgnęła po żelowego miśka.
-Pamiętniki Wampirów.-uśmiechnęła się , a ja z Domi dołączyłyśmy do oglądania.
____________________________________________
Hej! :)
Zaczęły się wakacje!! :D Woooo!! Ja się tam cieszę, chociaż po wakacjach nowa szkoła trochę mam stracha ^^, ale nie może być gorzej niż w gimnazjum, prawda? ;)
Z rozdziału nie jestem zadowolona, wręcz odwrotnie, trochę mi za niego wstyd, bo jest kompletnie do duuuupy. Ostatnio straciłam wenę :/. Okropne uczucie...:( Ehhhh...

Ale powiedzcie co u was? ;) Macie jakieś plany na wakacje? Może tworzycie jakieś nowe blogi? W czasie wakacji bardzo chętnie "zjednoczę" się z czytelnikami :)

Do zobaczenia :**. Liczę na 5 komentarzy. 5 komentarzy=NEXT!

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 36 "Słodko,boskie lenistwo./Imprezka!"

*Z pkt. Jade*
Dzisiaj obudziłam się jakoś po 11. Jest niedziela nudny dzień, więc sobie odpoczywamy. Wzięłam laptop i zaczęłam przeglądać facebook'a. Popisałam trochę ze znajomymi i wylogowałam się. Jutro wyjeżdża ciocia. Odłożyłam laptop na biurko i zeszłam na dół.
-Witaj Jade!-przywitała mnie wyżej wymieniona.
-Cześć ciociu, właśnie cię szukałam.-uśmiechnęłam się.
-Mnie? Coś się stało?-zdziwiła się.
-Nie, chciałam zapytać czy nie potrzebujesz pomocy?-wzruszyłam ramionami.
-Cóż przydałaby mi się pomoc w pakowaniu.-uśmiechnęła się. Jeśli chcesz możesz mi pomóc.
-Okej i tak nie mam co robić.-zaśmiałam się i poszłyśmy do jej pokoju.
*Z pkt. James*
Po długiej i męczącej próbie, razem z chłopakami pojechaliśmy do mnie, ale najpierw zachaczyliśmy do sklepu po alkohol. Kiedy weszliśmy do domu, chłopaki zajęli miejsce w salonie, a ja zaniosłem piwo do lodówki.
-Mam dość!-usłyszałem głos Logana.
Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem do przyjaciół.
-A kto nie? Sześć godzin w studiu!-jęknął Carlos.
-Ej takie niestety jest życie. Chcieliśmy być sławni.-powiedziałem i rzuciłem się na kanapę obok blondyna.
-No właśnie!-poparł mnie kolega. Wiecie co?
-Co?!-zapytaliśmy zdziwieni z resztą.
-James masz gitarę?-spojrzałem na blondyna jak na idiotę.
Spędza u mnie dużo czasu i pyta się czy mam gitarę? Okej. Zmęczenie.
-Stoi w moim pokoju, a co...-już go nie było.
-Ciekawe co znowu wymyślił.-burknął Carlos.
Chwilę później wrócił zadowolony Kendall z gitarą i usiadł w fotelu.
-Czego się tak cieszysz?-odezwał się Logan.
-Zaśpiewamy!-wybuchnął uradowany.
-Stary daj spokój!-wrzasnąłem z Carlosem.
-Nieee!-Logan zaczął krzyczeć i zatykać uszy jak małe dziecko.
-No proszę was!-uśmiechnął się.
-Co jeszcze?! Sześć godzin harówy! A ty każesz nam jeszcze śpiewać!-oburzył się Carlos.
-Co chcesz zaśpiewać?-zapytałem, a chłopcy spojrzeli na mnie jak na debila.
-Może Famous, fajnie by było sobie przypomnieć.-uśmiechnął się.
-Dobra niech ci będzie.-odezwał się Logan.
Kendall zaczął grać pierwsze akordy. Zaczęliśmy śpiewać. Piosenka na dobre poprawiła nam humory. Myliliśmy tekst, ale to specjalnie. Zamienialiśmy się też tekstem. Po skończeniu piosenki Carlos wpadł na pewien pomysł.
-Może zaczniemy się teraz porządnie bawić?-uśmiechnął się dziwnie.
-Co masz na myśli?-uniosłem brew.
-Hmm...-wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął czegoś szukać. O! Może to?-pokazał nam numer.
-Striptizerka?-przeczytał na głos Logan i uśmiechnął się.
-Stary ty tak serio?-zmieszał się blondyn.
-Co by na to powiedziała Maggie?-zaśmiałem się.
-Teraz jej tu nie ma.
-Czy ty coś brałeś?-zapytał ostrożnie Kendall.
-W sumie czemu nie?-wzruszyłem ramionami. Dawaj ten numer.
-Dajcie spokój!-zawołał Kendall. Macie dziewczyny!
-A ja?-wyszczerzyłem się.
-Co ty?-zdziwił się.
-Ja mogę?
-James!
-No co tylko się z tobą droczę.-nachyliłem się i zmierzwiłem mu włosy.
-To co robimy?-zapytał Logan. Tylko już nie śpiewamy! Gardło mnie boli.
-Może obejrzymy mecz?-zaproponował Kendall.
Świętoszek. Pff.
-Idę po piwo.-wstałem z miejsca i ruszyłem do kuchni po napoje.

*Z pkt. Jade*
-Wiecie co u chłopaków?-zapytałam i usiadłam w fotelu.
-Wiem tylko tyle,że ostatnio mają straszny grafik.-wykrzywiła się Domi.
-Tak w ogóle to wy jesteście razem z Kendallem czy jak?
-Och Jade! Już od jakiegoś czasu.-wybuchnęła śmiechem.
-Oj wybacza,ale ostatnio w domu jest tak spokojnie. Nikt z nikim się nie spotyka.
-Nie mają czasu, niestety.-odezwała się Meg i usiadła po turecku na kanapie.
-Czyli teraz tylko ja zostałam singielką w tym domu?-załamałam się.
-Owszem,-pokiwały głowami.
-No dzięki!-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie martw się Jade znajdziesz swojego księcia z bajki.-Domi puściła do mnie oczko.
-Czemu kogoś nie znajdziesz?-odezwała się Ely.
-Nie wiem.
-Ciężki przypadek.-zaśmiała się Meg.
-Dziewczyny!-usłyszałyśmy głos cioci dobiegający z kuchni. Spojrzałyśmy na siebie i zawołałyśmy.
-Tak?
-Jesteście głodne?
-Ja bym coś zjadła.-powiedziała Ely.
-Trochę!-odkrzyknęła Domi.
-To znakomicie, bo robię spaghetti. Chodźcie!
Wstałyśmy z miejsc i ruszyłyśmy do pokoju kuchennego. Ciocia mieszała w garnku sos i powoli nałożyła każdej porcję. Po posiłku porozmawiałyśmy z ciocią, bo już jutro wyjeżdża. Czas nam szybko zleciał i nim się spostrzegłyśmy była już 23.

*Z pkt. Jamesa*
Wygrała drużyna  Atlanta Silverbacks.
-No nie!-krzyknął Logan.
-O jednego gola!-oburzył się Carlos.
-Cicho, bo mi sąsiadów pobudzicie!-zacząłem się śmiać.
-Pani z domu obok na pewno będzie wściekła. Weź James ona cię uwielbia.-zaśmiał się Logan.
-Wiem, bo przynosi mi pyszne ciasto.-wyszczerzyłem się, a Carlos i Logan zaczęli się brechtać. Ze strony Kendalla było cicho, czyli znaczyło to,że zasnął.
-Cichoooo!-przyłożyłem palec do ust i wskazałem głową na śpiącego blondyna.
Zakryli usta dłońmi, ale nadal nie potrafili się powstrzymać. Wstałem powoli, gdyż zakręciło mi się w głowie. Wypiłem trochę za dużo alkoholu. Z resztą nie tylko ja. Carlosa i Logana rozpierała wręcz energia, ale w końcu należy nam się po ciężkim dniu harówki. Pociągnąłem chłopaków za sobą na górę i kazałem im się położyć, bo byli nieźle wstawieni. No ciekawe co jutro z tego będzie...
_______________________________________
Hej! :)
Jak rozdział? Komu się podobał? Wyszedł trochę krótki :/ Końcówka też nie za specjalna... :/

Za niedługo wakacje tak,więc postaram się dodawać coś częściej jeśli będzie z Waszej strony jakikolwiek odzew xD pod ostatnim rozdziałem było kiepsko :/ szkoda :(
Miałam pomysł na nowe blogi,ale stwierdziłam,że tego i tak by nikt nie czytał,więc chwilowo się za to nie zabieram ^^. Może kieeedyś,coś opublikuje :P.

PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIA ORAZ ZA JAKIEKOLWIEK BŁĘDY!! :[

Ale musiałam zainteresować się szkołą...teraz już wszystko okej tak więc w nagrodę w piątek dodam kolejny rozdział :D

Widzę,że niektórzy chcą kolejny rozdział, bo zasypują mnie komentarzami ^^.
Spokojnie ja nigdzie nie uciekam-na razie :P.

Cóż do zobaczenia niebawem :*.

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 35 "Zakupy z ciocią"

*Z pkt. Jade*
-Jade!-usłyszałam głos cioci, więc postanowiłam zejść na dół. Tam czekały Domi, Ely, Meg i ciocia.
-Tak?-złapałam się poręczy.
-Idziemy na zakupy. Idziesz też?-spytała Ely.
-Hmm...skończyła mi się mascara, mogę iść.-wzruszyłam ramionami.
-W takim razie leć się przebrać. Będziemy czekały w samochodzie.-uśmiechnęła się ciocia i wszystkie wyszły z domu.
Ruszyłam na górę, zaczęłam grzebać w szafie, aż w końcu znalazłam coś wygodnego. Zarzuciłam strój na siebie, zabrałam torebkę , pogłaskałam Tytuska i wybiegłam z pokoju.

*Z pkt.Jamesa*
-Hej!-przywitałem się z chłopakami.
-Siema!-odpowiedzieli chórem.
-Co tam?-spytał Logan.
-Nie odzywałeś się.-dodał Carlos przymrużając oczy.
-Wiem,ale wynagrodzę to.-uśmiechnąłem się.
-Jak?-zainteresował się Kendall.
-Organizuję taką małą imprezkę.
-Woo Hoo!-zawołali.
-Kiedy?-spytał Logan, sprawdzając godzinę na zegarku.
-Jutro?
-Tylko dla nas?-uśmiechnął się Carlos, a ja wzruszyłem ramionami.
-Okej, będziemy tylko w męskim gronie.-zaśmiał się Kendall.
-Hej! Może już wystarczy tych pogaduszek?! Zabierajcie się do pracy!-krzyknęła nasza pani choreograf.
-Jak rozkażesz!-ruszyliśmy do sali tanecznej.

