* Z pkt. Jade*
Obudziłam się przez pikanie pompy. Dziś mają mnie wypisać. O 10:30 zjawił się lekarz.
-Dzień dobry pani Smith!-uśmiechnął się do mnie. Jak się pani czuje?
-Znacznie lepiej.-uśmiechnęłam się.
-To w takim razie...-wyciągnął coś zza pleców. Jest pani gotowa do wyjścia.-uśmiechnął się i podał mi wypis.
-Dziękuję.-kiwnął głową i wyszedł z sali.
James powiedział,że jak mnie wypiszą mam do niego zadzwonić, więc...wykonałam telefon.
Odebrał po 4 sygnale.
-Hej Jade! Co tam?
-Wypisali mnie.-usiadłam na łóżku.
-Świetnie! Zaraz po ciebie przyjadę!-ucieszył się.
-Okej, a mógłbyś być taki dobry i przywieziesz mi ciuchy? Proszę!
-Jasne!
-Dziękuję! Jesteś kochany.-uśmiechnęłam się.
-Wiem,wiem,wiem.-zaśmiał się.
-Oj nie bądź taki skromny.-tym razem ja się zaśmiałam.
-Dobra kończę i lecę po twoje ciuchy. Na razie.
-Czekam.-rozłączyłam się.
James pojawił się po 10 minutach. Zabrałam od niego ciuchy i poszłam się przebrać. Po wyjściu z łazienki, udaliśmy się do wyjścia, a następnie do jego samochodu.
-Co z tą imprezą?-spytałam kiedy odpalił silnik.
-Jest aktualna.-uśmiechnął się i wyjechał z parkingu.
-Mogę cię o coś spytać?-spojrzałam na niego, a on odwrócił głowę w moim kierunku. Tylko proszę się nie denerwuj, okej.
-Pytaj.
-Rozmawiałeś z Halston?-zaczęłam bawić się rękami.
-Jade! Proszę cię daj mi spokój! Między nami już nic nie ma!-ścisnął kierownicę.
-Ale rozstaliście się z nieznanego powodu...-spuściłam głowę.
Czemu ciągnę ten temat? Jade! Pomyśl czasem, a potem mów!
-Nie znanego! Zastałem ją w MOIM domu w MOJEJ sypialni z Efronem czy to nie jest wystarczający powód?!-pokręcił głową i spojrzał przed siebie.
-No...-urwałam i nie podniosłam głowy.
Czułam się głupio. Jak małe dziecko.
-Dziękuję! Nie wracajmy do tego tematu.-włączył radio.
-Co z tą galą?-spytałam po jakimś czasie.
-Jak chcesz możemy iść, a jak nie to pójdę sam albo z koleżanką.-ściszył muzykę.
-Koleżanką?-zdziwiłam się i podniosłam na niego wzrok.
-Ostatnio byłem wkurzony i o mały włos nie potrąciłem jednej dziewczyny, więc na przeprosiny zaprosiłem ją na kawę i jakoś tak wyszło.-wzruszył ramionami. W ogóle ona jest taka słodka!-rozmarzył się.
-James! Właśnie przejechałeś na czerwonym świetle!
-Hym?-spojrzał na mnie rozmarzony.
-Nie ważne.-machnęłam ręką. Jak się nazywa?-uśmiechnęłam się.
-Ciara. Jest aktorką-również się uśmiechnął.
-Uuuu...ktoś się zakochał.-puściłam mu oczko.
-Może...-zmieszał się.
-Będzie na imprezie?-popatrzałam na niego, a on na mnie i zaprzeczył głową. To na co czekasz? Jeśli ci się podoba to na co czekasz? Zaproś ją!-poklepałam go po ramieniu.
-Masz rację. Dzięki za radę.-uśmiechnął się.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Było mi trochę smutno, że James znalazł sobie nową dziewczynę, ale cóż nie jest przecież brzydki. Nie ważne i tak jesteśmy tylko przyjaciółmi...a ja głupia wiąże się w jakimś chorym zauroczeniu! Co ja mam robić? Przecież mu nie powiem, bo to zniszczy naszą przyjaźń. Ugh.
-Halo Jade! Ziemia! Jesteśmy!-wyrwał mnie z zamyślenia przyjaciel.
-Już?-pokiwał głową. Dzięki, że po mnie przyjechałeś.-pocałowałam go w policzek.
-Przyjemność po mojej stronie.-wyszczerzył się. do zobaczenia na imprezie!-wysiadłam z samochodu. Pomachałam mu i podeszłam do drzwi, które otworzyły mi dziewczyny.
-Jade!-rzuciły się na mnie.
-Udusicie!
-Sorry!-powiedziały razem, a Domi zamknęła drzwi i poszłyśmy do salonu.
-Co tam u pana Maslowa?-zapytała Ely siadając w fotelu.
-Znalazł nową dziewczynę.-usiadłam na kanapie.
-Serio James? Serio?-Maggie strzeliła facepalma.
-Chyba nie taką jak Halston?-dodała Domi.
-Jeśli będzie taka sama jak Halston to przesrane!-rzuciła Ely.
-Tak do tematu imprezy...-zaczęłam zmieniając temat. Macie już coś?
-Impreza!-krzyknęły i pobiegły na górę, a ja ze śmiechem wstałam z kanapy i poszłam za nimi.
*Z pkt. Jamesa*
Po odwiezieniu Jade, pojechałem do siebie. Zrobiłem sobie kawę i zadzwoniłem do Ciary. Odebrała po 2 sygnale.
-Hej James!-przywitała się, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Hej! Mam do ciebie pytanie.
-Słucham.
-Poszłabyś ze mną na imprezę do kumpla?-podrapałem się po karku. Poznasz moich znajomych.-dodałem szybko.
-Jasne, chętnie z tobą pójdę. Gdzie ona konkretnie będzie?
-O to się nie martw! Przyjadę po ciebie o 18:50?
-Okej w takim razie lecę się szykować! Pa.
-Pa. Do zobaczenia!-rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni.
Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Pooglądałem trochę wiadomości i wyłączyłem telewizor. Wstałem z kanapy udając się do kuchni. Wrzuciłem szklankę do zmywarki i poszedłem na górę przygotować się na "pierwszą randkę" z Ciarą.
*Z pkt, Jade*
-Domi! Będziesz w niej super wyglądała!-powiedziałam siadając na jej łóżku.
-No nie wiem...-przejrzała się w lustrze.
-Jade ma rację!-poparła mnie Meg.
-Dobra to idę w niej.-uśmiechnęła się i spojrzała na siebie ponownie w lustrze.
-Jade, a ty co ubierasz?-zapytała mnie Ely wchodząc do pokoju Domi już gotowa.
-Hmm...nie wiem chyba ubiorę jeansy i kolorową bluzkę.
-Oj no proszę chcesz coś wzbudzić w Maslowie?-zapytała Meg, a Ely wybuchnęła śmiechem.
-On i tak woli blondynki.-wzruszyłam ramionami i wstałam z łóżka.
-E tam!-Ely machnęła ręką. Do ciebie coś czuje to widać.-poruszyła brwiami.
-To tylko przyjaźń.
-Zobaczymy?-Ely zrobiła minę jakby chciała się założyć.
-Nie!-rzuciłam i przepchnęłam się w drzwiach.
-Boisz się?-zatrzymała mnie.
-Czego, kto się boi?-zapytała Domi wychodząc z łazienki.
Kiedy w ogóle do niej poszła? Moja cudowna podzielność uwagi. Westchnęłam.
-Nie ważne.-Ely puściła do mnie oczko, a ja pokręciłam głową.
-Wiesz Meg ślicznie ci w tej sukience!-pisnęła blondynka.
-Dzięki!-odpowiedziała z uśmiechem.
-Jade, a ty na co czekasz?-podeszła do mnie ze złożonymi rękami na piersi.
-O co ci chodzi Domi?-spojrzałam na nią, a ta westchnęła.
-Trzymaj to i bez protestów!-nachyliła się po sukienkę i wręczyła mi ją do ręki.
-Ale...-spojrzałam na sukienkę.
-Co powiedziałam!-spojrzała na mnie groźnie. Ely i Meg parsknęły śmiechem.
-Już,już.-poszłam do swojego pokoju się przebrać.
Kiedy się ubrałam spojrzałam na siebie w lustrze. Muszę to na sobie mieć? Czemu nie mogę iść w spodniach, albo chociaż w innej sukience. Westchnęłam i wróciłam do przyjaciółek, które siedziały w pokoju Dominic.
-Pięknie!-wykrzyknęły i wstały z łóżka. Przekręciłam oczami.
-Okej to co zajmujemy się fryzurą i makijażem?-odezwała się zadowolona stylistka. Najpierw Domi, siadaj.-wskazała na łóżko i wzięła do ręki szczotkę, rozczesała jej włosy i spięła w ładny kok. Następnie zajęła się jej makijażem, który był delikatny.
Później nastąpiła kolej Meg. U niej Ely zaczęła od makijażu. Fryzura dodała jej świetnego efektu końcowego. Potem spojrzała na mnie. Pokręciłam głową.
-No Jade!-tupnęła nogą.
-To tylko imprezka towarzyska, a nie jakiś bal.-pokręciłam oczami.
Meg i Domi podeszły do mnie i "pomogły" mi usiąść. Westchnęłam. Kazała mi zamknąć oczy i zaczęła bawić się makijażem. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo czułam na policzku łaskotanie pędzelka. Po skończeniu kazała mi otworzyć oczy i przejrzeć się w lustrze. Efekt strasznie mi się spodobał. Do mojej fryzury nie miała zastrzeżeń, więc jej nie zmieniałam. Gotowe zeszłyśmy na dół ubrać buty, które pod kątem stylizacji pasowały. Meg zabrała kluczyki i ruszyłyśmy na imprezkę do Hendersona.
*Z pkt. Jamesa*
Zadzwoniłam do drzwi Ciary, otworzyła mi je we własnej osobie.
-Hej!-uśmiechnąłem się. Ślicznie wyglądasz.
Miała na sobie czarną spódniczkę i biały sweterek. Uroczo wyglądała, aż miałem ochotę ją schrupać.
-Dziękuję.-zarumieniła się. Ty też niczego sobie.-odwzajemniła mój uśmiech, który nadal był na mojej twarzy.
-Gotowa?-oprzytomniałem.
-Jasne, tylko zabiorę torebkę.-sięgnęła na szafkę. Zakluczyła drzwi i ruszyliśmy do mojego samochodu. Jak na dżentelmena przystało otworzyłem jej drzwi, posłała mi uśmiech. Rozpromieniłem się, zamknąłem drzwi i obszedłem samochód zajmując miejsce za kierownicą, później włączyłem silnik i ruszyłem na imprezę do Logana.
_______________________________________________________
Hej! :)
Co tam u Was? Macie już ferie, a może jeszcze czekacie lub mieliście?
Ja mam od dzisiaj!! :D Ale się cieszę!! W końcu można trochę odpocząć, chodź moim zdaniem co to są dwa tygodnie ^^.
Rozdział no taki sobie...liczyłam,że wyjdzie dłuższy i lepszy :/ ale blogger chyba mnie nie lubi :P
Nowa bohaterka pojawiła się w zakładce "Bohaterowie" jakby ktoś był ciekawy :)
Tak jak obiecałam postaram się dodawać więcej rozdziałów ;) ale zobaczymy jak wyjdzie i ile będzie komentarzy :*.