*Z pkt. Jade*
-Zobacz jaka śliczna!-zawołała Meg.
-Piękna.-rzuciłam od niechcenia.
-Przymierz!-podała mi sukienkę.
-Nie mam kasy.-oddałam jej rzecz.
-Przymierzyć nie zaszkodzi.-uśmiechnęła się i popchnęła mnie w stronę przymierzalni.
Westchnęłam i zamknęłam się w kabinie. Zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam sukienkę. Poprawiłam dół i wyszłam się pokazać.
-No i jak?-założyłam ręce na boki.
-Świetnie leży.-uśmiechnęła się kręcono włosa.
-Tak myślisz?-odwróciłam się do niej plecami,żeby zobaczyć się w lustrze.
-No pewnie! Stworzona idealnie dla ciebie!
-Ale gdzie ja ją założę?-odwróciłam się, a na horyzoncie pojawiła się ciocia.
-Jade, jak ty ślicznie wyglądasz!-zawołała uśmiechnięta.
-Dziękuję.-moje policzki zaczerwieniły się.
-Musisz ją kupić!
-Nie mam pieniędzy, a z resztą i tak nie wiem kiedy bym ją założyła.-wzruszyłam ramionami i wróciłam do kabiny.
-Ja ci ją kupię!-zawołała ciocia.
Wychyliłam się za drzwi.
-Ciociu...
-Nie ma ciociu, tylko ją bierzesz!-uśmiechnęła się. Będę czekać przy kasie.-ruszyła w wymienionym kierunku.
Westchnęłam, a Meg cicho się zaśmiała.
-Lepiej nic nie mów!-zagroziłam jej, a ona podniosła ręce w geście obrony. Pokręciłam głową i zamknęłam się w przymierzalni. Przebrana ruszyłam do cioci, gdzie zostawiłam sukienkę i poszłam jeszcze z Meg zobaczyć bluzki.
-Ładna?-zapytała.
-Do czarnych spodni będzie idealna.-uśmiechnęłam się.
-A Losowi się spodoba?-spojrzała na mnie z miną zbitego pieska.
-On nie zwraca zbytniej uwagi na ciuchy, tylko na ciebie i jak się w nich czujesz.-uśmiechnęłam się, a ona pisnęła.
-Masz rację. Wezmę ją przyda się na spotkanie z klientami.-pognała do kasy, a ja ruszyłam za nią.
Na prawo od kasy dostrzegłam Ely i Domi ruszyłam do nich.
-Co tam?-zagadnęłam.
-Szukamy czegoś fajnego na randkę.-puściła mi oczko Ely.
-Z Loganem?-zaśmiałam się.
-Nie wiem, nie wiem.-również się zaśmiała.
-Co?!-zdezorientowała się Domi.
-Nie ważne.-Ely machnęła ręką.
-Zostawiam was same idę do Maggie.-uśmiechnęłam się i ruszyłam do przyjaciółki.
-Co u dziewczyn?-zapytała, gdy tylko mnie zauważyła.
-Szukają czegoś na randki. Kupiłaś już?
Pokiwała głową i wyszłyśmy przed sklep, gdzie czekała ciocia z kilkoma torbami.
Ciocia wyciągnęła jedną torbę do mnie, drugą do Meg.
-Ile pani oddać?-zapytała Meg wyciągając portfel.
-Nie przesadzaj kochana, to prezent.-uśmiechnęła się ciocia.
-Dziękuję. Ale może w zamian da się pani zaprosić na kawę?-uśmiechnęła się.
-Na małą mogę.-zaśmiała się.
Czekałyśmy jeszcze chwilę na Domi i Ely, a gdy wyszły udałyśmy się do kawiarni. Zajęłyśmy stolik pięcioosobowy. Kelnerka przyniosła na menu i dała chwilę na przejrzenie.
Kiedy byłyśmy gotowe, dziewczyna podeszła do nas.
-Mogę przyjąć zamówienie?
-Tak. Poprosimy gorącą czekoladę.-odpowiedziała Meg.
-Dla mnie kawałek szarlotki.-uśmiechnęła się Ely.
-Ja poproszę latte.-tym razem odezwała się Domi.
-Dla pani?-kelnerka zwróciła się do cioci, która przeglądała raz jeszcze menu.
-Hmm małą białą kawę.-uśmiechnęła się.
-I jeszcze deser lodowy.-przypomniałam się.
-Za chwileczkę podamy.-skłoniła się kelnerka i poszła oddać zamówienie.

***
Po zjedzeniu deseru wróciłyśmy do domu.
-Ciociu kiedy wyjeżdżasz?-zapytałam.
-Pojutrze.
-Już?!-jęknęły Ely i Meg.
-Spokojnie dziewczynki, jeszcze nie raz was odwiedzę.-uśmiechnęła się i przytuliła dziewczyny.
-To świetnie!-pisnęły.
-Może porozmawiamy o chłopaka?-ciocia odsunęła się od nich i poruszyła brwiami.
-Pewnie!-zawołały i ruszyły do salonu.
Ruszyłam zmęczona za nimi i rzuciłam się na fotel.
-Może zaczniesz?-ciocia najpierw zwróciła się do Ely.
-Mój chłopak nazywa się Logan.-uśmiechnęła się promiennie. Śpiewa w zespole, ma cudowny uśmiech...-rozmarzyła się.
Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
-Elizabeth chyba nam odleciała, może ty Meg coś nam opowiesz?-uśmiechnęła się.
-Mój chłopak nazywa się Carlos. Śpiewa w tym samym zespole co chłopak Ely. Co mogę o nim mówić? Jest idealny! Sama musiałaby go pani poznać.-zarumieniła się.
-Bardzo chętnie spotkam się ze wszystkimi.-zaśmiała się. A ty Dominic masz tutaj kogoś?
-Mamo...-zaśmiała się. 
-Córciu ja muszę wiedzieć o takich rzeczach.-zaczęłam zwijać się ze śmiechu.
-Mamo!!-pisnęła.
-Oj skarbie.-pogłaskała ją po ręce.
-Nic ci nie powiem.-uśmiechnęła się zadziornie.
-Domiś...-zrobiła minę szczeniaczka.
-Och no dobrze!-Domi nie umie odmówić swojej mamie. Mój chłopak nazywa się Kendall i gra w tym samym zespole co reszta, czyli w Big Time Rush. W sumie nie muszę ci nic mówić, bo ich znasz.-zaśmiała się.
-Ale jak to?-zdziwiła się.
-To zasługa Jade, bo w tym zespole śpiewa jej przyjaciel.-uśmiechnęła się Meg, a ja schowałam się za poduszkę.
-Uuuu jesteście razem?-ciocia zabrała moją tarczę.
-Nie, jesteśmy przyjaciółmi.-uśmiechnęłam się.
-Proszę Jade. Znam cię. Widać,że coś do niego czujesz.-puściła oczko.
-Oj tam.-machnęłam ręką. Idę do siebie.
Uciekłam stamtąd jak najszybciej się dało. Mam nadzieję,że nie widziały mojej twarzy. Ja i James jesteśmy tylko przyjaciółmi...
____________________________________________________

Hej! :) Przepraszam za małe spóźnienie :/ 
Jak rozdział? Dla mnie rewelacji nie robi, ale ja nigdy nie jestem z siebie zadowolona xD

Jak to jest,że jeśli dodam limit może przybyć 9 komentarzy? :3 A jak nie daję to są czasami ledwo 4? Widzę,że limit to dobre wyjście ^^. 

Okej z mojej strony to tyle :) Dzięki jeszcze za te 9 komentarzy :*. Do zobaczenie :**. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 34 "Czy w tym mieście można dostać pracę?!"

*Z pkt. Jade*
-Tak!-usłyszałam dobiegający krzyk z łazienki.
Zdziwiona zawróciłam i zapukałam lekko w drzwi.
-Wszystko okej?-przysunęłam ucho do drzwi.
Usłyszałam przekręcenie zamka. Odsunęłam się.
-Tak.-z łazienki wyszła Domi, a ja zrobiłam zdziwioną minę. Idę do pokoju.-machnęła ręką i zniknęła mi z oczu.
-Okej.-odpowiedziałam sama do siebie w lekkim szoku i zeszłam do salonu. Na kanapie siedziała ciocia i Meg. Były bardzo pochłonięte rozmową, więc nie chcąc im przeszkadzać wycofałam się do kuchni. Wyjęłam z lodówki butelkę wody i usiadłam na krześle. Po chwili w kuchni zjawiła się kuzynka.
-Hej!-przywitała się.
Widziałyśmy się przecież, ale kuzynka myślała pewnie o czymś zupełnie innym. Co się z nią dzieje?
-Hej.
-Co tam?-zabrała z koszyczka jabłko.
-Dobrze.-wzruszyłam ramionami. A co u ciebie? Jesteś jakaś szczęśliwa.-wzięłam łyk wody.
-Nie ważne, znaczy się to nic takiego.-zachichotała i machnęła ręką opuszczając pomieszczenie.
Znowu zostawiła mnie zdziwioną. Powinna znaleźć jakiegoś psychologa. Pokręciłam głową.
-Do widzenia!-usłyszałam głos Meg.
Zapewne wychodziła do pracy. Wstałam z krzesła.
-Do widzenia!-odkrzyknęła ciocia. Drzwi się zamknęły.
Ruszyłam swój zadek i poszłam do swojego pokoju. Zastałam tam Tytusa, który w najlepsze sobie spał. Takiemu to dobrze. Uśmiechnęłam się. Po cichu przeszłam do biurka i włączyłam laptop. Usiadłam na obrotowym krześle i zalogowałam się. Wpisałam adres google.com i zaczęłam szukać ogłoszeń o pracę. Znalazłam wiele ofert, ale jedna przypadła mi do gustu, więc wzięłam telefon i wstukałam numer widniejący na stronie. Sprawdziłam go jeszcze raz i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po dwóch sygnałach odezwał się damski głos.
-Dzień dobry! Naomi Knight w czym mogę pomóc?
-Dzień dobry! Dzwonię w sprawie castingu...-otworzyłam notatnik i zabrałam długopis z przybornika.
-Niestety, ale posiada pani błędne dane. Ostatni casting odbył się tydzień temu.-zamilkła. Chwilowo nie mamy nic nowego.-słyszałam jak przewraca jakieś papiery.
-Och to szkoda. No nic. Dziękuję bardzo.-starałam się nie brzmieć na smutną.
-Proszę spróbować zadzwonić za miesiąc.
-Dobrze. Do widzenia.
-Do widzenia.
Rozłączyłam się.
Znowu klapa. Czy w tym mieście można dostać pracę?! Na zrelaksowanie zabrałam z szafki aparat i ruszyłam na spacer do parku.

*10 minut później...*
Chodziłam po parku i robiłam zdjęcia. Trochę mnie to odprężyło. Ale moje myśli dalej kłębiły się wokół mojej nie pracy. Westchnęła. Chwila...Może zostanę fotografem? To wcale nie byłby głupi pomysł. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak bardzo się zamyśliłam, że na kogoś wpadłam.
-Przepraszam!-spuściłam głowę.
-Nic ci się nie stało?-podniosłam głowę.
Przede mną stał wysoki brunet o zielono-niebieskich oczach. Był całkiem przystojny.
-Jade?!-podał mi rękę.
Chwyciłam ją niepewnie i pokiwałam głową.
-Znamy się?-przekrzywiłam głowę.
-Conor! Nie pamiętasz?-zaśmiał się i zaczął gestykulować.
Conor?! Ten Conor?! Conor Slim?! Mój odwieczny wróg ze szkoły?! Otworzyłam szeroko usta, ale szybko się opamiętałam i zamknęłam je z powrotem.
-Conor Slim?-upewniłam się.
-Tak!
Kurczę. Jaki on przystojny i umięśniony. Spojrzałam na jego koszulkę. Była lekko przepocona, co mogło świadczyć o tym,że biegał. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Zamrugałam gwałtownie spoglądając na jego twarz, Zarumieniła się.
-Mieszkasz tutaj?-zagadnął.
-Od jakiegoś czasu.-uśmiechnęłam się. A ty co tutaj robisz?
-Przyjechałem do dziewczyny.-powiedział dumnie.
-Ooo...a dalej mieszkasz w Nowym Jorku?
-Nie przeprowadziłem się do Los Angeles miesiąc temu na stałe.-uśmiechnął się.
-To super! To miasto jest świetne!-uśmiechnęłam się.
Może trochę kłamałam, bo w końcu nie dostałam tu żadnej pracy, ale te wszystkie widoki, sklepy...
-Trochę się zagadałem.-spojrzał na zegarek na ręce. Muszę lecieć. Do zobaczenia.-pomachał mi i pobiegł.
-Do zobaczenia!-zawołałam za nim.
Ciekawe kto jeszcze się tutaj przeprowadził. Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę fontanny.

*Z pkt. Jamesa*
Od jakiegoś czasu dawno nie rozmawiałem z Ciarą, Jade i dziewczynami. Czas to zmienić! Wstałem z kanapy. Zorganizuję imprezę! Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem na górę. Czas,żeby tam trochę posprzątać.
_____________________________________________
Hej! :)

Jeśli ktoś chce,żebym go powiadamiała o nowych rozdziałach (bo wiem jak to bywa z pamięciom ^^) niech zostawi adres bloga, maila lub ewentualnie numer gg ;)
Chcę również przeprosić za moją nieobecność i niepunktualność na blogach :/ miałam sporo na głowie przed egzaminami :/ Ale już po, więc mam nadzieję,że następne rozdziały będą w terminie. Jeszcze raz bardzo PRZEPRASZAM za spóźnienie.

Nie wiem czy jeszcze miałam coś napisać...eh jak mi się przypomni ewentualnie dopiszę xD.

Następny rozdział za 5 komentarzy!!

Już chyba wiem co chciałam napisać! :P
Co do nowego bloga...to nie jestem do końca zadowolona...zrobiłyście mi mętlik w głowie xD Widać,że również  nie jesteście zdecydowane ;) w takim razie efekty nowej pracy ujawnię może jakoś w pierwszej połowie maja. :) ale to może ^^.

Dzięki za przeczytanie i skomentowanie! :* Mam nadzieję,że ktoś o tym blogu jeszcze pamięta ^^.

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 33 "I bądź tu człowieku mądry,czyli jak się nie załamać psychicznie."