Mimo,że teraz chyba będę miała dużo czasu zacznę poprawiać jednorazówkę ^^, która mam nadzieję pojawi się 14 lutego w Walentynki.
Bądźcie cierpliwi i czekajcie na niespodzianki :)
Buziaczki :* i pozdrawiam Was cieplutko!
Ps. Zapraszam na nowego BLOGA! (Jest prolog i I rozdział)
piątek, 30 stycznia 2015
piątek, 16 stycznia 2015
Rozdział 27 "Pobyt w szpitalu. Dobra wiadomość."
*Z pkt. Jade*
Obudziłam się, a moim oczom ukazał się prześliczny bukiet. Zastanawiałam się od kogo, bo nie było przy nim żadnej karteczki. Powąchałam kwiaty, a do mojej sali wszedł James.
-Hej! Jak się czujesz?-usiadł na krześle. Przepraszam cię.-spuścił głowę.
-Ze mną dobrze, a co z tobą?-odłożyłam bukiet na szafkę.
-Też w porządku.
-Powiedz! Przecież widzę, co jest?-przybliżyłam się do niego.
-Widać,że lepiej się czujesz.-zaśmiał się, a zaraz znowu spuścił głowę.
-James.-dotknęłam jego dłoni.
-Miałaś rację. Wszyscy mieli!-przytulił się do mnie.
-Chodzi o Halston?-spytałam cicho i poklepałam po plecach.
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł lekarz.
-Yhry...-chrząknął, a James się odsunął. Przepraszam, że państwu przeszkadzam, ale musimy jechać na badania.-pielęgniarki podeszły do mojego łóżka i wywiozły mnie.
*Z pkt. Jamesa*
Muszę wszystkich przeprosić tyko jak? Nie mam do tego głowy. Jestem załamany. W końcu byłem z Hal 2 lata. Dalej nie mogę w to uwierzyć, że mnie zdradziła. Na prawdę jestem taki głupi?!
Czekałem na Jade w jej sali. Długo nie wracała, więc poszedłem do kiosku. Kupiłem gazetę i wróciłem do sali przyjaciółki. Nadal jej nie było, więc usiadłem na krześle i zacząłem przeglądać gazetę. Natrafiłem tam na zdjęcie Zaca i Halston. Natychmiast zamknąłem tą gazetę i rzuciłem ją na ziemie. Dlaczego ona mi to zrobiła! Dlaczego akurat Efron? Moje rozmyślenia przerwał głos Jade. Leżała na poprzednim miejscu, a ja nawet nie wiem kiedy się tutaj znalazła.
-I jak?-zapytałem wracając myślami.
-Dobrze za jakieś 2,3 dni mnie wypiszą.-uśmiechnęła się.
-Jade tak bardzo cię przepraszam!-chwyciłem jej dłoń i uniosłem ją do ust całując.
-Za co?-była w szoku.
-Za wczorajszą kłótnię. Za to, że ci nie wierzyłem. Miałaś rację! Powinienem ci uwierzyć! W końcu jesteś moją przyjaciółką.
-Nie gniewam się na ciebie.-uśmiechnęła się, a ja ją przytuliłem. Zakochani nie widzą świata poza ukochaną osobą.-dodała.
-Masz rację, ale ja byłem zaślepiony! Dawałem się nabrać, a ona i tak mnie nie kochała!-krzyknąłem i odsunąłem się.
-James. Każdemu się zdarza.-uśmiechnęła się szczerze, a ja dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ma cudowny uśmiech.
-Wiesz, że masz piękny uśmiech.-powiedziałem z uśmiechem.
-Haha...dziękuję.-zarumieniła się,a mnie zaczął dzwonić telefon.
Wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Halston. Odrzuciłem połączenie.
-Dlaczego nie odbierzesz?-zapytała.
-Bo to Halston.-schowałem telefon do kieszeni.
-Wiesz, że kiedyś i tak będziesz musiał z nią porozmawiać.
-Tak wiem, ale nie teraz...-tym razem zadzwonił telefon Jade.
-To Meg!-odebrała.
*Z pkt. Jade*
-To Meg!-powiedziałam i odebrałam. Hej Meg.
-Hej Jade! Jak się czujesz?-miała zatroskany głos.
-Już lepiej.
-Możemy wpaść?
-Jasne czemu nie.-spojrzałam na Jamesa. Bacznie mi się przyglądał.
-Okej to będziemy za 5 minut! Całuski.
-Paa.-rozłączyła się.
-Chcesz grać w naszym serial?-zapytał ni stąd ni zowąd szatyn.
-Muszę to przemyśleć.-uśmiechnęłam się lekko, a tak naprawdę w głębi duszy skakałam z radości. Świetna wiadomość.
-Jasne. Szanuję twoją decyzję.-uśmiechnął się, a do sali weszła cała grupka.
-Jade!-rzuciła się na mnie Domi.
-Udusisz!
-Oj sorki.-uśmiechnęła się i przytuliła do Kendalla.
-Jak się czujesz?-spytała Ely siadając z Loganem na wolnym łóżku.
-Na pewno lepiej niż wczoraj.-zaśmiałam się.
-To świetnie! Kiedy cię wypisują.-odezwała się Meg.
-Za 2,3 dni. Jakieś wieści?
-Mama dzwoniła.-oznajmiła niespokojnie Domi.
-Nie powiedziałaś jej,że jestem w szpitalu?-spojrzałam na nią błagalnie.
-Jasne,że nie! Gdybym jej powiedziała to już dawno by tu była.-uśmiechnęła się.
-Co u Tytusa?-zapytałam z uśmiechem.
-Dobrze, ale bardzo za tobą tęskni.-uśmiechnęła się, a ja się wzruszyłam.
-Oj.-pisnęła Meg, zasłaniając szybko usta. Carlos zaczął się śmiać.
-Tytus?-zdziwił się Logan.
-Mój pies.-uśmiechnęłam się, a Ely szturchnęła go łokciem.
Do sali wszedł lekarz.
-Witam.
-Dzień dobry.-powiedzieliśmy wszyscy.
-Mam dobre wieści.-uśmiechnął się.
-Proszę mówić!-ponaglił go James.
-Pani Smith może już jutro opuścić szpital. Leki które jej podaliśmy działają, a wyniki badań krwi są zaskakująco dobre.-pokiwał głową z uśmiechem. Tylko chłopak niech się panią opiekuję.-puścił oczko.
-Chłopak?-zdziwiłam się.
-Przyjaciel.-poprawił go James.
-Oj to przepraszam.-wyszedł zmieszany.
-To co jutro imprezka?-zapytał uradowany Los.
-Tak czemu nie!-odpowiedziałam.
-Nie powinnaś się przemęczać.-wtrącił James.
-Daj spokój.-machnęłam ręką. To u kogo?
-Może u mnie.-zaproponował Logan.
-Świetnie to mamy plany.-uśmiechnęłam się, a wszyscy przytaknęli.
-Jade wybacz, ale musimy się zbierać...-pierwszy raz odezwał się blondyn. W ogóle zapomniałam, że tu jest. Taki nieśmiały jak Domi. Uśmiechnęłam się.
-Spoko. To do jutra.-pomachałam im na pożegnanie.
Dziewczyny podeszły do mnie i pocałowały w policzek i wybiegły za chłopakami. Został tylko James.
-Ty nie idziesz?-zdziwiłam się.
-Posiedzę jeszcze trochę. Mogę?-uśmiechnął się lekko.
-Pewnie! I tak bym się tu zanudziła.
-Jade?-zaczął niepewnie.
-Tak?-spojrzała na niego.
-W piątek jest gala...i zastanawiam się czy nie chciałabyś się ze mną przejść?-podrapał się po karku.
-Hmm...nie wiem, a chłopcy też idą?
-Nie, tylko ja.-pokręcił głową.
-Przemyślę.-uśmiechnęłam się.
-Dobrze.-złapał moją rękę. Trochę się zasiedziałem. Będę leciał.-pocałował moją rękę i wstał. Napisz mi o której jutro wychodzisz to po ciebie podjadę.-uśmiechnął się.
-Okej.-pocałował mnie w policzek i wstał udając się do drzwi.
-James?-zawołałam zanim jeszcze wyszedł.
-Tak?-odwrócił się.
-Porozmawiasz z Halston?-poprosiłam.
-Nie mam o czym! Ale jeśli chcesz...postaram się.-przejechał ręką po włosach i pomachał do mnie.
Zostałam sama. Zanudzę się tutaj. Westchnęłam. Postanowiłam poprzeglądać moje kontakty w telefonie. Conor?! Ja mam w ogóle jego numer?! Ile to ja go już nie widziałam. Nie ważne. Poszperałam jeszcze trochę w internecie, a potem zasnęłam.
_________________________________________________
Hej! I jak w szkole? Mam nadzieję,że rozdział się Wam podoba i jest nawet długi :P Widzicie staram się nad tym pracować! :P W ogóle stworzyłam nową zakładkę "INFORMOWANI" ^^. Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to zapraszam :) Kiedy macie ferie? Ja na początku lutego! Mam pytanie...chciałybyście w ferie więcej rozdziałów? :) jeśli tak muszę wiedzieć,że Wam zależy (czyli liczę na większą ilość komentarzy ^^) Ode mnie to chyba tyle :P Do zobaczenia :*.
Następny rozdział dodam w zależności od komentarzy ;).
Ps. Zapraszam na PROLOG nowego bloga :D
http://ostatnia-noc-w-zyciu.blogspot.com/
Obudziłam się, a moim oczom ukazał się prześliczny bukiet. Zastanawiałam się od kogo, bo nie było przy nim żadnej karteczki. Powąchałam kwiaty, a do mojej sali wszedł James.
-Hej! Jak się czujesz?-usiadł na krześle. Przepraszam cię.-spuścił głowę.
-Ze mną dobrze, a co z tobą?-odłożyłam bukiet na szafkę.
-Też w porządku.
-Powiedz! Przecież widzę, co jest?-przybliżyłam się do niego.
-Widać,że lepiej się czujesz.-zaśmiał się, a zaraz znowu spuścił głowę.
-James.-dotknęłam jego dłoni.
-Miałaś rację. Wszyscy mieli!-przytulił się do mnie.
-Chodzi o Halston?-spytałam cicho i poklepałam po plecach.
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł lekarz.
-Yhry...-chrząknął, a James się odsunął. Przepraszam, że państwu przeszkadzam, ale musimy jechać na badania.-pielęgniarki podeszły do mojego łóżka i wywiozły mnie.
*Z pkt. Jamesa*
Muszę wszystkich przeprosić tyko jak? Nie mam do tego głowy. Jestem załamany. W końcu byłem z Hal 2 lata. Dalej nie mogę w to uwierzyć, że mnie zdradziła. Na prawdę jestem taki głupi?!
Czekałem na Jade w jej sali. Długo nie wracała, więc poszedłem do kiosku. Kupiłem gazetę i wróciłem do sali przyjaciółki. Nadal jej nie było, więc usiadłem na krześle i zacząłem przeglądać gazetę. Natrafiłem tam na zdjęcie Zaca i Halston. Natychmiast zamknąłem tą gazetę i rzuciłem ją na ziemie. Dlaczego ona mi to zrobiła! Dlaczego akurat Efron? Moje rozmyślenia przerwał głos Jade. Leżała na poprzednim miejscu, a ja nawet nie wiem kiedy się tutaj znalazła.
-I jak?-zapytałem wracając myślami.
-Dobrze za jakieś 2,3 dni mnie wypiszą.-uśmiechnęła się.