*Z pkt. Jade*
-Ona...-urwała i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Ja również tam spojrzałam.
-O wilku mowa.-szepnęłam, a blondynka ruszyła w naszą stronę.
-Cóż za zbieg okoliczności.-uśmiechnęła się szyderczo.
Zrobiło mi się niedobrze na sam jej widok. Czego ona chce?
-Śledzisz mnie?-spytała przestraszona Ciara.
-Oj głupiutka. Przyszłam na kawę.-zaśmiała się.
-To dlaczego jesteś przy naszym stoliku?-spytałam zirytowana i wstałam. Kasa jest tam!-wskazałam palcem sprzedawce za ladą.
-Nie unoś się tak. Spokojnie.-była w dziwnie dobrym nastroju. Żegnam!-odrzuciła włosy do tyłu i odeszła.
Ugh! Co za! Chętnie odcięłabym jej te włosy.
-Jędza!-powiedziałam, a Ciara pokiwała głową. Czego ona chce?
-Ona...-zawahała się. Przyrzeknij,że nikomu nie powiesz.-spojrzała na mnie błagalnie.
-Przyrzekam.-pokiwałam głową i położyłam rękę na sercu.
-Ona mnie szantażuje.-szepnęła i spuściła głowę.
-Jak to?!
-Kazała mi się ciebie pozbyć, ale ja nie mogę.-zaczęła płakać.
Wstałam i usiadłam na jej kanapie. Objęłam ją ramieniem.
-Musisz to zgłosić na policję!
-Nie mogę!
-Dlaczego?!
-Bo mnie zabije! Jak nie ona to jej facet!-zaniosła się większym płaczem.
Zaczęłam głaskać ją po plecach. Cholera jasna. To już jest przegięcie. Rozumiem,że mnie nienawidzi, ale może to załatwić sama. Chyba,że najwyraźniej się boi. Westchnęłam.
-Co ja mam zrobić?-spojrzała na mnie spłakana.
-Nie odbieraj od niej niczego.-pokiwała głową. Odwiozę cię do domu.-wstałam razem z nią i poszłyśmy do samochodu.

*Z pkt. Dominic*
-Nie panikuj!-powiedział Kendall.
-Jak mam nie panikować?!-chodziłam nerwowo po salonie.
-Może nie jesteś.-wstał i podszedł do mnie.
-A jeśli tak.-miałam łzy w oczach.
Objął mnie w talii.
-Nadal będę cię kochał.-uśmiechnęła się i pocałował mnie w policzek.
-Ale ja nie chcę!-zaczęłam płakać, a on wziął mnie na ręce i posadził na kanapie.
-Hormony ci buzują!-zaśmiał się.
-Kendall!-dostał z łokcia w brzuch.
-Oj przepraszam!-nachylił się i pocałował mnie w głowę.
-Co powie moja mama?! Nie mam nawet pracy! Pieniędzy!-zakryłam dłońmi twarz.
-Poradzimy sobie o to akurat się nie martw.-przytulił mnie. Miałaś jakieś objawy?
-Nie...
-Więc nie panikuj.-pocałował mnie w głowę.
Westchnęłam. Nie miałam sił, żeby krzyczeć.
-Uspokój się i nie myśl o tym. Co będzie to będzie. Damy sobie radę. Kocham cię!-odsunął mnie od siebie i złapała podbródek,żebym na niego spojrzała. Uśmiechnęłam się przez łzy. Starł je kciukiem i również się uśmiechnął.
-Też cię kocham Kendall.-nachyliłam się i pocałowałam go.
-Chcesz herbaty?
-Chętnie.-wstał z kanapy i poszedł do kuchni.

*Z pkt. Jade*
Odprowadził Ciarę do domu i wróciłam do samochodu. Powoli zaczęła się uspokajać i zasnęła. Chyba zadzwonię później do Jamesa, żeby do niej zajrzał. W końcu się o nią martwi. Zanim zdążyłam odpalić silnik zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
-Hej Jade!
-Hej Ely!
-Mogłabyś po mnie przyjechać? Oczywiście jeśli nic nie robisz.
-Jasne będę za 15 minut. Pod studio?
-Tak. Dzięki.-rozłączyła się, a ja zapaliłam silnik i ruszyłam po przyjaciółkę.

*15 minut później...*
-Jak w pracy?-spytałam, gdy wsiadła.
-Eh masakra! Dostałam jakąś starą aktorkę, która strasznie się rządzi.-zapięła pas.
-Nie dogadacie się.-nacisnęłam gaz i odjechałam z pod studnia.
-Dokładnie.
-Jesteś głodna?
-Trochę. A co u ciebie?
-Ehh masakra. Jedziemy na sushi?-uśmiechnęłam się lekko.
-Jasne czemu nie.-pokiwała głową. Tam mi wszystko powiesz?
-Może nie wszystko.-skręciłam na światłach w prawo.
-Jasne.

*Z pkt. Dominic*
-Zostajesz na noc?-spytał Kendall kiedy skończył się film.
-Nie mogę.-odchyliłam się. Mama przyjechała.
-To cię odwiozę.-pogłaskał mnie po ręce.
-Spacer chyba lepiej mi zrobi.-uśmiechnęłam się.
-Ale...
-Cii...-zamknęłam jego usta pocałunkiem. Uśmiechnął się.
-W takim razie cię odprowadzę.-objął mnie ramieniem.
-Oki.-pisnęłam i powoli wstaliśmy udając się do drzwi.

*Z pkt. Jade*
-Poprosimy dwa razy specjał dnia.-powiedziała Ely i uśmiechnęła się zalotnie do kelnera.
-Postaramy się podać jak najszybciej.-zamknął menu i puścił jej oczko.
Kiedy się oddalił kopnęłam ją pod stołem.
-Ałaaa!-popatrzała na mnie.
-Nie flirtuj! Masz przecież faceta.-przewróciła oczami.
-Powiesz mi co się stało?-oddalił tamten temat na inny tor.
-Chodzi o Ciarę.-posmutniałam lekko.
-Co z nią?-przestraszyła się.
-Ma kłopoty.
-James zrobił jej dziecko?!-krzyknęła, ale zaraz zakryła dłońmi usta.
-Co?! Nie!-pokręciłam przecząco głową.
-To w takim razie co?-skrzyżowała ręce na piersi.
-Halston ją zastrasza.
-A to...-urwała.
Zjawił się kelner z naszym zamówieniem.
-Dziękujemy.-uśmiechnęłam się, a on odszedł.
-A James wie?-wzięła swoją porcję.
-Nie.
-To może niech mu powie?
-Ja chciałam mu powiedzieć, ale nie wiem czy to dobry pomysł.-skrzywiłam się, a Ely patrzała na mnie, więc kontynuowałam. Nie chcę go w to mieszać. Już ma wystarczająco dużo problemu przez Halston.-wzięłam się za jedzenie swojej porcji.
-Hmm...-zamyśliła się i zjadła kawałek. W sumie, ale jest facetem.-wzruszyła ramionami.
-To nie ma nic wspólne czy jest facetem.-prychnęłam.
-Wątpisz w jego męskość?-zaśmiała się.
-Och nie! Uważaj, bo się zadławisz!-wystawiłam język.
Po chwili moje przyjaciółka zaczęła się krztusić. Wybuchnęłam śmiechem. Widzisz Ely! Nie wątpię w jego męskość. Wystawiłam język w swojej głowie.
      Po zjedzeniu i oczywiście małych sprzeczkach wróciłyśmy zadowolone do domu.
____________________________________________________

Jak rozdział? Spodziewałyście się takiej akcji :P. Czekam na wasze komentarze ^^.

PYTANIE DO CZYTELNIKÓW!

Otóż jak głosi nagłówek ^^ mam pytanie. Chciałybyście poczytać coś nowego? ;) Tylko muszę mieć pewność, że ktoś to będzie czytał xD. Otóż mam parę pomysłów co do nowych blogów...Mianowicie mam ich aż 3! Tsaaaa nie mam co robić, ale to mój mózg myśli :P Okej...
Pierwsza historia:
Aktualizacja "Zakazanego Owocu", czyli opowiadanie o dziewczynie, która schodzi na złą drogę. Jest zaplątana w świat narkotyków itd.: ^^.
Druga historia:
Przeróbka "Zagubionej" tylko tym razem z innymi postaciami ^^.
Trzecia historia:
Jakieś fantasy...nie mam co do końca jeszcze zaplanowanej akcji ^^.

Jeśli coś Was zaciekawiło napiszcie w komentarzu :) a ja postaram się to przemyśleć i może niedługo pojawi się nowy blog :3.

Dzięki za przeczytanie :*.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 32 "Przyjazd cioci Violetty"