-Jade tak bardzo cię przepraszam!-chwyciłem jej dłoń i uniosłem ją do ust całując.
-Za co?-była w szoku.
-Za wczorajszą kłótnię. Za to, że ci nie wierzyłem. Miałaś rację! Powinienem ci uwierzyć! W końcu jesteś moją przyjaciółką.
-Nie gniewam się na ciebie.-uśmiechnęła się, a ja ją przytuliłem. Zakochani nie widzą świata poza ukochaną osobą.-dodała.
-Masz rację, ale ja byłem zaślepiony! Dawałem się nabrać, a ona i tak mnie nie kochała!-krzyknąłem i odsunąłem się.
-James. Każdemu się zdarza.-uśmiechnęła się szczerze, a ja dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ma cudowny uśmiech.
-Wiesz, że masz piękny uśmiech.-powiedziałem z uśmiechem.
-Haha...dziękuję.-zarumieniła się,a mnie zaczął dzwonić telefon.
Wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Halston. Odrzuciłem połączenie.
-Dlaczego nie odbierzesz?-zapytała.
-Bo to Halston.-schowałem telefon do kieszeni.
-Wiesz, że kiedyś i tak będziesz musiał z nią porozmawiać.
-Tak wiem, ale nie teraz...-tym razem zadzwonił telefon Jade.
-To Meg!-odebrała.
*Z pkt. Jade*
-To Meg!-powiedziałam i odebrałam. Hej Meg.
-Hej Jade! Jak się czujesz?-miała zatroskany głos.
-Już lepiej.
-Możemy wpaść?
-Jasne czemu nie.-spojrzałam na Jamesa. Bacznie mi się przyglądał.
-Okej to będziemy za 5 minut! Całuski.
-Paa.-rozłączyła się.
-Chcesz grać w naszym serial?-zapytał ni stąd ni zowąd szatyn.
-Muszę to przemyśleć.-uśmiechnęłam się lekko, a tak naprawdę w głębi duszy skakałam z radości. Świetna wiadomość.
-Jasne. Szanuję twoją decyzję.-uśmiechnął się, a do sali weszła cała grupka.
-Jade!-rzuciła się na mnie Domi.
-Udusisz!
-Oj sorki.-uśmiechnęła się i przytuliła do Kendalla.
-Jak się czujesz?-spytała Ely siadając z Loganem na wolnym łóżku.
-Na pewno lepiej niż wczoraj.-zaśmiałam się.
-To świetnie! Kiedy cię wypisują.-odezwała się Meg.
-Za 2,3 dni. Jakieś wieści?
-Mama dzwoniła.-oznajmiła niespokojnie Domi.
-Nie powiedziałaś jej,że jestem w szpitalu?-spojrzałam na nią błagalnie.
-Jasne,że nie! Gdybym jej powiedziała to już dawno by tu była.-uśmiechnęła się.
-Co u Tytusa?-zapytałam z uśmiechem.
-Dobrze, ale bardzo za tobą tęskni.-uśmiechnęła się, a ja się wzruszyłam.
-Oj.-pisnęła Meg, zasłaniając szybko usta. Carlos zaczął się śmiać.
-Tytus?-zdziwił się Logan.
-Mój pies.-uśmiechnęłam się, a Ely szturchnęła go łokciem.
Do sali wszedł lekarz.
-Witam.
-Dzień dobry.-powiedzieliśmy wszyscy.
-Mam dobre wieści.-uśmiechnął się.
-Proszę mówić!-ponaglił go James.
-Pani Smith może już jutro opuścić szpital. Leki które jej podaliśmy działają, a wyniki badań krwi są zaskakująco dobre.-pokiwał głową z uśmiechem. Tylko chłopak niech się panią opiekuję.-puścił oczko.
-Chłopak?-zdziwiłam się.
-Przyjaciel.-poprawił go James.
-Oj to przepraszam.-wyszedł zmieszany.
-To co jutro imprezka?-zapytał uradowany Los.
-Tak czemu nie!-odpowiedziałam.
-Nie powinnaś się przemęczać.-wtrącił James.
-Daj spokój.-machnęłam ręką. To u kogo?
-Może u mnie.-zaproponował Logan.
-Świetnie to mamy plany.-uśmiechnęłam się, a wszyscy przytaknęli.
-Jade wybacz, ale musimy się zbierać...-pierwszy raz odezwał się blondyn. W ogóle zapomniałam, że tu jest. Taki nieśmiały jak Domi. Uśmiechnęłam się.
-Spoko. To do jutra.-pomachałam im na pożegnanie.
Dziewczyny podeszły do mnie i pocałowały w policzek i wybiegły za chłopakami. Został tylko James.
-Ty nie idziesz?-zdziwiłam się.
-Posiedzę jeszcze trochę. Mogę?-uśmiechnął się lekko.
-Pewnie! I tak bym się tu zanudziła.
-Jade?-zaczął niepewnie.
-Tak?-spojrzała na niego.
-W piątek jest gala...i zastanawiam się czy nie chciałabyś się ze mną przejść?-podrapał się po karku.
-Hmm...nie wiem, a chłopcy też idą?
-Nie, tylko ja.-pokręcił głową.
-Przemyślę.-uśmiechnęłam się.
-Dobrze.-złapał moją rękę. Trochę się zasiedziałem. Będę leciał.-pocałował moją rękę i wstał. Napisz mi o której jutro wychodzisz to po ciebie podjadę.-uśmiechnął się.
-Okej.-pocałował mnie w policzek i wstał udając się do drzwi.
-James?-zawołałam zanim jeszcze wyszedł.
-Tak?-odwrócił się.
-Porozmawiasz z Halston?-poprosiłam.
-Nie mam o czym! Ale jeśli chcesz...postaram się.-przejechał ręką po włosach i pomachał do mnie.
Zostałam sama. Zanudzę się tutaj. Westchnęłam. Postanowiłam poprzeglądać moje kontakty w telefonie. Conor?! Ja mam w ogóle jego numer?! Ile to ja go już nie widziałam. Nie ważne. Poszperałam jeszcze trochę w internecie, a potem zasnęłam.
_________________________________________________
Hej! I jak w szkole? Mam nadzieję,że rozdział się Wam podoba i jest nawet długi :P Widzicie staram się nad tym pracować! :P W ogóle stworzyłam nową zakładkę "INFORMOWANI" ^^. Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to zapraszam :) Kiedy macie ferie? Ja na początku lutego! Mam pytanie...chciałybyście w ferie więcej rozdziałów? :) jeśli tak muszę wiedzieć,że Wam zależy (czyli liczę na większą ilość komentarzy ^^) Ode mnie to chyba tyle :P Do zobaczenia :*.
Następny rozdział dodam w zależności od komentarzy ;).
Ps. Zapraszam na PROLOG nowego bloga :D
http://ostatnia-noc-w-zyciu.blogspot.com/
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 26 "Moje plany legły w gruzach."
*Z pkt. Jamesa*
Gdy wszedłem do domu usłyszałem jakieś dziwne głosy, więc postanowiłem to sprawdzić. Wszedłem na górę. Te odgłosy najwyraźniej dobiegały z mojej sypialni. Otworzyłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć w to co tam zobaczyłem. Halston i Zac Efron byli w mojej sypialni! Nagle wszystko rozpadło się na miliony małych kawałków. Wszyscy mieli rację!
-James?!-Halston podbiegła do mnie zasłaniając się kołdrą. Nie mogłem na nią patrzeć.
-Wynoś się stąd!-krzyknąłem, a ona złapała mnie za ramie.
-Jimmy to nie tak jak myślisz!
-Daj mi spokój i wypierdalaj stąd!-odrzuciłem jej rękę, a jej kochanek szybko się ubrał i pociągnął ją za sobą. Po trzaśnięciu drzwiami usiadłem na łóżko. Zakryłem twarz rękami. Wszyscy mieli rację! A ja jej głupio wierzyłem! Miałem ochotę coś rozwalić, ale się powstrzymałem. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą sądząc,że to tylko sen. Niestety. Moje plany legły w gruzach. Otrząsnąłem się i wyszedłem z domu.
*Z pkt. Maggie*
Dojechaliśmy do nas do domu. Każdy rozsiadł się na kanapie lub na fotelach.
-Może obejrzymy jakiś film?-zaproponował Logan.
-Chętnie, a jaki?-zapytały Ely i Domi.
-Może "Dom woskowych ciał"?-zaproponował Los i wszyscy przytaknęli.
Jak się później okazało był to horror. Ja i Domi ciągle tuliłyśmy się do swoich chłopaków, a Ely i Logan bawili się w najlepsze. Po filmie chłopcy zostali u nas na noc. Nie mieli wyjścia. Każdy spał u swojej dziewczyny.
*Z pkt. Jamesa*
Pojechałem do kwiaciarni po największy bukiet, a następnie do szpitala. Jade należały się przeprosiny. Gdy dotarłem pod szpital była już 22:00. Trochę się bałem,że mnie nie wpuszczą, ale mój urok osobisty podziała na pielęgniarkę i wpuściła mnie do sali Jade. Zakradając się powoli do jej łóżka zauważyłem,że śpi. Nie chciałem jej budzić, więc położyłem bukiet na szafce, a sam usiadłem spokojnie na jej łóżku. Poruszyła się, ale nadal spała. Zacząłem jej trochę śpiewać, aż w końcu zmorzył mnie sen i zasnąłem.
_______________________________________________________________________
Hej! Zapewne rozdział rewelacji nie zrobił i można się było tego spodziewać (wykrakała to Marcela :*) co prędzej czy później zrobi Halston...ale mam nadzieję,że rozdział ogólnie jako tako się Wam spodobał :) Wiem,że wyszedł jakiś krótki, ale następne (kiedyś będą dłuższe, bo staram się nad tym pracować ^^) Bardzo się cieszę,że pod ostatnim postem pojawiło się 6 komentarzy ^^. Chyba będę musiała dawać Wam nagrody za komentowanie :P. Podziękujcie Wszystkie Mei sobie, bo to dzięki niej będziecie miały okazję zobaczyć zwiastun nowego bloga ;) Nie jest on jakiś świetny (bo to mój pierwszy filmik) ale mam nadzieję, że Wam się spodoba i zaciekawi :*. Oto zwiastun:
http://youtu.be/-Uj2K2rUelU
.
PS. Adres bloga nie jest jeszcze aktywowany!!
Gdyby ktoś jeszcze nie widział Conor od niedawna wygląda tak :*
(Musiałam zmienić jego postać, bo Logan Lerman nie pasował. Lerman wygląda na grzecznego chłopca, a nie gwałciciela :P ^^)
Gdy wszedłem do domu usłyszałem jakieś dziwne głosy, więc postanowiłem to sprawdzić. Wszedłem na górę. Te odgłosy najwyraźniej dobiegały z mojej sypialni. Otworzyłem drzwi. Nie mogłem uwierzyć w to co tam zobaczyłem. Halston i Zac Efron byli w mojej sypialni! Nagle wszystko rozpadło się na miliony małych kawałków. Wszyscy mieli rację!
-James?!-Halston podbiegła do mnie zasłaniając się kołdrą. Nie mogłem na nią patrzeć.
-Wynoś się stąd!-krzyknąłem, a ona złapała mnie za ramie.
-Jimmy to nie tak jak myślisz!
-Daj mi spokój i wypierdalaj stąd!-odrzuciłem jej rękę, a jej kochanek szybko się ubrał i pociągnął ją za sobą. Po trzaśnięciu drzwiami usiadłem na łóżko. Zakryłem twarz rękami. Wszyscy mieli rację! A ja jej głupio wierzyłem! Miałem ochotę coś rozwalić, ale się powstrzymałem. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą sądząc,że to tylko sen. Niestety. Moje plany legły w gruzach. Otrząsnąłem się i wyszedłem z domu.
*Z pkt. Maggie*
Dojechaliśmy do nas do domu. Każdy rozsiadł się na kanapie lub na fotelach.
-Może obejrzymy jakiś film?-zaproponował Logan.
-Chętnie, a jaki?-zapytały Ely i Domi.
-Może "Dom woskowych ciał"?-zaproponował Los i wszyscy przytaknęli.
Jak się później okazało był to horror. Ja i Domi ciągle tuliłyśmy się do swoich chłopaków, a Ely i Logan bawili się w najlepsze. Po filmie chłopcy zostali u nas na noc. Nie mieli wyjścia. Każdy spał u swojej dziewczyny.
*Z pkt. Jamesa*
Pojechałem do kwiaciarni po największy bukiet, a następnie do szpitala. Jade należały się przeprosiny. Gdy dotarłem pod szpital była już 22:00. Trochę się bałem,że mnie nie wpuszczą, ale mój urok osobisty podziała na pielęgniarkę i wpuściła mnie do sali Jade. Zakradając się powoli do jej łóżka zauważyłem,że śpi. Nie chciałem jej budzić, więc położyłem bukiet na szafce, a sam usiadłem spokojnie na jej łóżku. Poruszyła się, ale nadal spała. Zacząłem jej trochę śpiewać, aż w końcu zmorzył mnie sen i zasnąłem.
_______________________________________________________________________
Hej! Zapewne rozdział rewelacji nie zrobił i można się było tego spodziewać (wykrakała to Marcela :*) co prędzej czy później zrobi Halston...ale mam nadzieję,że rozdział ogólnie jako tako się Wam spodobał :) Wiem,że wyszedł jakiś krótki, ale następne (kiedyś będą dłuższe, bo staram się nad tym pracować ^^) Bardzo się cieszę,że pod ostatnim postem pojawiło się 6 komentarzy ^^. Chyba będę musiała dawać Wam nagrody za komentowanie :P. Podziękujcie Wszystkie Mei sobie, bo to dzięki niej będziecie miały okazję zobaczyć zwiastun nowego bloga ;) Nie jest on jakiś świetny (bo to mój pierwszy filmik) ale mam nadzieję, że Wam się spodoba i zaciekawi :*. Oto zwiastun:
http://youtu.be/-Uj2K2rUelU
.
PS. Adres bloga nie jest jeszcze aktywowany!!
Gdyby ktoś jeszcze nie widział Conor od niedawna wygląda tak :*
(Musiałam zmienić jego postać, bo Logan Lerman nie pasował. Lerman wygląda na grzecznego chłopca, a nie gwałciciela :P ^^)
piątek, 19 grudnia 2014
Rozdział 25 "O mały włos! Szpital."
* Z pkt. Maggie*
Świetnie znowu pierwsza! Ubrałam się i zeszłam na dół zrobić śniadanie śpiochom. Około 9:00 Ely i Domi pojawiły się w kuchni.
-Hej!-przywitałam się zamykając lodówkę.
-Hej!
-Obudzicie Jade?-zapytałam i zabrałam talerz z kanapkami.
-Jasne.-pokiwały głowami i poszły na górę.
*Z pkt.Dominic*
Poszłyśmy z Ely obudzić Jade. Zapukałyśmy, ale nie usłyszałyśmy odpowiedzi, więc weszłyśmy. Leżała na łóżku, więc szturchnęłam ją, a Ely ją odkryła i z pościeli wypadły tabletki nasenne.
-Meg!-zaczęłyśmy krzyczeć przerażone.
-Co się stało?-spytał wchodząc.
-Jade!-wskazałam palcem.
Meg podeszła do niej i sprawdziła czy oddycha.
-Dzwońcie po karetkę!-krzyknęła do Ely i zajęła się Jade.
*Z pkt. Elizabeth*
Po tym co zobaczyła byłam przerażona. Pierwszy raz widziałam Jade w takim stanie. Mam nadzieję, że nic z nią nie będzie. Z myśli wyrwała mnie Meg mówiąc, że mam dzwonić po karetkę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wyszłam na hol. Rozmowę z dystrybutorką przeprowadziłam dość szybko, aż byłam zaskoczona. Wróciłam do dziewczyn.
-Będą za 5 minut.
-Boże!-zaczęła płakać Domi, a Meg ją przytuliła.
Ktoś zadzwonił do drzwi, pobiegłam otworzyć.
-Dzień dobry to pani dzwoniła?-spytał jeden z sanitariuszy.
-Tak. Proszę szybko!-zaprowadziłam ich na górę. Po wejście od razu przystąpili do działania. Zbadali ją i postanowili zabrać ją do karetki.
-Czy my też możemy jechać?-spytała Domi zapłakana.
-Najlepiej będzie jak panie dojadą do nas za 10 minut.-odpowiedział starszy sanitariusz i zamknął karetkę.
-W porządku, a do jakiego szpitala ją zabieracie?-spytała Meg obejmując ramieniem Dominic.
-Świętego Leopolda.
-Dziękuję.-karetka odjechała na sygnale, a my wróciłyśmy po jakieś rzeczy dla Jade.
*Z pkt. Meggie*
To co przeżyłam było straszne! Kiedy zobaczyłam Jade leżącą bezwładnie na łóżku poczułam mdłości, ale musiałam coś zrobić i się opanować. Sprawdziłam jej puls, na szczęście był wyczuwalny, ale Jade była nieprzytomna. Na szczęście sanitariusze szybko zawieźli ją do szpitala, a my z dziewczynami ruszyłyśmy zaraz za karetką. Wszystkie zastanawiałyśmy się dlaczego to zrobiła. Znałyśmy się długo, ale ona nigdy nie okazywała swoich uczuć zawsze je w sobie tłumiła...
Gdy dojechałyśmy na miejsce Ely poszła zapytać, gdzie leży brunetka.
-Sala 15!-pobiegłyśmy tam, akurat z pokoju wychodził lekarz.
-Dzień dobry. Doktorze co z nią?-spytałam.
-Dzień dobry. Kim panie są?-poprawił okulary.
-Przyjaciółkami.-odpowiedziałam z Ely.
-Ja kuzynką.-odezwała się ściszonym głosem Domi.
-Rozumiem. Dziewczyna miała sporo szczęścia, gdybyście ją znalazły parę minut później...-pokręcił głową. Chwilowo jej stan jest dobry, ale to w każdej chwili może się zmienić.
-Jak to zmienić?-Domi zakryła dłonią usta. Ely pomogła jej usiąść.
-Tabletki, które zażyła są bardzo silne i nie wiadomo jak jej organizm to przetrzyma.-spojrzał na blondynkę. Podać pani jakieś środki uspokajające?-pokiwała głową. Siostro!-zwrócił się do przebiegającej pielęgniarki obok. Zatrzymała się. Proszę podać pani środki przeciwbólowe.
-Dobrze, panie doktorze.-pokiwała głową i zabrała Domi.
-Przepraszam bardzo,ale musimy ją zabrać na płukanie żołądka.-dotknął mojego ramienia i wrócił do sali.
Zadzwonił mój telefon. Carlos. Oddaliłam się trochę i odebrałam.
-Hej kochanie! Robisz coś dzisiaj?
-Hej!-spojrzałam za siebie. Właśnie wywozili Jade. Jestem w szpitalu.-usiadłam na krześle.
-Jak to? Co ci się stało?!
-Nic, to Jade...
-Jade?!
-Połknęła jakieś tabletki.
-Gdzie leży? Będę tam z chłopakami.
-Świętego Leopolda.
-Okej będziemy za 15 minut! Trzymaj się słonko!-rozłączył się, a ja schowałam telefon do kieszeni.
Wróciłam do Ely. Siedziała na krześle i bawił się nitką z bluzki.
-Kto dzwonił?-usiadłam obok niej.
-Carlos.
-Przyjedzie?-spojrzała na mnie. Miała opuchnięte oczy. Najwyraźniej płakała.
-Płakałaś?
-Co?-potrząsnęła głową i wytarła policzki. Uśmiechnęłam się lekko.
-Będzie z chłopakami.Wszystko będzie dobrze.-pocieszyłam ją łapiąc za rękę.
-James też?-szła do nas Domi.
-A jakżeby inaczej. Przyjadą wszyscy.
Czekałyśmy z 10 minut, aż przyjechała pielęgniarka z Jade. Miała już otwarte oczy.
-Możemy do niej wejść?-spytała Ely.
-Tak, ale za 5 minut, bo muszę ją po dopinać.-oznajmiła i wjechała z nią do sali. My czekałyśmy chwilę przed salą. Chwilę po wyjściu pielęgniarki zjawili się chłopcy.
-Co się stało?!-obok nas zjawił się zdenerwowany James.
-Zażyła silne tabletki.-odpowiedziałam.
-Ale po co?!-szatyn podszedł bliżej, a reszta ruszyła do swoich dziewczyn obejmując je i całując.
-Raczej przez kogo!-prychnęła Ely.
-Halston?! Nie wierzę!-pokręcił głową.
-To może zacznij wierzyć!-krzyknęła.
-To w ogóle twoja wina!-odezwała się Domi. Halston dziś do niej przyszła i się pokłóciły!-zaczęła płakać, a Kendall starał się ją uspokoić.
James nic nie odpowiedział tylko usiadł spuszczając głowę.
-Możecie już do niej wejść.-pielęgniarka przytrzymała nam drzwi.
-Już jest przytomna?-zapytał Carlos.
-Tak tylko proszę po cichu, bo pacjentka jest osłabiona.-oznajmiła i odeszła zamykając za nami drzwi.
Podeszliśmy do jej łóżka. Leżała do nas plecami.
-Jak się czujesz?-spytałam siadając na łóżku.
-Jak mam się czuć?-odpowiedziała cicho i odwróciła się.
Była okropnie blada i zmęczona.
-Czemu to zrobiłaś?!-James podszedł bliżej, a ona odwróciła się. Świetnie nie rozmawiaj ze mną!-założył ręce na piersi i odsunął się.
-James! Wyjdź!-odezwał się Kendall. Szatyn bez słowa opuścił salę.
-Nie wiem co w niego wstąpiło.-odezwał się Logan i pokręcił głową.
-Moglibyście wyjść? Chciałabym zostać sama.-odwróciła się do nas.
-Jasne.-wstałam z łóżka. Możemy jutro wpaść?-pokiwała głową i odwróciła się, a my opuściliśmy salę. Zostawiając ją wedle życzenia. Musi odpoczywać. Boże czy ten James naprawdę nic nie widzi po za tą swoją blond dziunią?! Wkurzył mnie.
*Z pkt. Jade*
Nie chciałam oglądać James na oczy, a on tutaj przyszedł. Świetnie! Robi mi aferę, a nawet nic nie wie! Do tego jeszcze ta suka! Niech się pobierają co mi tam! Wiem, że te tabletki to było jedno wielki świństwo, ale to wszystko przez moją bezsilność i one choć na chwilę przyniosły mi ulgę i zapomnienie. Po wizycie przyjaciół i płukaniu żołądka byłam zmęczona, więc zasnęłam.