*Z pkt. Jade*
-Domi pośpiesz się! Zaraz spóźnimy się na lotnisko!-zawołałam z dołu patrząc na mój zegarek na ręce.
Dostałam od cioci. Wypadałoby dzisiaj mieć coś od niej chociaż,żeby tylko tak. Tupałam nogą. Jest 10:00, a mamy się pojawić za 20 minut! Jeszcze są takie korki. Jęknęłam.
-Idę!-krzyknęła zbiegając ze schodów.
-Już gotowa?
-Czy ja wiem...-zawahała się.
-To twoja mama, weź się uśmiechnij.-podniosłam jej kąciki ust do góry.
-Dobra.-założyła ręce na piersi, a ja zabrałam kluczyki z samochodu Ely.
Zakluczyłyśmy drzwi i pojechałyśmy na lotnisko.
                          Na miejsce dotarłyśmy w znakomitym czasie. Miałyśmy jeszcze 5 minut. Weszłyśmy na lotnisko. Ciocia już siedziała na jednym z krzeseł, a obok niej Tytus.
-Cześć cioci!-zawołałam i podbiegłam do niej.
Za plecami słyszałam burczenie, ale nie odwróciłam się. Kobieta wstała i z uśmiechem mnie uściskała.Tytus zaczął szczekać.
-Och Jade!-pocałowała mnie w policzek.
-Miło cię widzieć.-uśmiechnęłam się. Hej Tytusku!-schyliłam się,żeby pogłaskać psa.
-Dominica!-zawołała radośnie, a blondynka wysiliła się na uśmiech,
-Tytus, ale wyrosłeś.-zaśmiałam się, a psiak zaczął mnie lizać. Wzięłam go na ręce i wyściskałam.
-Jade mam też twoją gitarę.-rzuciła ciocia.
-Na prawdę?! Nie musiałaś!-przytuliłam ją jedną ręka.
-Możemy już jechać?-spytała Domi ze skrzyżowanym rękami.
Co ją ugryzło? Nigdy się tak nie zachowuje, a już tym bardziej jak jest jej mama. Coś musiało się chyba stać. Ciocia zabrała swoje torby i ruszyłyśmy do samochodu.
-Co ją ugryzło?-szepnęła rodzicielka kuzynki.
-Nie mam pojęcia,-wzruszyłam ramionami.
Otworzyłam samochód i wrzuciłam torby cioci do bagażnika. Na szczęście się zmieścił. Odetchnęłam z ulgą i usiadłam za kierownicą. Miejsce pasażera zajęła ciocia, a Domi i Tytus siedzieli z tyłu. Zapaliłam silnik i wyjechałam na autostradę.
-Dobrze wam się mieszka?-zagadnęła.
-Tak. Koleżanki Jade są świetne.-powiedziała Domi.
-Tak się cieszę skarbie,że się z nimi zaprzyjaźniłaś.-ciocia odwróciła się do niej z uśmiechem. Muszę je poznać.-zaśmiała się.
-Już wkrótce.-uśmiechnęłam się.
-Oj strasznie za wami tęskniłam dziewczynki. Tytusek tak samo.-szczeknął i wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
-Pozwolili ci z nim lecieć?-spytała zmieniając bieg.
-Musieli. Bez niego bym nie przyleciała.-uśmiechnęła się.
-Cioci jesteś świetna.-uśmiechnęłam się, a ona poklepał mnie po ramieniu.
-Kochanie dlaczego nic nie mówisz?-odwróciła się, a ja obserwowałam kuzynkę w lusterku.
-Mamo co mam mówić?-pokręciła oczami.
-Dobrze potem porozmawiamy.
Atmosfera w samochodzie była napięta. Uchyliłam lekko okno,żeby wpuścić tutaj powietrze. Może Domi się uspokoi. Co ją ugryzło? Nie poznaję jej.
                           Zaparkowałam pod domem. Pomogłam wyciągnąć cioci walizki i ruszyłyśmy do domu. Tytuska wypuściłam w ogrodzie. Niech się chłopak trochę wybiega. Później go zawołałam i grzecznie przyczłapał do domu. Kochany psiak. Merdał ogonkiem i poszedł zaznajomić się z domem.
-Cioci chcesz zobaczyć pokój?-zapytałam.
-Pewnie!-uśmiechnęła się i ruszyłam z nią za kuchnię.
Tam znajdował się mały pokoik gościnny. Meg go urządziła, gdyby zjawił się tutaj ktoś z rodziny. To był świetny pomysł, ale jeszcze nigdy go nie wykorzystał. Ciocia będzie pierwsza. Otworzyłam drzwi.
-Jaki piękny*!-zachwyciła się i upuściła walizki.
-To zasługa Meggie.-oznajmiła Domi, która zjawiła się za moimi plecami.
-Świetny.
-Na pewno się ucieszy.-uśmiechnęłam się. Zostawimy cię samą. Rozpakuj się i zdrzemnij.-puściłam jej oczko i zamknęłam drzwi. Zabrałam legowisko Tytuska, które ciocia zostawiła w salonie i zaniosłam je do swojego pokoju. Pewnie i tak nie będzie w nim spał no,ale trudno. Zabrałam jeszcze laptopa i wróciłam na dół.
-Jesteś głodna?-zawołała Domi z kuchni.
-A co robisz?-usiadłam na kanapie i odpaliłam urządzenie.
-Warzywa na parze!
-To mogę zjeść!-wzruszyłam ramionami i wpisałam hasło.
Rozsiadłam się na kanapie, a po chwili obok mnie siedział już Tytus. Co za psiak. Pogłaskałam go po główce, a on obrócił się kilka razy i położył na moim biodrze. Po chwili zaczął szczekać. Do salonu weszła Meg.
-Tytus!-schyliła się, a pies zeskoczył i podbiegł do niej. Zaczęła go głaskać, a on ją lizał. Hej!-zwołała.
-Hej!-odrzuciłam. Jak w pracy?
-Spotkanie z prezesem na temat mieszkania prezydenta.-opadła na fotel.
-Uuu...-powiedziałam zaskoczona.
-Zachciało mu się nowego wnętrza.-prychnęła i ściągnęła szpilki. Rzuciła je w kąt.
-O hej Meg!-w salonie pojawiła się Domi z jedzeniem.
-Hej.
-Jesteś głodna?-blondynka postawiła na stole talerz.
-Bardzo!-zaśmiałyśmy się wszystkie.
-To dobrze, w takim razie chodźcie zjeść do kuchni.
Meg z Domi już poszły, ja musiałam się wygramolić. Odstawiłam laptopa na stół. Wstałam i zabrałam swój talerz. W końcu mogłam iść do kuchni. Usiadłam koło Meg, która jadła ze smakiem. Dominic była zadowolona ze swoich umiejętności gotowania.
-Twoja mama już przyleciała?-odezwała się Meg.
-Tak. O której wraca Ely?-sprytnie wymieniła zdanie.
-Chyba za dwie godziny, a co?
-A tak pytam.-wzruszyłam ramionami i odniosła talerz do zlewu.
-Co jej jest?-szepnęła mi na ucho brunetka.
-Nie mam pojęcia. Zachowuje się tak dziwnie już od rana.-także szepnęłam chodź Domi nie była już w tym samym pomieszczeniu co my.
-Coś musi być na rzeczy! Może ma jakiś problem?-nabiła brokuła na widelec.
-Z Kendallem?-poddałam pomysł.
-Nie wiem czy akurat z nim, ale coś nie gra.
-Mam iść sprawdzić?-zrzuciłam jedną nogę z krzesła barowego.
-Nie.-złapała mnie za ramię.
Poprawiłam się na krześle.
-Zostawmy ją samą, jeśli będzie chciała sama nam powie.-uśmiechnęła się. A teraz jeśli pozwolisz pójdę wziąć kąpiel.-poklepała mnie po plecach. Wzięła swój talerz odłożyła go do zlewu i poszła na górę.
Jeśli nawet Meg zauważyła, że jest coś nie tak z Domi to faktycznie musi być coś na rzeczy. Tylko co? Muszę potem sprawdzić co się dzieje. Wróciłam do salonu i wzięłam laptop. Usiadłam na kanapie. Otworzyłam Facebook'a, przejrzałam aktualności i polubiłam parę strony. Chwilę później dostałam wiadomość od Ciary.
C: Hej! :)
J: Hej! :)
C: Robisz coś dzisiaj?
J: Raczej nie, a coś się stało?
C: Nic :) Chciałam spytać czy byśmy może nie wyskoczyły na kawę :)
J: Czemu nie :)
C: To w takim razie Starbucks o 15:00? ;)
J: Jasne :D
C: Okey to do zobaczenia :*
J: Pa :*
Spojrzałam na zegarek. 14:00. Mam jeszcze godzinę. Wyłączyłam laptopa i zaniosłam go do pokoju.

*Z pkt. Dominic*
-Proszę cię odbierz!-mówiłam do słuchawki.
-Domi! Co jest?-usłyszałam jego głos.
Poczułam się mniej zestresowana, ale nadal jednak byłam. Co ja mam robić? Powiedzieć mu? Przełknęłam głośno ślinę.
-Spóźnia mi się.-westchnęłam i opadłam na łóżko.
W oczach zaczęły zbierać się łzy. Oddychałam szybko,żeby się nie rozpłakać.
-Alee...
-Kendall!-niestety łzy wypłynęły na powierzchnię.
-Domi ciii uspokój się. Wszystko będzie dobrze.-miał cichy głos. Ledwie go słyszałam. Pociągnęłam nosem.
-Nie będzie!
-Wpadnij do mnie za godzinę.
-Okej.-chlipnęłam i rozłączyłam się.
Kendall był chyba równie zdezorientowany jak ja. Nie winię go za to, bo co może powiedzieć w takiej sytuacji? Ale jednak poczułam się źle jak tak dziwnie mnie potraktował.
Być może panikuję za bardzo, ale co jeśli jestem w ciąży?! Mam 23 lata! Nie chcę jeszcze dziecka. Nie mam nawet pracy. Położyłam się na łóżku i starałam się uspokoić.

*Z pkt. Jade*
Czekałam już na Ciarę pod naszym miejscem spotkania. Sprawdziłam godzinę. 15:05.
-Hej sorki za spóźnienie!-uśmiechnęła się przepraszająco.
-Spoko.-przytuliłyśmy się. Chcesz o czymś pogadać?
-Może w środku.-rozejrzała się.
-Jasne.
Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy stolik z kanapami.
-Chodzi o Halston.-szepnęła nie patrząc na mnie.
-Co się stało?-zdziwiłam się.
Mają jakiś sojusz? Nie. To raczej nie podobne do Ciary. Jest za nieśmiała. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale nie.
-Ona...-urwała i rozejrzała się po pomieszczeniu. Nagle jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Ja również tam spojrzałam.
______________________________________
Hej!
Oto ostatni rozdział na ferie. Niestety już mi się skończyły :( Co to było te dwa tygodnie? Nie może być miesiąc! Ehh...
Jak rozdział? Podoba się? Chyba nawet długi ^^. Wiem,że narobiłam teraz trochę zamieszania i w ogóle :P ale chyba wszystko się powyjaśnia (mam nadzieję ^^) Odpowiedzi dopiero w marcu :/.

Wszystkim którzy będą zaczynać ferie życzę dobrego odpoczynku! Należy się :*.

*-oczywiście ten pokój bez kota ^^

Okej ode mnie to wszystko, do zobaczenia xo.

Ps. Zapraszam na mojego nowego bloga, bo nie wiem czy go dalej prowadzić :/.

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 31 "Nie ma żadnych NAS!"

*Z pkt. Jamesa*
Po wyjściu dziewczyn , ja i Ciara także zaczęliśmy się zbierać. Wyszliśmy z domu Logana i udaliśmy się w kierunku samochodu. Dużo myślałem.
-Ciara.-zatrzymałem się.
-Tak?-spojrzała na mnie przez ramię.
-Mogę cię o coś zapytać?-podszedłem bliżej niej.
-Śmiało.-odwróciła się w moją stronę z uśmiechem.
-Yyy..-zaciąłem się.
Czuję się jak kretyn! Dawaj Maslow! Dasz radę! Zachęcała mnie moja podświadomość. Westchnąłem.
-O co chodzi?-uniosła brwi.
-A już nic zapomniałem.-machnąłem ręką i wyminąłem ją.
Cholera! Co się ze mną dzieje?! Zrobiłem z siebie kompletnego durnia! Spaprałem okazję. Przecież to miało być pięć słów. "Pójdziesz ze mną na randkę?" To takie trudne Maslow?! Miałem ochotę się na siebie wydrzeć. Otworzyłem drzwi od strony pasażera i czekałem, aż Ciara wsiądzie. Następnie je zamknąłem i okrążyłem samochód. Westchnąłem i wskoczyłem za kierownicę. Nasza droga trwała w głuchej ciszy. Trochę mi to przeszkadzało, ale wolałem się już dziś w ogóle nie odzywać. Już wystarczająco się upokorzyłem.
Zaparkowałem pod jej domem. Pożegnała się ze mną całusem w policzek. Uśmiechnąłem się smutno, ale chyba tego nie zauważyła. Całe szczęście. Pomachała mi i wyszła. Czekałem, aż wejdzie do domu. Położyłem głowę na kierownicę. Cholera! Cholera! Cholera! Czemu mnie tak przy niej zatkało?! Przecież nigdy coś takiego mi się nie zdarza. Westchnąłem. Podniosłem głowę i wyjechałem na ulicę. Włączyłem radio i zatraciłem się w muzyce. To najlepsze lekarstwo.
                     Kiedy dotarłem do domu wziąłem prysznic. Musiałem wszystko przemyśleć. Ale tak mi się nie chciało. Ale musiałem. Po najdłuższym prysznicu świata na nic mądrego nie wpadłem. Trudno. Najwyżej będę skończonym singlem w show biznesie. Westchnąłem. Poszedłem do sypialni skąd wziąłem czystą koszulę i spodnie. Przebrany zszedłem na dół. Usiadłem w ulubionym fotelu i włączyłem telewizor. Brakowało mi czegoś. Zamyśliłem się. Wstałem i poszedłem do kuchni Zgarnąłem orzeszki z półki i wsypałem je do miski. Oto właśnie chodziło! Wróciłem do salonu i zająłem to samo miejsce. Przełączyłem kanał na KSW. Co?! Człowiek nie może pooglądać?
Długo jednak nie oglądałem. Co znowu! Wyciągnąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem na wyświetlaczu kto dzwoni. Nie miałem ochoty rozmawiać, ale posłuchałem rady Jade. Muszę dać Halston jakąś szanse na wytłumaczenie choć mało mnie ona obchodzi. No, ale cóż. Odebrałem.
J: Tak?
H: Hej, możemy porozmawiać?
J: Słucham.
H: Mogę do ciebie wpaść?
J: Jeśli to konieczne. Bądź za godzinę.
H: Okej. Pa.
J: Do zobaczenia.
Rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni. Nie miałem humoru do rozmów, ale w końcu trzeba to załatwić. Westchnąłem. Wyłączyłem telewizor i zabrałem się za sprzątanie.

*Z pkt. Jade*
-Przełącz na coś innego!-powiedziała Domi, a Ely zmieniła kanał.
-Prawda,że Ciara jest fajna.-wypaliłam, a dziewczyny spojrzały na mnie w szoku.
Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. No co? Ja lubię Ciarę.
-Dobrze się czujesz?-Meg dotknęła mojej głowy.
-Świetnie!-uśmiechnęłam się.
-No jest nawet miła.-powiedziała Domi.
-Cii...-uciszyła nas Elizabeth.
-Pretty Little Liars!-krzyknęłyśmy.
-No przecież mówię cii...-oburzyła się Ely.
Wszystkie usiadłyśmy wygonie i zaczęłyśmy oglądać serial.

*Z pkt. Jamesa*
Po wysprzątaniu usiadłem w salonie. Napracowałem się. Żałuję, że dałem swojej gosposi wolne, ale jej przecież od życia też się coś należy. Jęknąłem, bo usłyszałem dzwonek do drzwi. Wstałem niechętnie i poszedłem otworzyć.
-Cześć!-przywitała mnie uśmiechnięta Hal.
-Cześć! Wejdź.-odsunąłem się robiąc jej przejście.
Chciała mnie pocałować w policzek, ale się odsunąłem. Zaprowadziłem ją do salonu. Usiadłem w fotelu a ona na kanapie.
-To o czym chcesz rozmawiać?-założyłem nogę na nogę.
-O nas.-szepnęła i spojrzała na mnie smutna.
-O nas?! Nie ma żadnych NAS!-krzyknąłem.
Zaraz nie wytrzymam! Przecież to ona mnie zdradziła! Jak mogę być znowu z kimś to taki perfidnie mnie oszukiwał? Nie nabiorę się już więcej na te jej gierki.
-James proszę cię!-złapała moją rękę, ale szybko ją zabrałem.
-Nie! Masz coś jeszcze do powiedzenia?-skrzyżowałem ręce na piersi.
-Dasz mi szansę?-szepnęła ledwo słyszalnie.
-Szansę?! Dziewczyno czy ty siebie słyszysz?! Mam ci dać szansę po tym jak pieprzyłaś się z Efronem w moim domu?!-wrzasnąłem.
Przez te cholerne wydarzenie musiałem zmieniać łóżko. Z resztą i tak się wyprowadzam. Nie chcę już mieć nic wspólnego z Halston Sage!
-James.-mówiła załamującym się głosem.
-Daj mi spokój!
-To wszystko wina Jade!
-Nie mieszaj jej do tego!-wstałem.
-Ona to wszystko uknuła! Nie rozumiesz!-również wstała. Wynajęła Efrona, żeby mnie uwiódł!-tłumaczyła się.
-Masz jeszcze czelność tutaj przychodzić i kłamać mi w żywe oczy?!-złapałem ją za ramiona.
-James ja...-spuściła głowę.
-Wyjdź!-puściłem ją, a ona wybiegła.
Trzasnęła drzwiami. Wziąłem wdech. Muszę się uspokoić. Jaki ona ma tupet,żeby tutaj przychodzić i oskarżać Jade. Miarka się przebrała. Nie wybaczę jej! Trudno. Będę żył z wściekłością do niej już do końca życia. Ale moje życie pewnie kiedyś się ułoży. Poszedłem przekręcić mieszkanie, a następnie musiałem się zrelaksować. Wyjąłem z barku butelkę whisky i poszedłem z nią na górę. Może jakoś się uspokoję.
______________________________________
Da dam!
Hej!
Jak się wam podobało? :) Końcówka jest taka sobie :/ Robię z Jamesa alkoholika ^^. No nie ładnie :P. Nie no żartuję to był tylko jednorazowy incydent, przynajmniej mam nadzieję :P. Cóż...Z Halston jeszcze wiele się wydarz, ale nie będę spojlerować xD. Czekajcie na nexta :*.
Ostatni rozdział na ferie pojawi się 13.02 (piątek) jeśli będzie przynajmniej 4 komentarze!
Pod ostatnim postem były tylko 2 :(. Czyżby już nikt nie czytał tego bloga? :'(


czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 30 "Czy Ciara no wiesz..."

*Z pkt.Jade*
Obudziły mnie dziwne odgłosy dobiegające z kuchni. Zerknęłam na telefon. 6:00. Matko! Kto nie może spać?! Zwlokłam się z kanapy, poprawiłam włosy i poszłam do kuchni, gdzie zastałam Jamesa.
-Co ty robisz? Czemu nie śpisz? Wiesz, że jest 6:00!-szepnęłam będąc obok niego.
-Jade!-podskoczył na krześle. Nie strasz mnie.-uśmiechnął się i ziewnął.
-Ktoś się chyba nie wyspał?-nalałam sobie kawy do jednego z kubków.
-Trochę! Z resztą nie ważne...-machnął ręką. A dlaczego nie śpisz?
-Przez ciebie!-usiadłam naprzeciwko niego.
-Przepraszam.-poprawił włosy.
-Trudno.-wzruszyłam ramionami i upiłam łyk kawy.
-Mogę cię o coś zapytać?-zaczął zmieszany.
-Jasne. Słucham.-odłożyłam kubek na blat.
-Czy Ciara no wiesz...mówiła coś o mnie?-podrapał się po karku.
-To sprawy prywatne.-wystawiłam język.
-No Jade! Proszę!-zrobił minę szczeniaczka.
-Nie mogę wyjawić tajemnicy koleżanki.
-Wiesz co?-oburzył się.
-Słucham?-uśmiechnęłam się. Skoro chcesz wiedzieć sam jej zapytaj.-napiłam się, a on już nie odpowiedział.
Ktoś zaczął schodzić po schodach. W kuchni pojawiła się Domi.
-Hejka!
-Hej!-odpowiedziałam z Jamesem.
-Już nie śpicie?-zdziwiła się.
-O to samo możemy zapytać ciebie.-założyłam ręce na piersi.
-Mniejsza.-machnęła ręką. Mama do mnie dzwoniła i to mnie obudziło.-usiadła obok Jamesa,
-No i?-spytałam.
-Przyjeżdża pojutrze.-wykrzywiła się.
-Och...-wydusiłam.
-Tak! Masakra!
-Nie będzie tak źle?-odezwał się James.
-Zobaczymy.-pokręciła oczami.
-Musimy się zbierać.-wstałam i odłożyłam kubek do zlewu.
-Ale Ely i Meg jeszcze śpią.-odezwała się blondynka.
-Ehh...Może coś obejrzymy?-zmieniłam temat.
-Jasne. Co proponujesz?-spytał James, patrząc to na mnie to na Domi.
-Hmm...-zamyśliłam się.
-Może "Oszukać przeznaczenie"?-zaśmiał się James.
-A może wiadomości?-powiedziała Domi patrząc na szatyna z pogardą.
Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. Dominic ogląda straszne filmy tylko w towarzystwie Kendalla.
-Róbcie co chcecie.-uniósł ręce w geście  obrony i poszedł na górę, a ja z blondynką do salonu. Posprzątałam kanapę i usiadłyśmy na niej włączając telewizor.
                                     W południe wszyscy byli już na dole.
-Ile można spać?-spojrzałam za kanapę.
-Oj tam.-powiedziała ziewająca Meg.
-Zbieramy się.-wstałam z kanapy i poszłam do przedpokoju.
-Co już?! A gdzie śniadanie?-oburzyła się Ely.
-Chyba raczej obiad.-prychnęłam.
-Logan już szykuje!-zawołał Kendall i wszystkie poszłyśmy do kuchni.
W kuchni roznosił się zapach tostów. Gospodarz przygotował dla każdego równą porcję. Po zjedzeniu pożegnałyśmy się i ruszyłyśmy do samochodu.
-Masz kluczyki?-zapytałam Meg.
-Tak.-pomachała mi nimi przed oczami. Zabrałam je i otworzyłam samochód.
-Wsiadamy i jedziemy do domu.-wystawiłam język i zajęłam miejsce kierowcy. Kiedy wszystkie już siedziały zapaliłam silnik i zawiozłam nas do domu.
___________________________________________
Hej!
Znowu wyszedł krótki, ale pojawi się ich więcej, więc mam nadzieję, że jakoś to odpokutuję ;)
Muszę się pośpieszyć z pisaniem, bo za niedługo mi się skończą rozdziały napisane do przodu ^^.
Szkoda trochę,że mało komentarzy :/ ale i tak ważne, że ktoś to czyta :*.

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 29 "Impreza towarzyska"

*Z pkt. Jade*
Gdy dojechaliśmy pod dom Logana, było strasznie cicho. Wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się do drzwi. Domi zadzwoniła i chwilę później w drzwiach pojawił się uśmiechnięty Logan.
-Hej! Wejdźcie.-wpuścił nas.
-Hej.-rzuciłyśmy i poszłyśmy do salonu.
-Chłopaków jeszcze nie ma?-zapytała Meg.
-Poszli do sklepu, a James powiedział, że będzie trochę później.-zadzwonił dzwonek i gospodarz poszedł otworzyć.
Kendall i Carlos weszli do kuchni i odłożyli zakupy.
-Domi jak pięknie wyglądasz!-zawołał blondyn, a Domi podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
Kendall uśmiechnął się i objął Domi siadając z nią w fotelu.
Meg z Carlosem ciągle się do siebie przytulali i uśmiechali, a Ely i Logan z czegoś się śmiali. Ja siedziałam sama...Forever Alone. Mój smutek przerwał dzwonek do drzwi, Logan zerwał się z kanapy i poszedł otworzyć. Po chwili w salonie pojawił się James i jego nowa "koleżanka" (od autorki: Chodzi mi o blondynkę, dokładnie o jej strój ^^)
-Hej, to moja dz...koleżanka Ciara.-przedstawił ją James, a ona się uśmiechnęła i pomachała. Razem z dziewczynami odwzajemniłyśmy gest. A to Carlos, Meg, Ely, Logan, Kendall, Domi i Jade.-wskazywał po kolei na każdego.
-Miło was poznać.-uśmiechnęła się i razem z Jamesem usiadła na kanapie obok Losa i Meg.
Carlos nachylił się do Jamesa i powiedział mu coś na ucho, spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać. Latynos dostał kuksańca w brzuch od swojej dziewczyn i momentalnie się uspokoił.
-Ej ludzie!-odezwał się Logan i wszyscy na niego spojrzeliśmy. Macie tutaj zamiar siedzieć czy się bawić?-włączył muzykę i zaczęła się impreza. Wszyscy zaczęli wstawać i zabawa się rozkręcała, tylko ja zostałam sama na fotelu, ale nie długo bo przyszła do mnie Ciara.
-Co tam?-zagadnęła.
-Siedzę.-uśmiechnęłam się.
-Czemu nie zatańczysz z Jamesem?-spytała z uśmiechem.
-Przecież jest z tobą. W ogóle nie lubię tańczyć.-wzruszyłam ramionami.
-Oj przestań.-machnęła ręką. Nie jesteśmy parą!-uśmiechnęła się. A ja widzę jak na niego patrzysz.-puściła oczko.
-Co?!-zmieszałam się.
-To, że ci się podoba. James nie jest w moim typie.-uśmiechnęła się. Traktuję go jedynie jako kumpla.-wzruszyła ramionami.
Chyba ją polubię. Jest miła i dobrze mi się z nią rozmawia.
-Serio?-uniosłam brwi.
-Oj idź!-pociągnęła mnie za rękę i popchnęła prosto na Jamesa. Wylądowałam bezpiecznie w jego ramionach.
-Yyy...przepraszam.-wydusiłam.
-Zatańczymy?-uśmiechnął się, odwzajemniłam uśmiech, bo tylko na tyle było mnie stać i zaczęliśmy tańczyć. Niestety na moje nieszczęście zaczęła lecieć wolna piosenka, a ja nie umiem tańczyć! W co ja się wpakowałam...Mam dobrego partnera, ale coś czuję, że nieźle go podeptam.
                                  Po tańcu podziękowaliśmy sobie wzajemnie i wróciłam na miejsce.
-Co tam?-spytałam Meg, która siedziała na kanapie.
-Odpoczywam od tańca.-uśmiechnęła się. A tam?
-Wracam z tańca...
-I jak?-poruszała brwiami.
-Co jak?-usiadłam.
-Oj Jade, Jade!-pokręciła głową i zaśmiała się. Dołączył do nas Carlos.
-Kwiatuszku zatańczysz ze mną?-zwrócił się do Meg z miną szczeniaczka. Dziewczyna spojrzała na niego i uległa.
Ja znowu zostałam sama, ale nie na długo, bo dosiadła się do mnie tym razem Ely.
-Co tam?-spytała.
-Dobrze, a tam?-uśmiechnęłam się.
-Nogi mnie bolą.-jęknęła, a ja zaczęłam się śmiać. Zignorowała mnie i kontynuowała. Widziałam, że tańczyłaś z Jamesem...Ciara nie była zazdrosna?
-Ciara? Nie sama mnie na niego popchnęła.-uśmiechnęłam się. Powiedziała, że James nie jest w jej typie.
-Uuu...serio?!
-Yhym,,,-pokiwałam głową.
-To więcej Maslowa dla ciebie!-puściła oczko, a ja szturchnęłam ją łokciem, a ona wybuchła śmiechem.
-Ely zatańcz ze mną!-zjawił się błagający Henderson.
-Logan mam dość!
-To nie!-wystawił język. To Jade ze mną zatańczy!-uśmiechnął się.
-Eee...-wydusiłam, a on pociągnął mnie za rękę na środek salonu.
Z Logana to naprawdę niezłe ziółko. Nie dziwię się, że Ely już wysiadła. Ja po jednym tańcu miałam dość, a co ona miała powiedzieć? Współczuję. Po tańcu rozwaliłam się na kanapie. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie podziali się Kendall i Dominic...Chwilę potem pojawiła się zadowolona blondynka.
-Co się stało?-spytałam z uśmiechem.
-Co się miało stać?-usiadła w fotelu.
-Nie było was.-poruszałam brwiami.
-A idź ty!-klepnęła mnie w kolano i znowu się gdzieś zmyła.
                                      Impreza chyba dobiegała końca, bo wszyscy siedzieli albo na kanapie, w fotelach i na dywanie. Pan domu wyłączył muzykę. Wszyscy byli zmęczeni. Było widać po ich twarzach.
-Wiecie już 01:00 wypadało by kończyć, bo sąsiedzi się wkurzą.-wykrzywił się.
-Już?-jęknęła zawiedziona Ciara.
-Ale możecie zostać na noc.-brunet wystawił język, za co dostał kuksańca w brzuch od Ely.
-Gdzie mamy spać?-spytała Domi.
-Na górze? Chłopaki mają u mnie swoje pokoje, więc możecie spać u nich...-spojrzał na mnie. Jade pasuje ci miejscówka w salonie?-patrzał na mnie błagalnym i przepraszającym wzrokiem.
-Jasne.-uśmiechnęłam się.
Logan uśmiechnął się do mnie przepraszająco i obiecał, że przyniesie miękką pościel...Wszyscy za gospodarzem udali się na górę, a ja zostałam na dole. Tak jak obiecał przyniósł mi pościel. Pościeliłam kanapę i położyłam się. Było miękko. Nie wiem kiedy zasnęłam...
_______________________________________
Hej!
Przepraszam za rozdział! Jest okropny! Ta końcówka...-.- Ehh...
Jak Wam się podoba postać Ciary? ;) Mam nadzieję, że ją polubiłyście, bo nie będzie złym charakterem ;)
Cóż jako,że mam dobry humor :P przymknę oko na to co napisałam wyżej ^^.
Mam urodzinki! Ale jestem już stara :/ Hahaha, ale każdy się niestety starzeje :P
Co tam u Was?
Ja wypoczywam i staram się pisać rozdziały :)
W ogóle mam do Was pytanie...
Czytał ktoś może mojego bloga "Zakazany Owoc"? Jeśli tak to chcę Was powiadomić, że pracuję nad jego ulepszeniem...
Tak, więc jakby ktoś chciał czytać to zostawię linka pod najbliższymi postami  ;)