*Z pkt. Jamesa*
Byłem wściekły. Na siebie i na Jade. Ale to jak się zachowałem było szczeniackie. Wiem, że powinienem trzymać emocje na wodzy, ale po prostu wybuchłem! Myślałem, że Jade jest mądrzejsza...Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i ona się o mnie martwi...Ja o nią też! Ale po prostu jestem w szoku! Po kłótni wybiegłem z sali na świeże powietrze, a potem pojechałem do domu, gdzie powinna być Halston.
___________________________________________________________________________-
Hej! :) Przepraszam, że rozdział taki chaotyczny, ale naprawdę...było ciężko to sklecić,więc jest jak jest...mam nadzieję,że coś zrozumiałyście :) Jade żyje, więc spokojnie :)
Ostatni dzień w szkole!! Nareszcie normalnie nie macie pojęcia jak ja się cieszę :P ;) Już 24 grudnia Wigilia dlatego z tej okazji (nie pisałam żadnych życzeń, przepraszam, ale jestem leniem ^^) mam dla Was obrazki :3.
Ps.: Mam do Was pytanie :D Co Wy na to,żebym pokazała Wam zwiastun mojego nowego bloga?? :3 Jeśli jesteście ciekawe to fajnie jakby pod postem znalazło się z 6-7 komentarzy, a niespodzianka na pewno niedługo się ukaże tak samo jak nowy blog ^^.
Oby Rok 2015 był lepszy od poprzedniego!!
Świetnie znowu pierwsza! Ubrałam się i zeszłam na dół zrobić śniadanie śpiochom. Około 9:00 Ely i Domi pojawiły się w kuchni.
-Hej!-przywitałam się zamykając lodówkę.
-Hej!
-Obudzicie Jade?-zapytałam i zabrałam talerz z kanapkami.
-Jasne.-pokiwały głowami i poszły na górę.
*Z pkt.Dominic*
Poszłyśmy z Ely obudzić Jade. Zapukałyśmy, ale nie usłyszałyśmy odpowiedzi, więc weszłyśmy. Leżała na łóżku, więc szturchnęłam ją, a Ely ją odkryła i z pościeli wypadły tabletki nasenne.
-Meg!-zaczęłyśmy krzyczeć przerażone.
-Co się stało?-spytał wchodząc.
-Jade!-wskazałam palcem.
Meg podeszła do niej i sprawdziła czy oddycha.
-Dzwońcie po karetkę!-krzyknęła do Ely i zajęła się Jade.
*Z pkt. Elizabeth*
Po tym co zobaczyła byłam przerażona. Pierwszy raz widziałam Jade w takim stanie. Mam nadzieję, że nic z nią nie będzie. Z myśli wyrwała mnie Meg mówiąc, że mam dzwonić po karetkę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wyszłam na hol. Rozmowę z dystrybutorką przeprowadziłam dość szybko, aż byłam zaskoczona. Wróciłam do dziewczyn.
-Będą za 5 minut.
-Boże!-zaczęła płakać Domi, a Meg ją przytuliła.
Ktoś zadzwonił do drzwi, pobiegłam otworzyć.
-Dzień dobry to pani dzwoniła?-spytał jeden z sanitariuszy.
-Tak. Proszę szybko!-zaprowadziłam ich na górę. Po wejście od razu przystąpili do działania. Zbadali ją i postanowili zabrać ją do karetki.
-Czy my też możemy jechać?-spytała Domi zapłakana.
-Najlepiej będzie jak panie dojadą do nas za 10 minut.-odpowiedział starszy sanitariusz i zamknął karetkę.
-W porządku, a do jakiego szpitala ją zabieracie?-spytała Meg obejmując ramieniem Dominic.
-Świętego Leopolda.
-Dziękuję.-karetka odjechała na sygnale, a my wróciłyśmy po jakieś rzeczy dla Jade.
*Z pkt. Meggie*
To co przeżyłam było straszne! Kiedy zobaczyłam Jade leżącą bezwładnie na łóżku poczułam mdłości, ale musiałam coś zrobić i się opanować. Sprawdziłam jej puls, na szczęście był wyczuwalny, ale Jade była nieprzytomna. Na szczęście sanitariusze szybko zawieźli ją do szpitala, a my z dziewczynami ruszyłyśmy zaraz za karetką. Wszystkie zastanawiałyśmy się dlaczego to zrobiła. Znałyśmy się długo, ale ona nigdy nie okazywała swoich uczuć zawsze je w sobie tłumiła...
Gdy dojechałyśmy na miejsce Ely poszła zapytać, gdzie leży brunetka.
-Sala 15!-pobiegłyśmy tam, akurat z pokoju wychodził lekarz.
-Dzień dobry. Doktorze co z nią?-spytałam.
-Dzień dobry. Kim panie są?-poprawił okulary.
-Przyjaciółkami.-odpowiedziałam z Ely.
-Ja kuzynką.-odezwała się ściszonym głosem Domi.
-Rozumiem. Dziewczyna miała sporo szczęścia, gdybyście ją znalazły parę minut później...-pokręcił głową. Chwilowo jej stan jest dobry, ale to w każdej chwili może się zmienić.
-Jak to zmienić?-Domi zakryła dłonią usta. Ely pomogła jej usiąść.
-Tabletki, które zażyła są bardzo silne i nie wiadomo jak jej organizm to przetrzyma.-spojrzał na blondynkę. Podać pani jakieś środki uspokajające?-pokiwała głową. Siostro!-zwrócił się do przebiegającej pielęgniarki obok. Zatrzymała się. Proszę podać pani środki przeciwbólowe.
-Dobrze, panie doktorze.-pokiwała głową i zabrała Domi.
-Przepraszam bardzo,ale musimy ją zabrać na płukanie żołądka.-dotknął mojego ramienia i wrócił do sali.
Zadzwonił mój telefon. Carlos. Oddaliłam się trochę i odebrałam.
-Hej kochanie! Robisz coś dzisiaj?
-Hej!-spojrzałam za siebie. Właśnie wywozili Jade. Jestem w szpitalu.-usiadłam na krześle.
-Jak to? Co ci się stało?!
-Nic, to Jade...
-Jade?!
-Połknęła jakieś tabletki.
-Gdzie leży? Będę tam z chłopakami.
-Świętego Leopolda.
-Okej będziemy za 15 minut! Trzymaj się słonko!-rozłączył się, a ja schowałam telefon do kieszeni.
Wróciłam do Ely. Siedziała na krześle i bawił się nitką z bluzki.
-Kto dzwonił?-usiadłam obok niej.
-Carlos.
-Przyjedzie?-spojrzała na mnie. Miała opuchnięte oczy. Najwyraźniej płakała.
-Płakałaś?
-Co?-potrząsnęła głową i wytarła policzki. Uśmiechnęłam się lekko.
-Będzie z chłopakami.Wszystko będzie dobrze.-pocieszyłam ją łapiąc za rękę.
-James też?-szła do nas Domi.
-A jakżeby inaczej. Przyjadą wszyscy.
Czekałyśmy z 10 minut, aż przyjechała pielęgniarka z Jade. Miała już otwarte oczy.
-Możemy do niej wejść?-spytała Ely.
-Tak, ale za 5 minut, bo muszę ją po dopinać.-oznajmiła i wjechała z nią do sali. My czekałyśmy chwilę przed salą. Chwilę po wyjściu pielęgniarki zjawili się chłopcy.
-Co się stało?!-obok nas zjawił się zdenerwowany James.
-Zażyła silne tabletki.-odpowiedziałam.
-Ale po co?!-szatyn podszedł bliżej, a reszta ruszyła do swoich dziewczyn obejmując je i całując.
-Raczej przez kogo!-prychnęła Ely.
-Halston?! Nie wierzę!-pokręcił głową.
-To może zacznij wierzyć!-krzyknęła.
-To w ogóle twoja wina!-odezwała się Domi. Halston dziś do niej przyszła i się pokłóciły!-zaczęła płakać, a Kendall starał się ją uspokoić.
James nic nie odpowiedział tylko usiadł spuszczając głowę.
-Możecie już do niej wejść.-pielęgniarka przytrzymała nam drzwi.
-Już jest przytomna?-zapytał Carlos.
-Tak tylko proszę po cichu, bo pacjentka jest osłabiona.-oznajmiła i odeszła zamykając za nami drzwi.
Podeszliśmy do jej łóżka. Leżała do nas plecami.
-Jak się czujesz?-spytałam siadając na łóżku.
-Jak mam się czuć?-odpowiedziała cicho i odwróciła się.
Była okropnie blada i zmęczona.
-Czemu to zrobiłaś?!-James podszedł bliżej, a ona odwróciła się. Świetnie nie rozmawiaj ze mną!-założył ręce na piersi i odsunął się.
-James! Wyjdź!-odezwał się Kendall. Szatyn bez słowa opuścił salę.
-Nie wiem co w niego wstąpiło.-odezwał się Logan i pokręcił głową.
-Moglibyście wyjść? Chciałabym zostać sama.-odwróciła się do nas.
-Jasne.-wstałam z łóżka. Możemy jutro wpaść?-pokiwała głową i odwróciła się, a my opuściliśmy salę. Zostawiając ją wedle życzenia. Musi odpoczywać. Boże czy ten James naprawdę nic nie widzi po za tą swoją blond dziunią?! Wkurzył mnie.
*Z pkt. Jade*
Nie chciałam oglądać James na oczy, a on tutaj przyszedł. Świetnie! Robi mi aferę, a nawet nic nie wie! Do tego jeszcze ta suka! Niech się pobierają co mi tam! Wiem, że te tabletki to było jedno wielki świństwo, ale to wszystko przez moją bezsilność i one choć na chwilę przyniosły mi ulgę i zapomnienie. Po wizycie przyjaciół i płukaniu żołądka byłam zmęczona, więc zasnęłam.
*Z pkt. Jamesa*
Byłem wściekły. Na siebie i na Jade. Ale to jak się zachowałem było szczeniackie. Wiem, że powinienem trzymać emocje na wodzy, ale po prostu wybuchłem! Myślałem, że Jade jest mądrzejsza...Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i ona się o mnie martwi...Ja o nią też! Ale po prostu jestem w szoku! Po kłótni wybiegłem z sali na świeże powietrze, a potem pojechałem do domu, gdzie powinna być Halston.
___________________________________________________________________________-
Hej! :) Przepraszam, że rozdział taki chaotyczny, ale naprawdę...było ciężko to sklecić,więc jest jak jest...mam nadzieję,że coś zrozumiałyście :) Jade żyje, więc spokojnie :)
Ostatni dzień w szkole!! Nareszcie normalnie nie macie pojęcia jak ja się cieszę :P ;) Już 24 grudnia Wigilia dlatego z tej okazji (nie pisałam żadnych życzeń, przepraszam, ale jestem leniem ^^) mam dla Was obrazki :3.
Ps.: Mam do Was pytanie :D Co Wy na to,żebym pokazała Wam zwiastun mojego nowego bloga?? :3 Jeśli jesteście ciekawe to fajnie jakby pod postem znalazło się z 6-7 komentarzy, a niespodzianka na pewno niedługo się ukaże tak samo jak nowy blog ^^.
Oby Rok 2015 był lepszy od poprzedniego!!
piątek, 5 grudnia 2014
Rozdział 24 "Bardzo miła i wredna niespodzianka"
*Z pkt. Dominic*
Obudziłam się,ale obok mnie nie było Kendalla. Rozciągnęłam się i ziewnęłam, a po chwili otworzyły się drzwi.
-Hej! Już nie śpisz?-uśmiechnęłam się,a on podał mi tacę z śniadaniem.
-Śniadanie do łóżka?-usiadłam przykrywając się kołdrą.
-Owszem.-pocałował mnie w głowę. Domi mam takie pytanie...Chciałem je już wczoraj zadać,ale tyle się wydarzyło.uśmiechnął się i podrapał po karku.
-Słucham cię.-odłożyłam kanapkę.
-Zostaniesz moją dziewczyną?-zaczerwienił się i wyciągnął z kieszeni małego miśka.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go. To jest mój najlepszy dzień w życiu! Krzyknęłam w myślach.
*Z pkt. Jade*
Domi nie wróciła na noc do domu! Mam nadzieję, że całą noc była u Kendalla. Nagle usłyszałam dzwonek telefonu myślałam, że to kuzynka, ale niestety. Dzwonił James,odebrałam.
-Cześć!
-Cześć! Co się stało? Co z Halston?-ostatnie pytanie powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Wszystko okej. Pojedziesz ze mną po pierścionek? Prooszęę!
-To jednak się jej oświadczasz?-z szoku, aż usiadłam na łóżku.
-Tak.
Po dłuższej ciszy odpowiedziałam.
-Mogę z tobą jechać.
-Świetnie! Będę za 15 minut.
-Co...-rozłączył się.
Cudownie! Otworzyłam szybko szafę i wyciągnęłam z niej pierwsze lepsze ubranie. Następnie szybka poranna toaleta i zeszłam na dół.
-Wychodzisz gdzieś?-spytała Ely zajadając płatki.
-Jadę z Jamesem po pierścionek.-mruknęłam.
-Co?!-prawie się udusiła. Jednak się jej oświadcza?!-wstała z krzesła.
-Jest głupi to co poradzisz.-wtrąciła się Meg i wzruszyła ramionami.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Zastałam uśmiechniętego od ucha do ucha Jamesa. Nie zdążyłam pożegnać się z dziewczynami,bo on od razu złapał mnie za rękę i poprowadził do samochodu.
*Z pkt. Dominic*
Po śniadaniu Kendall odwiózł mnie do domu. W salonie zastałam Ely i Meg.
-Cześć!
-Cześć! Gdzieś ty była?-uśmiechnęły się.
-U Kendalla.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Pani Schmidt?-spytała Meg.
-Prawie!-zaczęłyśmy piszczeć. Gdzie Jade?-usiadłam obok Meg na kanapie.
-Pojechała z Jamesem po pierścionek.-odpowiedziała Ely.
-Co?!-wybuchłam.
-Jest głupi.-oznajmiła Ely i wróciła do oglądania.
Pokręciłam głową i również przyłączyłam się do oglądania.
*Z pkt. Jade*
-James proszę kup już któryś! Jesteśmy już chyba w 10 sklepie!-marudziłam i kręciłam oczami.
-Okej,okej. To ten czy ten?-westchnęłam,a on szczerzył się jak głupi.
-Ten drugi.-przekręciłam oczami.
-Poproszę ten srebrny.-zwrócił się do sprzedawczyni. Kobieta wzięła od niego pierścionek i zapakowała. Zapłacił i skierowaliśmy się w stronę drzwi.
-Dziękuję za pomoc.-pocałował mnie w policzek, gdy wychodziliśmy.
-Nie ma za co. Mógłbyś mnie odwieźć do domu?-odezwałam się poddenerwowana.
-Jasne już się robi.-uśmiechnął się i wsiedliśmy do samochodu.
Kiedy podjechaliśmy pod dom pożegnałam się z Jamesem i szybko weszła do domu. Tam czekała na mnie niespodzianka, której w życiu bym się nie spodziewała. W salonie razem z Ely, Meg i Domi siedziała Halston.
-Cześć!-przywitałam się i weszłam do pokoju.
-Hej! Masz gościa.-oznajmiła Ely,piorunując Halston wzrokiem. Ta na szczęście tego nie widziała.
-Cześć Halston!-powiedziałam przez zęby.
-Cześć Jade!-uśmiechnęła się.
-Zostawimy was same.-powiedziała Meg puszczając mi oczko i zabierając dziewczyny na górę.
-Co tutaj robisz?-spytałam zdziwiona, opierając się o ścianę.
-Przyszłam odwiedzić koleżankę.-prychnęłam, a ona podeszłam do mnie z głupim uśmiechem.
-Po co tu przyszłaś!-wkurzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Chcę ci przekazać wiadomość! Nie zbliżaj się do Jamesa! Rozumiesz?!-przyparła mnie do ściany.
-Chyba nie! James jest moim przyjacielem,więc możemy się widywać!-odepchnęłam ją.
-Serio?!-odrzuciła włosy do tyłu. Tak ci na nim zależy!-spojrzała mi w oczy. To lepiej mnie posłuchaj!-podparła się pod boki.
-Zamknij się!-odsunęłam się od ściany.
-Hahaha.-zaśmiała się. Uważaj, bo ON kocha MNIE! Jeśli chcesz wiedzieć...to zdjęcie to prawda.-zaczęła owijać kosmyk włosów na palec. Jeśli powiesz o tym Jamesowi on i tak ci nie uwierzy.-uśmiechnęła się i ruszyła w stronę drzwi. Zaczekałam,aż wyjdzie i pobiegłam na górę.
-Co za szmata!-krzyknęłam przy pokoju i zjechałam po ścianie.
-Co się stało?!-wszystkie wybiegły z pokoju Ely.
-Nie mam ochoty gadać!-wstałam i weszłam do pokoju trzaskając drzwiami.
Teraz jest ten moment. Powiedziałam w myślach i zaczęłam przeszukiwać szufladę. Mam! Wzięłam opakowanie z tabletkami i usiadłam na łóżku. Najpierw zaczęłam się przyglądać.
Miałam dość życia, dość patrzenia na Halston, na Jamesa, na wszystkich! Jestem słaba i głupia! Wyciągnęłam jedną tabletkę i połknęłam ją. Nie odczułam ulgi,więc wzięłam następną. Dalej nic. Kolejna. Nic. W pewnym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami...
_____________________________________________________
Hej :) Jak się podobało? Troszkę się narobiło :P Rozdział miał być podzielony na 2 części, ale postanowiłam dać wam coś dłuższego,więc jest jeden...nie długi niestety :/ ale na pewno dłuższy niż miał być ^^.
Dzięki za pomysły podsuwane w komentarzach :* postaram się je kiedyś wpleść w życie ;).
W tym miesiącu dodam 2 rozdziały! To z okazji Mikołajków i Świąt :D. Cieszycie się? :P No cóż...święta lalala...sorki odbija mi,ale tak bardzo chce już wolne od szkoły, że... w ogóle pisałam przez ostatnie dni próbne egzaminy beee......OMG! o.O No cóż taki mój żywot...Niestety :(
Życzę Wszystkim wesołego i spokojnego Mikołaja oraz fajnych prezencików :*.
Do zobaczonka już niebawem, bo 19 grudnia :**.
Obudziłam się,ale obok mnie nie było Kendalla. Rozciągnęłam się i ziewnęłam, a po chwili otworzyły się drzwi.
-Hej! Już nie śpisz?-uśmiechnęłam się,a on podał mi tacę z śniadaniem.
-Śniadanie do łóżka?-usiadłam przykrywając się kołdrą.
-Owszem.-pocałował mnie w głowę. Domi mam takie pytanie...Chciałem je już wczoraj zadać,ale tyle się wydarzyło.uśmiechnął się i podrapał po karku.
-Słucham cię.-odłożyłam kanapkę.
-Zostaniesz moją dziewczyną?-zaczerwienił się i wyciągnął z kieszeni małego miśka.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go. To jest mój najlepszy dzień w życiu! Krzyknęłam w myślach.
*Z pkt. Jade*
Domi nie wróciła na noc do domu! Mam nadzieję, że całą noc była u Kendalla. Nagle usłyszałam dzwonek telefonu myślałam, że to kuzynka, ale niestety. Dzwonił James,odebrałam.
-Cześć!
-Cześć! Co się stało? Co z Halston?-ostatnie pytanie powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Wszystko okej. Pojedziesz ze mną po pierścionek? Prooszęę!
-To jednak się jej oświadczasz?-z szoku, aż usiadłam na łóżku.
-Tak.
Po dłuższej ciszy odpowiedziałam.
-Mogę z tobą jechać.
-Świetnie! Będę za 15 minut.
-Co...-rozłączył się.
Cudownie! Otworzyłam szybko szafę i wyciągnęłam z niej pierwsze lepsze ubranie. Następnie szybka poranna toaleta i zeszłam na dół.
-Wychodzisz gdzieś?-spytała Ely zajadając płatki.
-Jadę z Jamesem po pierścionek.-mruknęłam.
-Co?!-prawie się udusiła. Jednak się jej oświadcza?!-wstała z krzesła.
-Jest głupi to co poradzisz.-wtrąciła się Meg i wzruszyła ramionami.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Zastałam uśmiechniętego od ucha do ucha Jamesa. Nie zdążyłam pożegnać się z dziewczynami,bo on od razu złapał mnie za rękę i poprowadził do samochodu.
*Z pkt. Dominic*
Po śniadaniu Kendall odwiózł mnie do domu. W salonie zastałam Ely i Meg.
-Cześć!
-Cześć! Gdzieś ty była?-uśmiechnęły się.
-U Kendalla.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-Pani Schmidt?-spytała Meg.
-Prawie!-zaczęłyśmy piszczeć. Gdzie Jade?-usiadłam obok Meg na kanapie.
-Pojechała z Jamesem po pierścionek.-odpowiedziała Ely.
-Co?!-wybuchłam.
-Jest głupi.-oznajmiła Ely i wróciła do oglądania.
Pokręciłam głową i również przyłączyłam się do oglądania.
*Z pkt. Jade*
-James proszę kup już któryś! Jesteśmy już chyba w 10 sklepie!-marudziłam i kręciłam oczami.
-Okej,okej. To ten czy ten?-westchnęłam,a on szczerzył się jak głupi.
-Ten drugi.-przekręciłam oczami.
-Poproszę ten srebrny.-zwrócił się do sprzedawczyni. Kobieta wzięła od niego pierścionek i zapakowała. Zapłacił i skierowaliśmy się w stronę drzwi.
-Dziękuję za pomoc.-pocałował mnie w policzek, gdy wychodziliśmy.
-Nie ma za co. Mógłbyś mnie odwieźć do domu?-odezwałam się poddenerwowana.
-Jasne już się robi.-uśmiechnął się i wsiedliśmy do samochodu.
Kiedy podjechaliśmy pod dom pożegnałam się z Jamesem i szybko weszła do domu. Tam czekała na mnie niespodzianka, której w życiu bym się nie spodziewała. W salonie razem z Ely, Meg i Domi siedziała Halston.
-Cześć!-przywitałam się i weszłam do pokoju.
-Hej! Masz gościa.-oznajmiła Ely,piorunując Halston wzrokiem. Ta na szczęście tego nie widziała.
-Cześć Halston!-powiedziałam przez zęby.
-Cześć Jade!-uśmiechnęła się.
-Zostawimy was same.-powiedziała Meg puszczając mi oczko i zabierając dziewczyny na górę.
-Co tutaj robisz?-spytałam zdziwiona, opierając się o ścianę.