W skrócie o blogu:
Nie będzie to love story. To bardziej coś dla osób starszy. Dzieję się tam trochę :P. Narkotyki, alkohol... Reszty się dowiecie czytając :*.
Jeszcze jedno ^^. Jakbyście czytały nowego bloga, to wolał byście najpierw wspomnienia głównej bohaterki (jak się wszystko zaczęło) czy rozdziały, a wspomnienia wpleść w trakcie?
Pytam, bo chcę znać Waszą opinię :*.


Do Lili Angel: Postaram się poczytać :D Mam teraz dużo czasu,więc wpadnę. Następnym razem mogę Cię prosić o pozostawienie takiej informacji w zakładce "Pomoc" ;). Dzięki :)

Okej do zobaczenia w czwartek <3
Specjalnie dla Was rozdziały będę częściej tak jak obiecałam :3

Pozdrawiam xoxo



piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 28 "Wypis i przygotowanie do imprezy."

* Z pkt. Jade*
Obudziłam się przez pikanie pompy. Dziś mają mnie wypisać. O 10:30 zjawił się lekarz.
-Dzień dobry pani Smith!-uśmiechnął się do mnie. Jak się pani czuje?
-Znacznie lepiej.-uśmiechnęłam się.
-To w takim razie...-wyciągnął coś zza pleców. Jest pani gotowa do wyjścia.-uśmiechnął się i podał mi wypis.
-Dziękuję.-kiwnął głową i wyszedł z sali.
James powiedział,że jak mnie wypiszą mam do niego zadzwonić, więc...wykonałam telefon.
Odebrał po 4 sygnale.
-Hej Jade! Co tam?
-Wypisali mnie.-usiadłam na łóżku.
-Świetnie! Zaraz po ciebie przyjadę!-ucieszył się.
-Okej, a mógłbyś być taki dobry i przywieziesz mi ciuchy? Proszę!
-Jasne!
-Dziękuję! Jesteś kochany.-uśmiechnęłam się.
-Wiem,wiem,wiem.-zaśmiał się.
-Oj nie bądź taki skromny.-tym razem ja się zaśmiałam.
-Dobra kończę i lecę po twoje ciuchy. Na razie.
-Czekam.-rozłączyłam się.
                                        James pojawił się po 10 minutach. Zabrałam od niego ciuchy i poszłam się przebrać. Po wyjściu z łazienki, udaliśmy się do wyjścia, a następnie do jego samochodu.
-Co z tą imprezą?-spytałam kiedy odpalił silnik.
-Jest aktualna.-uśmiechnął się i wyjechał z parkingu.
-Mogę cię o coś spytać?-spojrzałam na niego, a on odwrócił głowę w moim kierunku. Tylko proszę się nie denerwuj, okej.
-Pytaj.
-Rozmawiałeś z Halston?-zaczęłam bawić się rękami.
-Jade! Proszę cię daj mi spokój! Między nami już nic nie ma!-ścisnął kierownicę.
-Ale rozstaliście się z nieznanego powodu...-spuściłam głowę.
Czemu ciągnę ten temat? Jade! Pomyśl czasem, a potem mów!
-Nie znanego! Zastałem ją w MOIM domu w MOJEJ sypialni z Efronem czy to nie jest wystarczający powód?!-pokręcił głową i spojrzał przed siebie.
-No...-urwałam i nie podniosłam głowy.
Czułam się głupio. Jak małe dziecko.
-Dziękuję! Nie wracajmy do tego tematu.-włączył radio.
-Co z tą galą?-spytałam po jakimś czasie.
-Jak chcesz możemy iść, a jak nie to pójdę sam albo z koleżanką.-ściszył muzykę.
-Koleżanką?-zdziwiłam się i podniosłam na niego wzrok.
-Ostatnio byłem wkurzony i o mały włos nie potrąciłem jednej dziewczyny, więc na przeprosiny zaprosiłem ją na kawę i jakoś tak wyszło.-wzruszył ramionami. W ogóle ona jest taka słodka!-rozmarzył się.
-James! Właśnie przejechałeś na czerwonym świetle!
-Hym?-spojrzał na mnie rozmarzony.
-Nie ważne.-machnęłam ręką. Jak się nazywa?-uśmiechnęłam się.
-Ciara. Jest aktorką-również się uśmiechnął.
-Uuuu...ktoś się zakochał.-puściłam mu oczko.
-Może...-zmieszał się.
-Będzie na imprezie?-popatrzałam na niego, a on na mnie i zaprzeczył głową. To na co czekasz? Jeśli ci się podoba to na co czekasz? Zaproś ją!-poklepałam go po ramieniu.
-Masz rację. Dzięki za radę.-uśmiechnął się.
                                            Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Było mi trochę smutno, że James znalazł sobie nową dziewczynę, ale cóż nie jest przecież brzydki. Nie ważne i tak jesteśmy tylko przyjaciółmi...a ja głupia wiąże się w jakimś chorym zauroczeniu! Co ja mam robić? Przecież mu nie powiem, bo to zniszczy naszą przyjaźń. Ugh.
-Halo Jade! Ziemia! Jesteśmy!-wyrwał mnie z zamyślenia przyjaciel.
-Już?-pokiwał głową. Dzięki, że po mnie przyjechałeś.-pocałowałam go w policzek.
-Przyjemność po mojej stronie.-wyszczerzył się. do zobaczenia na imprezie!-wysiadłam z samochodu. Pomachałam mu i podeszłam do drzwi, które otworzyły mi dziewczyny.
-Jade!-rzuciły się na mnie.
-Udusicie!
-Sorry!-powiedziały razem, a Domi zamknęła drzwi i poszłyśmy do salonu.
-Co tam u pana Maslowa?-zapytała Ely siadając w fotelu.
-Znalazł nową dziewczynę.-usiadłam na kanapie.
-Serio James? Serio?-Maggie strzeliła facepalma.
-Chyba nie taką jak Halston?-dodała Domi.
-Jeśli będzie taka sama jak Halston to przesrane!-rzuciła Ely.
-Tak do tematu imprezy...-zaczęłam zmieniając temat. Macie już coś?
-Impreza!-krzyknęły i pobiegły na górę, a ja ze śmiechem wstałam z kanapy i poszłam za nimi.

*Z pkt. Jamesa*
Po odwiezieniu Jade, pojechałem do siebie. Zrobiłem sobie kawę i zadzwoniłem do Ciary. Odebrała po 2 sygnale.
-Hej James!-przywitała się, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Hej! Mam do ciebie pytanie.
-Słucham.
-Poszłabyś ze mną na imprezę do kumpla?-podrapałem się po karku. Poznasz moich znajomych.-dodałem szybko.
-Jasne, chętnie z tobą pójdę. Gdzie ona konkretnie będzie?
-O to się nie martw! Przyjadę po ciebie o 18:50?
-Okej w takim razie lecę się szykować! Pa.
-Pa. Do zobaczenia!-rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni.
Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Pooglądałem trochę wiadomości i wyłączyłem telewizor. Wstałem z kanapy udając się do kuchni. Wrzuciłem szklankę do zmywarki i poszedłem na górę przygotować się na "pierwszą randkę" z Ciarą.

*Z pkt, Jade*
-Domi! Będziesz w niej super wyglądała!-powiedziałam siadając na jej łóżku.
-No nie wiem...-przejrzała się w lustrze.
-Jade ma rację!-poparła mnie Meg.
-Dobra to idę w niej.-uśmiechnęła się i spojrzała na siebie ponownie w lustrze.
-Jade, a ty co ubierasz?-zapytała mnie Ely wchodząc do pokoju Domi już gotowa.
-Hmm...nie wiem chyba ubiorę jeansy i kolorową bluzkę.
-Oj no proszę chcesz coś wzbudzić w Maslowie?-zapytała Meg, a Ely wybuchnęła śmiechem.
-On i tak woli blondynki.-wzruszyłam ramionami i wstałam z łóżka.
-E tam!-Ely machnęła ręką. Do ciebie coś czuje to widać.-poruszyła brwiami.
-To tylko przyjaźń.
-Zobaczymy?-Ely zrobiła minę jakby chciała się założyć.
-Nie!-rzuciłam i przepchnęłam się w drzwiach.
-Boisz się?-zatrzymała mnie.
-Czego, kto się boi?-zapytała Domi wychodząc z łazienki.
Kiedy w ogóle do niej poszła? Moja cudowna podzielność uwagi. Westchnęłam.
-Nie ważne.-Ely puściła do mnie oczko, a ja pokręciłam głową.
-Wiesz Meg ślicznie ci w tej sukience!-pisnęła blondynka.
-Dzięki!-odpowiedziała z uśmiechem.
-Jade, a ty na co czekasz?-podeszła do mnie ze złożonymi rękami na piersi.
-O co ci chodzi Domi?-spojrzałam na nią, a ta westchnęła.
-Trzymaj to i bez protestów!-nachyliła się po sukienkę i wręczyła mi ją do ręki.
-Ale...-spojrzałam na sukienkę.
-Co powiedziałam!-spojrzała na mnie groźnie. Ely i Meg parsknęły śmiechem.
-Już,już.-poszłam do swojego pokoju się przebrać.
Kiedy się ubrałam spojrzałam na siebie w lustrze. Muszę to na sobie mieć? Czemu nie mogę iść w spodniach, albo chociaż w innej sukience. Westchnęłam i wróciłam do przyjaciółek, które siedziały w pokoju Dominic.
-Pięknie!-wykrzyknęły i wstały z łóżka. Przekręciłam oczami.
-Okej to co zajmujemy się fryzurą i makijażem?-odezwała się zadowolona stylistka. Najpierw Domi, siadaj.-wskazała na łóżko i wzięła do ręki szczotkę, rozczesała jej włosy i spięła w ładny kok. Następnie zajęła się jej makijażem, który był delikatny.
Później nastąpiła kolej Meg. U niej Ely zaczęła od makijażu. Fryzura dodała jej świetnego efektu końcowego. Potem spojrzała na mnie. Pokręciłam głową.
-No Jade!-tupnęła nogą.
-To tylko imprezka towarzyska, a nie jakiś bal.-pokręciłam oczami.
Meg i Domi podeszły do mnie i "pomogły" mi usiąść. Westchnęłam. Kazała mi zamknąć oczy i zaczęła bawić się makijażem. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo czułam na policzku łaskotanie pędzelka. Po skończeniu kazała mi otworzyć oczy i przejrzeć się w lustrze. Efekt strasznie mi się spodobał. Do mojej fryzury nie miała zastrzeżeń, więc jej nie zmieniałam. Gotowe zeszłyśmy na dół ubrać buty, które pod kątem stylizacji pasowały. Meg zabrała kluczyki i ruszyłyśmy na imprezkę do Hendersona.

*Z pkt. Jamesa*
Zadzwoniłam do drzwi Ciary, otworzyła mi je we własnej osobie.
-Hej!-uśmiechnąłem się. Ślicznie wyglądasz.
Miała na sobie czarną spódniczkę i biały sweterek. Uroczo wyglądała, aż miałem ochotę ją schrupać.
-Dziękuję.-zarumieniła się. Ty też niczego sobie.-odwzajemniła mój uśmiech, który nadal był na mojej twarzy.
-Gotowa?-oprzytomniałem.
-Jasne, tylko zabiorę torebkę.-sięgnęła na szafkę. Zakluczyła drzwi i ruszyliśmy do mojego samochodu. Jak na dżentelmena przystało otworzyłem jej drzwi, posłała mi uśmiech. Rozpromieniłem się, zamknąłem drzwi i obszedłem samochód zajmując miejsce za kierownicą, później włączyłem silnik i ruszyłem na imprezę do Logana.
_______________________________________________________

Hej! :)
Co tam u Was? Macie już ferie, a może jeszcze czekacie lub mieliście?
Ja mam od dzisiaj!! :D Ale się cieszę!! W końcu można trochę odpocząć, chodź moim zdaniem co to są dwa tygodnie ^^.
Rozdział no taki sobie...liczyłam,że wyjdzie dłuższy i lepszy :/ ale blogger chyba mnie nie lubi :P
Nowa bohaterka pojawiła się w zakładce "Bohaterowie" jakby ktoś był ciekawy :)
Tak jak obiecałam postaram się dodawać więcej rozdziałów ;) ale zobaczymy jak wyjdzie i ile będzie komentarzy :*.
Mimo,że teraz chyba będę miała dużo czasu zacznę poprawiać jednorazówkę ^^, która mam nadzieję pojawi się 14 lutego w Walentynki.
Bądźcie cierpliwi i czekajcie na niespodzianki :)
Buziaczki :* i pozdrawiam Was cieplutko!

Ps. Zapraszam na nowego BLOGA! (Jest prolog i I rozdział)

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 27 "Pobyt w szpitalu. Dobra wiadomość."

*Z pkt. Jade*
Obudziłam się, a moim oczom ukazał się prześliczny bukiet. Zastanawiałam się od kogo, bo nie było przy nim żadnej karteczki. Powąchałam kwiaty, a do mojej sali wszedł James.
-Hej! Jak się czujesz?-usiadł na krześle. Przepraszam cię.-spuścił głowę.
-Ze mną dobrze, a co z tobą?-odłożyłam bukiet na szafkę.
-Też w porządku.
-Powiedz! Przecież widzę, co jest?-przybliżyłam się do niego.
-Widać,że lepiej się czujesz.-zaśmiał się, a zaraz znowu spuścił głowę.
-James.-dotknęłam jego dłoni.
-Miałaś rację. Wszyscy mieli!-przytulił się do mnie.
-Chodzi o Halston?-spytałam cicho i poklepałam po plecach.
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł lekarz.
-Yhry...-chrząknął, a James się odsunął. Przepraszam, że państwu przeszkadzam, ale musimy jechać na badania.-pielęgniarki podeszły do mojego łóżka i wywiozły mnie.

*Z pkt. Jamesa*
Muszę wszystkich przeprosić tyko jak? Nie mam do tego głowy. Jestem załamany. W końcu byłem z Hal 2 lata. Dalej nie mogę w to uwierzyć, że mnie zdradziła. Na prawdę jestem taki głupi?!
Czekałem na Jade w jej sali. Długo nie wracała, więc poszedłem do kiosku. Kupiłem gazetę i wróciłem do sali przyjaciółki. Nadal jej nie było, więc usiadłem na krześle i zacząłem przeglądać gazetę. Natrafiłem tam na zdjęcie Zaca i Halston. Natychmiast zamknąłem tą gazetę i rzuciłem ją na ziemie. Dlaczego ona mi to zrobiła! Dlaczego akurat Efron? Moje rozmyślenia przerwał głos Jade. Leżała na poprzednim miejscu, a ja nawet nie wiem kiedy się tutaj znalazła.
-I jak?-zapytałem wracając myślami.
-Dobrze za jakieś 2,3 dni mnie wypiszą.-uśmiechnęła się.
-Jade tak bardzo cię przepraszam!-chwyciłem jej dłoń i uniosłem ją do ust całując.
-Za co?-była w szoku.
-Za wczorajszą kłótnię. Za to, że ci nie wierzyłem. Miałaś rację! Powinienem ci uwierzyć! W końcu jesteś moją przyjaciółką.
-Nie gniewam się na ciebie.-uśmiechnęła się, a ja ją przytuliłem. Zakochani nie widzą świata poza ukochaną osobą.-dodała.
-Masz rację, ale ja byłem zaślepiony! Dawałem się nabrać, a ona i tak mnie nie kochała!-krzyknąłem i odsunąłem się.
-James. Każdemu się zdarza.-uśmiechnęła się szczerze, a ja dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ma cudowny uśmiech.
-Wiesz, że masz piękny uśmiech.-powiedziałem z uśmiechem.
-Haha...dziękuję.-zarumieniła się,a mnie zaczął dzwonić telefon.
Wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Halston. Odrzuciłem połączenie.
-Dlaczego nie odbierzesz?-zapytała.
-Bo to Halston.-schowałem telefon do kieszeni.
-Wiesz, że kiedyś i tak będziesz musiał z nią porozmawiać.
-Tak wiem, ale nie teraz...-tym razem zadzwonił telefon Jade.
-To Meg!-odebrała.

*Z pkt. Jade*
-To Meg!-powiedziałam i odebrałam. Hej Meg.
-Hej Jade! Jak się czujesz?-miała zatroskany głos.
-Już lepiej.
-Możemy wpaść?
-Jasne czemu nie.-spojrzałam na Jamesa. Bacznie mi się przyglądał.
-Okej to będziemy za 5 minut! Całuski.
-Paa.-rozłączyła się.
-Chcesz grać w naszym serial?-zapytał ni stąd ni zowąd szatyn.
-Muszę to przemyśleć.-uśmiechnęłam się lekko, a tak naprawdę w głębi duszy skakałam z radości. Świetna wiadomość.
-Jasne. Szanuję twoją decyzję.-uśmiechnął się, a do sali weszła cała grupka.
-Jade!-rzuciła się na mnie Domi.
-Udusisz!
-Oj sorki.-uśmiechnęła się i przytuliła do Kendalla.
-Jak się czujesz?-spytała Ely siadając z Loganem na wolnym łóżku.
-Na pewno lepiej niż wczoraj.-zaśmiałam się.
-To świetnie! Kiedy cię wypisują.-odezwała się Meg.
-Za 2,3 dni. Jakieś wieści?
-Mama dzwoniła.-oznajmiła niespokojnie Domi.
-Nie powiedziałaś jej,że jestem w szpitalu?-spojrzałam na nią błagalnie.
-Jasne,że nie! Gdybym jej powiedziała to już dawno by tu była.-uśmiechnęła się.
-Co u Tytusa?-zapytałam z uśmiechem.
-Dobrze, ale bardzo za tobą tęskni.-uśmiechnęła się, a ja się wzruszyłam.
-Oj.-pisnęła Meg, zasłaniając szybko usta. Carlos zaczął się śmiać.
-Tytus?-zdziwił się Logan.
-Mój pies.-uśmiechnęłam się, a Ely szturchnęła go łokciem.
Do sali wszedł lekarz.
-Witam.
-Dzień dobry.-powiedzieliśmy wszyscy.
-Mam dobre wieści.-uśmiechnął się.
-Proszę mówić!-ponaglił go James.
-Pani Smith może już jutro opuścić szpital. Leki które jej podaliśmy działają, a wyniki badań krwi są zaskakująco dobre.-pokiwał głową z uśmiechem. Tylko chłopak niech się panią opiekuję.-puścił oczko.
-Chłopak?-zdziwiłam się.
-Przyjaciel.-poprawił go James.
-Oj to przepraszam.-wyszedł zmieszany.
-To co jutro imprezka?-zapytał uradowany Los.
-Tak czemu nie!-odpowiedziałam.
-Nie powinnaś się przemęczać.-wtrącił James.
-Daj spokój.-machnęłam ręką. To u kogo?
-Może u mnie.-zaproponował Logan.
-Świetnie to mamy plany.-uśmiechnęłam się, a wszyscy przytaknęli.
-Jade wybacz, ale musimy się zbierać...-pierwszy raz odezwał się blondyn. W ogóle zapomniałam, że tu jest. Taki nieśmiały jak Domi. Uśmiechnęłam się.
-Spoko. To do jutra.-pomachałam im na pożegnanie.
Dziewczyny podeszły do mnie i pocałowały w policzek i wybiegły za chłopakami. Został tylko James.
-Ty nie idziesz?-zdziwiłam się.
-Posiedzę jeszcze trochę. Mogę?-uśmiechnął się lekko.
-Pewnie! I tak bym się tu zanudziła.
-Jade?-zaczął niepewnie.
-Tak?-spojrzała na niego.
-W piątek jest gala...i zastanawiam się czy nie chciałabyś się ze mną przejść?-podrapał się po karku.
-Hmm...nie wiem, a chłopcy też idą?
-Nie, tylko ja.-pokręcił głową.
-Przemyślę.-uśmiechnęłam się.
-Dobrze.-złapał moją rękę. Trochę się zasiedziałem. Będę leciał.-pocałował moją rękę i wstał. Napisz mi o której jutro wychodzisz to po ciebie podjadę.-uśmiechnął się.
-Okej.-pocałował mnie w policzek i wstał udając się do drzwi.
-James?-zawołałam zanim jeszcze wyszedł.
-Tak?-odwrócił się.
-Porozmawiasz z Halston?-poprosiłam.
-Nie mam o czym! Ale jeśli chcesz...postaram się.-przejechał ręką po włosach i pomachał do mnie.
Zostałam sama. Zanudzę się tutaj. Westchnęłam. Postanowiłam poprzeglądać moje kontakty w telefonie. Conor?! Ja mam w ogóle jego numer?! Ile to ja go już nie widziałam. Nie ważne. Poszperałam jeszcze trochę w internecie, a potem zasnęłam.

_________________________________________________

Hej! I jak w szkole? Mam nadzieję,że rozdział się Wam podoba i jest nawet długi :P Widzicie staram się nad tym pracować! :P W ogóle stworzyłam nową zakładkę "INFORMOWANI" ^^. Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to zapraszam :) Kiedy macie ferie? Ja na początku lutego! Mam pytanie...chciałybyście w ferie więcej rozdziałów? :) jeśli tak muszę wiedzieć,że Wam zależy (czyli liczę na większą ilość komentarzy ^^) Ode mnie to chyba tyle :P Do zobaczenia :*.
Następny rozdział dodam w zależności od komentarzy ;).

Ps. Zapraszam na PROLOG nowego bloga  :D
http://ostatnia-noc-w-zyciu.blogspot.com/

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 26 "Moje plany legły w gruzach."

*Z pkt. Jamesa*
Gdy wszedłem do domu usłyszałem jakieś dziwne głosy, więc postanowiłem to sprawdzić. Wszedłem na górę. Te odgłosy najwyraźniej dobiegały z mojej sypialni. Otworzyłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć w to co tam zobaczyłem. Halston i Zac Efron byli w mojej sypialni! Nagle wszystko rozpadło się na miliony małych kawałków. Wszyscy mieli rację!
-James?!-Halston podbiegła do mnie zasłaniając się kołdrą. Nie mogłem na nią patrzeć.
-Wynoś się stąd!-krzyknąłem, a ona złapała mnie za ramie.
-Jimmy to nie tak jak myślisz!
-Daj mi spokój i wypierdalaj stąd!-odrzuciłem jej rękę, a jej kochanek szybko się ubrał i pociągnął ją za sobą. Po trzaśnięciu drzwiami usiadłem na łóżko. Zakryłem twarz rękami. Wszyscy mieli rację! A ja jej głupio wierzyłem! Miałem ochotę coś rozwalić, ale się powstrzymałem. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą sądząc,że to tylko sen. Niestety. Moje plany legły w gruzach. Otrząsnąłem się i wyszedłem z domu.