-Przyszłam odwiedzić koleżankę.-prychnęłam, a ona podeszłam do mnie z głupim uśmiechem.
-Po co tu przyszłaś!-wkurzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Chcę ci przekazać wiadomość! Nie zbliżaj się do Jamesa! Rozumiesz?!-przyparła mnie do ściany.
-Chyba nie! James jest moim przyjacielem,więc możemy się widywać!-odepchnęłam ją.
-Serio?!-odrzuciła włosy do tyłu. Tak ci na nim zależy!-spojrzała mi w oczy. To lepiej mnie posłuchaj!-podparła się pod boki.
-Zamknij się!-odsunęłam się od ściany.
-Hahaha.-zaśmiała się. Uważaj, bo ON kocha MNIE! Jeśli chcesz wiedzieć...to zdjęcie to prawda.-zaczęła owijać kosmyk włosów na palec. Jeśli powiesz o tym Jamesowi on i tak ci nie uwierzy.-uśmiechnęła się i ruszyła w stronę drzwi. Zaczekałam,aż wyjdzie i pobiegłam na górę.
-Co za szmata!-krzyknęłam przy pokoju i zjechałam po ścianie.
-Co się stało?!-wszystkie wybiegły z pokoju Ely.
-Nie mam ochoty gadać!-wstałam i weszłam do pokoju trzaskając drzwiami.
Teraz jest ten moment. Powiedziałam w myślach i zaczęłam przeszukiwać szufladę. Mam! Wzięłam opakowanie z tabletkami i usiadłam na łóżku. Najpierw zaczęłam się przyglądać.
Miałam dość życia, dość patrzenia na Halston, na Jamesa, na wszystkich! Jestem słaba i głupia! Wyciągnęłam jedną tabletkę i połknęłam ją. Nie odczułam ulgi,więc wzięłam następną. Dalej nic. Kolejna. Nic. W pewnym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami...
_____________________________________________________
Hej :) Jak się podobało? Troszkę się narobiło :P Rozdział miał być podzielony na 2 części, ale postanowiłam dać wam coś dłuższego,więc jest jeden...nie długi niestety :/ ale na pewno dłuższy niż miał być ^^.
Dzięki za pomysły podsuwane w komentarzach :* postaram się je kiedyś wpleść w życie ;).
W tym miesiącu dodam 2 rozdziały! To z okazji Mikołajków i Świąt :D. Cieszycie się? :P No cóż...święta lalala...sorki odbija mi,ale tak bardzo chce już wolne od szkoły, że... w ogóle pisałam przez ostatnie dni próbne egzaminy beee......OMG! o.O No cóż taki mój żywot...Niestety :(
Życzę Wszystkim wesołego i spokojnego Mikołaja oraz fajnych prezencików :*.
Do zobaczonka już niebawem, bo 19 grudnia :**.
piątek, 21 listopada 2014
Rozdział 23 "To wyjaśnij mi TO!"
*Z pkt. Jamesa*
Po tym co pokazał mi Jade byłem wściekły, ale nie wybuchłem. Pojechałem na plan,ale kompletnie nie umiałem się skupić. Zapomniałem roli. Reżyser pozwolił mi pojechać do domu,ale jutro już wszystko musimy porządnie nakręcić. W drodze do domu miałem nadzieję,że Halston u mnie będzie. Zaparkowałem samochód w garażu i szybko znalazłem się w domu.
-Hej kochanie co tak wcześnie?-blondynka podbiegła do mnie i pocałowała.
-Reżyser nas wcześniej puścił.-wyciągnąłem z szafki szklankę i nalałem sobie soku.
-To świetnie mamy więcej czasu dla siebie.-objęła mnie w tali.
-Może,ale najpierw chciałbym z tobą porozmawiać.-odwróciłem się gwałtownie,a ona lekko się zachwiała.
-Jasne o czym tylko chcesz.-uśmiechnęła się.
W tym momencie byłem na nią naprawdę nieźle wkurzony. Nie podobało mi się nawet to jak się uśmiecha. Wyczułem w tym coś dziwnego.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Halston siedziała spokojna i nieświadoma tym co za chwilę może się wydarzyć.
-O czym chciałeś porozmawiać?-położyła mi rękę na ramieniu.
-O nas.
-O nas?-zdziwiła się i cofnęła rękę.
-Tak o nas! Jesteśmy ze sobą od 2 lat i wiesz,że cię kocham.-wypuściłem powietrze,a ona się uśmiechnęła. Ale nie wiem czy ty tak do końca kochasz mnie.-spojrzałem na nią.
-Ależ misiu ja ciebie kocham nad życie!-odezwała się nie czekając sekundy.
-To wyjaśnij mi to!-krzyknąłem i pokazałem jej telefon ze zdjęciem. Jej reakcja była zaskakująca wybuchnęła śmiechem. Byłem skołowany. Cała złość jakby prysła. To cię bawi?
-Tak.-nie umiała się opanować. Po chwili przerwy kontynuowała. To Zac Efron kręciliśmy razem scenę do filmu.-usiadła mi na kolanach obejmując szyję.
-Nie wspominałaś mi o tym.
-Oj wypadło mi z głowy.-pogłaskała mnie po policzku. Tak w ogóle to skąd masz to zdjęcie?-zaczęła owijać sobie kosmyk włosów na palec.
-Jade mi je pokazała.-wzruszyłem ramionami.
-Jade...-pokiwałem głową.
-Wiesz co Jimmy ja będę już lecieć.-zerwała się na równe nogi,pocałowała mnie w policzek i wyszła z domu.
Ochłonąłem,czyli moje palny nadal są aktualne! Mogę się jej oświadczyć! Czułem się dziwnie dlatego postanowiłem wszystko sobie pookładać w głowie poprzez długą kąpiel.
*Z pkt. Halston*
Gdy James pokazał mi to zdjęcie byłam w szoku,ale zaczęłam się śmiać i wszystko zmyśliłam. O naprawdę jest taki głupi? Z Zackiem spotykam się od 2 miesięcy i jest naprawdę kochany,a James...nie mam słów. Zaczyna mnie wkurzać,a jeszcze bardziej ta jego przyjaciółeczka...muszę z nią pogadać. W tym czasie dotarłam pod dom Zaca.
-Hej skarbie.-pocałował mnie.
-Musimy uważać!-złapałam go za rękę.
-Nakryli nas!-spojrzał mi w oczy.
-Przyjaciółka Jamesa.-pokręcił głową.
-Osz kurwa.
-Spokojnie załatwię to.-uśmiechnęłam się,a on wziął mnie na ręce i zaniósł na górę.
______________________________________________________________________
Hej :) jak się podobało? Wiem,że krótki,ale to z punktu Halston i Jamesa. Mam nadzieję,że wyłapałyście coś złego ^^. Była mała przerwa od dziewczyn... Jak myślicie co zrobi Halston,żeby zniszczyć Jade? Powiem wam,że będzie się działo ;). Zapraszam na nowy rozdział już niedługo :*.
Ps. Od przyszłego rozdziału będzie się nieźle działo! Przygotujcie się (psychicznie) xD
Pozdrawiam Lena :**.
Po tym co pokazał mi Jade byłem wściekły, ale nie wybuchłem. Pojechałem na plan,ale kompletnie nie umiałem się skupić. Zapomniałem roli. Reżyser pozwolił mi pojechać do domu,ale jutro już wszystko musimy porządnie nakręcić. W drodze do domu miałem nadzieję,że Halston u mnie będzie. Zaparkowałem samochód w garażu i szybko znalazłem się w domu.
-Hej kochanie co tak wcześnie?-blondynka podbiegła do mnie i pocałowała.
-Reżyser nas wcześniej puścił.-wyciągnąłem z szafki szklankę i nalałem sobie soku.
-To świetnie mamy więcej czasu dla siebie.-objęła mnie w tali.
-Może,ale najpierw chciałbym z tobą porozmawiać.-odwróciłem się gwałtownie,a ona lekko się zachwiała.
-Jasne o czym tylko chcesz.-uśmiechnęła się.
W tym momencie byłem na nią naprawdę nieźle wkurzony. Nie podobało mi się nawet to jak się uśmiecha. Wyczułem w tym coś dziwnego.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Halston siedziała spokojna i nieświadoma tym co za chwilę może się wydarzyć.
-O czym chciałeś porozmawiać?-położyła mi rękę na ramieniu.
-O nas.
-O nas?-zdziwiła się i cofnęła rękę.
-Tak o nas! Jesteśmy ze sobą od 2 lat i wiesz,że cię kocham.-wypuściłem powietrze,a ona się uśmiechnęła. Ale nie wiem czy ty tak do końca kochasz mnie.-spojrzałem na nią.
-Ależ misiu ja ciebie kocham nad życie!-odezwała się nie czekając sekundy.
-To wyjaśnij mi to!-krzyknąłem i pokazałem jej telefon ze zdjęciem. Jej reakcja była zaskakująca wybuchnęła śmiechem. Byłem skołowany. Cała złość jakby prysła. To cię bawi?
-Tak.-nie umiała się opanować. Po chwili przerwy kontynuowała. To Zac Efron kręciliśmy razem scenę do filmu.-usiadła mi na kolanach obejmując szyję.
-Nie wspominałaś mi o tym.
-Oj wypadło mi z głowy.-pogłaskała mnie po policzku. Tak w ogóle to skąd masz to zdjęcie?-zaczęła owijać sobie kosmyk włosów na palec.
-Jade mi je pokazała.-wzruszyłem ramionami.
-Jade...-pokiwałem głową.
-Wiesz co Jimmy ja będę już lecieć.-zerwała się na równe nogi,pocałowała mnie w policzek i wyszła z domu.
Ochłonąłem,czyli moje palny nadal są aktualne! Mogę się jej oświadczyć! Czułem się dziwnie dlatego postanowiłem wszystko sobie pookładać w głowie poprzez długą kąpiel.
*Z pkt. Halston*
Gdy James pokazał mi to zdjęcie byłam w szoku,ale zaczęłam się śmiać i wszystko zmyśliłam. O naprawdę jest taki głupi? Z Zackiem spotykam się od 2 miesięcy i jest naprawdę kochany,a James...nie mam słów. Zaczyna mnie wkurzać,a jeszcze bardziej ta jego przyjaciółeczka...muszę z nią pogadać. W tym czasie dotarłam pod dom Zaca.
-Hej skarbie.-pocałował mnie.
-Musimy uważać!-złapałam go za rękę.
-Nakryli nas!-spojrzał mi w oczy.
-Przyjaciółka Jamesa.-pokręcił głową.
-Osz kurwa.
-Spokojnie załatwię to.-uśmiechnęłam się,a on wziął mnie na ręce i zaniósł na górę.
______________________________________________________________________
Hej :) jak się podobało? Wiem,że krótki,ale to z punktu Halston i Jamesa. Mam nadzieję,że wyłapałyście coś złego ^^. Była mała przerwa od dziewczyn... Jak myślicie co zrobi Halston,żeby zniszczyć Jade? Powiem wam,że będzie się działo ;). Zapraszam na nowy rozdział już niedługo :*.
Ps. Od przyszłego rozdziału będzie się nieźle działo! Przygotujcie się (psychicznie) xD
Pozdrawiam Lena :**.
niedziela, 19 października 2014
Rozdział 22 "Randka w zoo"
*Z pkt. Jade*
Zjadłam przepyszny obiad,który przygotowała Meg i poszłam na górę. Zabrałam ubrania z szafy,poszłam do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy poczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Gotowa zeszłam na dół.