*Z pkt. Maggie*
Dojechaliśmy do nas do domu. Każdy rozsiadł się na kanapie lub na fotelach.
-Może obejrzymy jakiś film?-zaproponował Logan.
-Chętnie, a jaki?-zapytały Ely i Domi.
-Może "Dom woskowych ciał"?-zaproponował Los i wszyscy przytaknęli.
Jak się później okazało był to horror. Ja i Domi ciągle tuliłyśmy się do swoich chłopaków, a Ely i Logan bawili się w najlepsze. Po filmie chłopcy zostali u nas na noc. Nie mieli wyjścia. Każdy spał u swojej dziewczyny.

*Z pkt. Jamesa*
Pojechałem do kwiaciarni po największy bukiet, a następnie do szpitala. Jade należały się przeprosiny. Gdy dotarłem pod szpital była już 22:00. Trochę się bałem,że mnie nie wpuszczą, ale mój urok osobisty podziała na pielęgniarkę i wpuściła mnie do sali Jade. Zakradając się powoli do jej łóżka zauważyłem,że śpi. Nie chciałem jej budzić, więc położyłem bukiet na szafce, a sam usiadłem spokojnie na jej łóżku. Poruszyła się, ale nadal spała. Zacząłem jej trochę śpiewać, aż w końcu zmorzył mnie sen i zasnąłem.
_______________________________________________________________________

Hej! Zapewne rozdział rewelacji nie zrobił i można się było tego spodziewać (wykrakała to Marcela :*) co prędzej czy później zrobi Halston...ale mam nadzieję,że rozdział ogólnie jako tako się Wam spodobał :) Wiem,że wyszedł jakiś krótki, ale następne (kiedyś będą dłuższe, bo staram się nad tym pracować ^^) Bardzo się cieszę,że pod ostatnim postem pojawiło się 6 komentarzy ^^. Chyba będę musiała dawać Wam nagrody za komentowanie :P. Podziękujcie Wszystkie Mei sobie, bo to dzięki niej będziecie miały okazję zobaczyć zwiastun nowego bloga ;) Nie jest on jakiś świetny (bo to mój pierwszy filmik) ale mam nadzieję, że Wam się spodoba i zaciekawi :*. Oto zwiastun:

http://youtu.be/-Uj2K2rUelU
.

PS. Adres bloga nie jest jeszcze aktywowany!!

Gdyby ktoś jeszcze nie widział Conor od niedawna wygląda tak :*
(Musiałam zmienić jego postać, bo Logan Lerman nie pasował. Lerman wygląda na grzecznego chłopca, a nie gwałciciela :P ^^)








piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 25 "O mały włos! Szpital."

* Z pkt. Maggie*
Świetnie znowu pierwsza! Ubrałam się i zeszłam na dół zrobić śniadanie śpiochom. Około 9:00 Ely i Domi pojawiły się w kuchni.
-Hej!-przywitałam się zamykając lodówkę.
-Hej!
-Obudzicie Jade?-zapytałam i zabrałam talerz z kanapkami.
-Jasne.-pokiwały głowami i poszły na górę.

*Z pkt.Dominic*
Poszłyśmy z Ely obudzić Jade. Zapukałyśmy, ale nie usłyszałyśmy odpowiedzi, więc weszłyśmy. Leżała na łóżku, więc szturchnęłam ją, a Ely ją odkryła  i z pościeli wypadły tabletki nasenne.
-Meg!-zaczęłyśmy krzyczeć przerażone.
-Co się stało?-spytał wchodząc.
-Jade!-wskazałam palcem.
Meg podeszła do niej i sprawdziła czy oddycha.
-Dzwońcie po karetkę!-krzyknęła do Ely i zajęła się Jade.

*Z pkt. Elizabeth*
Po tym co zobaczyła byłam przerażona. Pierwszy raz widziałam Jade w takim stanie. Mam nadzieję, że nic z nią nie będzie. Z myśli wyrwała mnie Meg mówiąc, że mam dzwonić po karetkę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wyszłam na hol. Rozmowę z dystrybutorką przeprowadziłam dość szybko, aż byłam zaskoczona. Wróciłam do dziewczyn.
-Będą za 5 minut.
-Boże!-zaczęła płakać Domi, a Meg ją przytuliła.
                                 Ktoś zadzwonił do drzwi, pobiegłam otworzyć.
-Dzień dobry to pani dzwoniła?-spytał jeden z sanitariuszy.
-Tak. Proszę szybko!-zaprowadziłam ich na górę. Po wejście od razu przystąpili do działania. Zbadali ją i postanowili zabrać ją do karetki.
-Czy my też możemy jechać?-spytała Domi zapłakana.
-Najlepiej będzie jak panie dojadą do nas za 10 minut.-odpowiedział starszy sanitariusz i zamknął karetkę.
-W porządku, a do jakiego szpitala ją zabieracie?-spytała Meg obejmując ramieniem Dominic.
-Świętego Leopolda.
-Dziękuję.-karetka odjechała na sygnale, a my wróciłyśmy po jakieś rzeczy dla Jade.

*Z pkt. Meggie*
To co przeżyłam było straszne! Kiedy zobaczyłam Jade leżącą bezwładnie na łóżku poczułam mdłości, ale musiałam coś zrobić i się opanować. Sprawdziłam jej puls, na szczęście był wyczuwalny, ale Jade była nieprzytomna. Na szczęście sanitariusze szybko zawieźli ją do szpitala, a my z dziewczynami ruszyłyśmy zaraz za karetką. Wszystkie zastanawiałyśmy się dlaczego to zrobiła. Znałyśmy się długo, ale ona nigdy nie okazywała swoich uczuć zawsze je w sobie tłumiła...
                                   Gdy dojechałyśmy na miejsce Ely poszła zapytać, gdzie leży brunetka.
-Sala 15!-pobiegłyśmy tam, akurat z pokoju wychodził lekarz.
-Dzień dobry. Doktorze co z nią?-spytałam.
-Dzień dobry. Kim panie są?-poprawił okulary.
-Przyjaciółkami.-odpowiedziałam z Ely.
-Ja kuzynką.-odezwała się ściszonym głosem Domi.
-Rozumiem. Dziewczyna miała sporo szczęścia, gdybyście ją znalazły parę minut później...-pokręcił głową. Chwilowo jej stan jest dobry, ale to w każdej chwili może się zmienić.
-Jak to zmienić?-Domi zakryła dłonią usta. Ely pomogła jej usiąść.
-Tabletki, które zażyła są bardzo silne i nie wiadomo jak jej organizm to przetrzyma.-spojrzał na blondynkę. Podać pani jakieś środki uspokajające?-pokiwała głową. Siostro!-zwrócił się do przebiegającej pielęgniarki obok. Zatrzymała się. Proszę podać pani środki przeciwbólowe.
-Dobrze, panie doktorze.-pokiwała głową i zabrała Domi.
-Przepraszam bardzo,ale musimy ją zabrać na płukanie żołądka.-dotknął mojego ramienia i wrócił do sali.
                                               Zadzwonił mój telefon. Carlos. Oddaliłam się trochę i odebrałam.
-Hej kochanie! Robisz coś dzisiaj?
-Hej!-spojrzałam za siebie. Właśnie wywozili Jade. Jestem w szpitalu.-usiadłam na krześle.
-Jak to? Co ci się stało?!
-Nic, to Jade...
-Jade?!
-Połknęła jakieś tabletki.
-Gdzie leży? Będę tam z chłopakami.
-Świętego Leopolda.
-Okej będziemy za 15 minut! Trzymaj się słonko!-rozłączył się, a ja schowałam telefon do kieszeni.
Wróciłam do Ely. Siedziała na krześle i bawił się nitką z bluzki.
-Kto dzwonił?-usiadłam obok niej.
-Carlos.
-Przyjedzie?-spojrzała na mnie. Miała opuchnięte oczy. Najwyraźniej płakała.
-Płakałaś?
-Co?-potrząsnęła głową i wytarła policzki. Uśmiechnęłam się lekko.
-Będzie z chłopakami.Wszystko będzie dobrze.-pocieszyłam ją łapiąc za rękę.
-James też?-szła do nas Domi.
-A jakżeby inaczej. Przyjadą wszyscy.
                                      Czekałyśmy z 10 minut, aż przyjechała pielęgniarka z Jade. Miała już otwarte oczy.
-Możemy do niej wejść?-spytała Ely.
-Tak, ale za 5 minut, bo muszę ją po dopinać.-oznajmiła i wjechała z nią do sali. My czekałyśmy chwilę przed salą. Chwilę po wyjściu pielęgniarki zjawili się chłopcy.
-Co się stało?!-obok nas zjawił się zdenerwowany James.
-Zażyła silne tabletki.-odpowiedziałam.
-Ale po co?!-szatyn podszedł bliżej, a reszta ruszyła do swoich dziewczyn obejmując je i całując.
-Raczej przez kogo!-prychnęła Ely.
-Halston?! Nie wierzę!-pokręcił głową.
-To może zacznij wierzyć!-krzyknęła.
-To w ogóle twoja wina!-odezwała się Domi. Halston dziś do niej przyszła i się pokłóciły!-zaczęła płakać, a Kendall starał się ją uspokoić.
James nic nie odpowiedział tylko usiadł spuszczając głowę.
-Możecie już do niej wejść.-pielęgniarka przytrzymała nam drzwi.
-Już jest przytomna?-zapytał Carlos.
-Tak tylko proszę po cichu, bo pacjentka jest osłabiona.-oznajmiła i odeszła zamykając za nami drzwi.
Podeszliśmy do jej łóżka. Leżała do nas plecami.
-Jak się czujesz?-spytałam siadając na łóżku.
-Jak mam się czuć?-odpowiedziała cicho i odwróciła się.
Była okropnie blada i zmęczona.
-Czemu to zrobiłaś?!-James podszedł bliżej, a ona odwróciła się. Świetnie nie rozmawiaj ze mną!-założył ręce na piersi i odsunął się.
-James! Wyjdź!-odezwał się Kendall. Szatyn bez słowa opuścił salę.
-Nie wiem co w niego wstąpiło.-odezwał się Logan i pokręcił głową.
-Moglibyście wyjść? Chciałabym zostać sama.-odwróciła się do nas.
-Jasne.-wstałam z łóżka. Możemy jutro wpaść?-pokiwała głową i odwróciła się, a my opuściliśmy salę. Zostawiając ją wedle życzenia. Musi odpoczywać. Boże czy ten James naprawdę nic nie widzi po za tą swoją blond dziunią?! Wkurzył mnie.

*Z pkt. Jade*
Nie chciałam oglądać James na oczy, a on tutaj przyszedł. Świetnie! Robi mi aferę, a nawet nic nie wie! Do tego jeszcze ta suka! Niech się pobierają co mi tam! Wiem, że te tabletki to było jedno wielki świństwo, ale to wszystko przez moją bezsilność i one choć na chwilę przyniosły mi ulgę i zapomnienie. Po wizycie przyjaciół i płukaniu żołądka byłam zmęczona, więc zasnęłam.

*Z pkt. Jamesa*
Byłem wściekły. Na siebie i na Jade. Ale to jak się zachowałem było szczeniackie. Wiem, że powinienem trzymać emocje na wodzy, ale po prostu wybuchłem! Myślałem, że Jade jest mądrzejsza...Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i ona się o mnie martwi...Ja o nią też! Ale po prostu jestem w szoku! Po kłótni wybiegłem z sali na świeże powietrze, a potem pojechałem do domu, gdzie powinna być Halston.

___________________________________________________________________________-

Hej! :) Przepraszam, że rozdział taki chaotyczny, ale naprawdę...było ciężko to sklecić,więc jest jak jest...mam nadzieję,że coś zrozumiałyście :) Jade żyje, więc spokojnie :)
Ostatni dzień w szkole!! Nareszcie normalnie nie macie pojęcia jak ja się cieszę :P ;) Już 24 grudnia Wigilia dlatego z tej okazji (nie pisałam żadnych życzeń, przepraszam, ale jestem leniem ^^) mam dla Was obrazki :3.

Ps.: Mam do Was pytanie :D Co Wy na to,żebym pokazała Wam zwiastun mojego nowego bloga?? :3 Jeśli jesteście ciekawe  to fajnie jakby pod postem znalazło się z 6-7 komentarzy, a niespodzianka na pewno niedługo się ukaże tak samo jak nowy blog ^^.
















                                              Oby Rok 2015 był lepszy od poprzedniego!! 

Obserwatorzy