-Meg,mogę pożyczyć samochód?-zapytałam stoją w kuchni.
-Jasne! Kluczyki są u mnie w pokoju.-pobiegłam szybko po nie i wróciłam na dół.
-Dzięki.-rzuciłam i pobiegłam do pojazdu.
*Z pkt. Dominic*
Po obiedzie razem z Ely poszłyśmy do mojego pokoju.
-W czym idziesz?-brunetka zapytała kiedy postawiłyśmy pierwsze kroki w pomieszczeniu.
-Chyba w spodniach,bo skoro zoo.-uśmiechnęłam się.
-Racja.-przytaknęła. Masz już coś?
-Tak.
-To idź się ubrać.-wygoniła mnie do łazienki.
Na szczęście zdołałam jeszcze sięgnąć po ubrania. Gotowa wróciłam do przyjaciółki.
-I jak?-obróciłam się wokół własnej osi.
-Świetnie.-uśmiechnęła się. Teraz usiądź.-zrobiłam jak kazała.
Po jej świetnej pracy wyglądałam świetnie.
-Dzięki.-uściskałam ją.
-Domi! Kendall przyszedł!-usłyszałam głos Meg i szybko zbiegłam po schodach.
-Hej!-przywitałam się z blondynem.
-Hej!-uśmiechnął się szeroko. Gotowa?
-Jasne.-pomachałam Meg i poszliśmy do jego samochodu.
*Z pkt. Jade*
-Dlaczego chciałaś się spotkać?-zaczął rozmowę szatyn i usiedliśmy przy stoliku z naszymi kawami.
-Chciałam pogadać. Wczoraj spotkałam twoją mamę.-uśmiechnęłam się lekko.
-Pewnie gadała ci,że chcę się oświadczyć Halston?-zaśmiał się.
-Twierdzi,że to zły pomysł.-spuściłam głowę.
-A ty też twierdzisz,że to zły pomysł?-spojrzałam na niego.
-Szczerze?-zmieszałam się.
-Jak najbardziej.-dalej na mnie patrzył.
-Też tak myślę.-znowu spuściłam głowę.
-Czemu jej nie lubicie?
Zdziwiła mnie jego reakcja. Myślałam,że zrobi awanturę i wyjdzie,ale widać,że się myliłam.
-Jakoś tak.-napiłam się kawy nie patrząc na niego.
-My się kochamy!-zaczął swoje opowiadanie. Jade wiesz co się czuje do osoby,którą się kocha?-patrzył na mnie błagalnie.
-Rozumiem,ale to inna sprawa!
-Jak to?-zdziwił się.
Westchnęłam i wyciągnęłam telefon. Pokazałam mu 1 zdjęcie.
-Wyślij mi je proszę.-był zdenerwowany.
Cóż nie dziwię mu się. Wysłałam mu wszystkie 3.
-Co z tym zrobisz?-schowałam telefon do kieszeni.
-Sam nie wiem. Najpierw sobie to z nią wyjaśnię! Może cię odwiozę?
-Nie trzeba też jestem samochodem.-uśmiechnęłam się.
-Okey to ja lecę do studia.-pocałował mnie w policzek i zgarnął swoją kawę.
-Pa.
Ja trochę jeszcze posiedziałam i zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Wypiłam kawę do końca i wróciłam do domu.
*Z pkt. Dominic*
-Jak ci się podobało?-spytał kiedy usiedliśmy na ławce.
-Było świetnie!-uśmiechnęłam się.
-Może to kiedyś powtórzymy?-nachylił się do mnie.
-Chętnie!
Nagle zaczął padać deszcz i pisnęłam.
-Chodź!-podał mi rękę i pobiegliśmy do samochodu.
Padało dosłownie chwilę,a ja przemokłam. Było mi strasznie zimno. Zaczęła się trząść.
-Może pojedziemy do mnie?-zapytał włączając ogrzewanie.
-Okey.-bez zastanowienia ruszył przed siebie.
Zamknęłam oczy. Rozmyślałam o naszej randce. Chodziliśmy i oglądaliśmy zwierzęta. Dużo się śmialiśmy i robiliśmy zdjęcia. Najlepszym momentem było jak Kendall załatwił nam przebrania. Nie potrafiłam powstrzymać się od śmiechu. Na samo wspomnienie uśmiechnęłam się. To spotkanie a raczej randkę można zaliczyć do najlepszych.
*Z pkt. Jade*
-Gdzie ona jest?-chodziłam w tą i s powrotem.
-Jade uspokój się.-Meg położyła mi rękę na ramieniu i przestałam chodzić. Jest z Kendallem. Nic jej nie będzie.-poklepała mnie po plecach i zajęła miejsce na kanapie obok Ely.
-Może masz rację.-usiadłam w fotelu i dołączyłam się do oglądania jakiegoś serialu.
-A może...-zaczęła Ely,a ja z Meg spojrzałyśmy na nią. Wiecie jest późno. Może stwarzają romantyczny nastrój.-uśmiechnęła się.
-Wątpię czy nasze blondaski posunęły by się,aż tak daleko i to jeszcze na pierwszej randce.-odezwała się Meg.
-Właśnie czasami ci najspokojniejsi...-urwałam.
-Przestań!-warknęłam. Nie musimy rozmawiać o czyimś życiu prywatnym.-wzięłam garść popcornu.
-Oj dobra.-zaśmiała się.
*Z pkt. Dominic*
-Napijesz się herbaty?-zapytał,gdy weszliśmy do salonu.
-Chętnie.-pokiwałam głową.
-To rozgość się. Zaraz wrócę.-uśmiechnął się,a ja zrobiłam jak kazał.
Czekałam dosłownie 5 minut,kiedy blondyn zjawił się z tacą na której miał 2 herbaty i paczkę chipsów.
-Może coś obejrzymy?-zaproponował siadając obok mnie.
-Tylko nie horror!-rzuciłam od razu.
-Proszę!-wyszczerzył się. Będę cię bronił.-zrobił minę szczeniaczka i przygarnął mnie do siebie.
-Oj dobra.
-Masz jakiś pomysł?-wstał.
-Nie specjalizuję się w tych gatunkach filmowych.-zawstydziłam się.
-Okey.-zaczął grzebać pod stołem. Noc żywych trupów czy sierociniec?-pokazał 2 płyty DVD.
-Sierociniec?
-Okey.-wzruszył ramionami i włączył film.
Nie było to nawet straszne,aż do momentu kiedy kobieta się powiesiła. Wtedy wtuliłam się w Kendalla,a jemu najwyraźniej się to spodobało. Nie wypuścił mnie z objęć,aż do końca filmu.
Kiedy leciały już napisy końcowe postanowiłam się zbierać.
-Odwiózł byś mnie?-spojrzałam na niego.
-Nie wolisz zostać na noc?-uśmiechnął się cwanie. Tam jeszcze pada.
-No dobrze,ale...
-Pożyczę ci coś do spania.-mrugnął.
-Dzięki.-zarumieniłam się. Gdzie mam spać?-wyplotłam się z jego objęć.
-U mnie. Ja położę się w salonie.-wzruszył ramionami.
-Gdzie masz toaletę?
-Na górze po prawej pierwsze drzwi.
-Okey.
-Zaprowadzę cię.-uśmiechnął się i ruszyliśmy na górę. Zaczekaj,skoczę po jakieś rzeczy dla ciebie.-uśmiechnął się i poszedł do pokoju. Podał mi rzeczy. Uśmiechnęłam się i weszłam do łazienki.
Pozwoliłam sobie wziąć prysznic. Odświeżona ubrałam koszulkę Kendalla. Była mi przydługawa,ale chyba o to chodzi. Wyszłam z pomieszczenia. Zeszłam na dół. Zatrzymałam się na schodach. Kendall odwrócił się w moją stronę. Stał w samych bokserkach. Cóż to jego dom,ale...Zaczęłam przyglądać się jego nagiemu torsowi.
-Domi!-zaczął machać ręką przed moimi oczami.
-Yyy...przepraszam.-potrzęsłam głową.Gdzie jest twój pokój?-poczułam gorąco na policzkach.
-Chodź.-zaśmiał się i weszliśmy na górę. To ten ostatni.-otworzył drzwi i weszliśmy.
-Ładnie tu.-uśmiechnęłam się. Kendall...
-Tak.spojrzał na mnie.
-Masz tutaj dużo miejsca...możesz zostać ze mną.-przygryzłam dolną wargę.
-Boisz się?-uśmiechnął się.
-Nie!-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Haha...-zaczął się śmiać.
-Ej...-podeszłam do niego i zamknęłam mu usta pocałunkiem. Odwzajemnił go. Podniósł mnie i położył na łóżku nie przestając całować...
___________________________________________________
Dzień doberek! :) Raczej dobry wieczór :P Jak się podoba rozdział? ^^ Specjalnie dla fanek związku Kendall i Dominic ;* Mam nadzieję,że mnie nie zabijecie za to i że się podobało :P. Cóż...
Strasznie przepraszam za opóźnienia, ale wiecie jak bywa ze szkoła itd.
Następny rozdział już niedługo ^^
Zjadłam przepyszny obiad,który przygotowała Meg i poszłam na górę. Zabrałam ubrania z szafy,poszłam do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy poczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Gotowa zeszłam na dół.
-Meg,mogę pożyczyć samochód?-zapytałam stoją w kuchni.
-Jasne! Kluczyki są u mnie w pokoju.-pobiegłam szybko po nie i wróciłam na dół.
-Dzięki.-rzuciłam i pobiegłam do pojazdu.
*Z pkt. Dominic*
Po obiedzie razem z Ely poszłyśmy do mojego pokoju.
-W czym idziesz?-brunetka zapytała kiedy postawiłyśmy pierwsze kroki w pomieszczeniu.
-Chyba w spodniach,bo skoro zoo.-uśmiechnęłam się.
-Racja.-przytaknęła. Masz już coś?
-Tak.
-To idź się ubrać.-wygoniła mnie do łazienki.
Na szczęście zdołałam jeszcze sięgnąć po ubrania. Gotowa wróciłam do przyjaciółki.
-I jak?-obróciłam się wokół własnej osi.
-Świetnie.-uśmiechnęła się. Teraz usiądź.-zrobiłam jak kazała.
Po jej świetnej pracy wyglądałam świetnie.
-Dzięki.-uściskałam ją.
-Domi! Kendall przyszedł!-usłyszałam głos Meg i szybko zbiegłam po schodach.
-Hej!-przywitałam się z blondynem.
-Hej!-uśmiechnął się szeroko. Gotowa?
-Jasne.-pomachałam Meg i poszliśmy do jego samochodu.
*Z pkt. Jade*
-Dlaczego chciałaś się spotkać?-zaczął rozmowę szatyn i usiedliśmy przy stoliku z naszymi kawami.
-Chciałam pogadać. Wczoraj spotkałam twoją mamę.-uśmiechnęłam się lekko.
-Pewnie gadała ci,że chcę się oświadczyć Halston?-zaśmiał się.
-Twierdzi,że to zły pomysł.-spuściłam głowę.
-A ty też twierdzisz,że to zły pomysł?-spojrzałam na niego.
-Szczerze?-zmieszałam się.
-Jak najbardziej.-dalej na mnie patrzył.
-Też tak myślę.-znowu spuściłam głowę.
-Czemu jej nie lubicie?
Zdziwiła mnie jego reakcja. Myślałam,że zrobi awanturę i wyjdzie,ale widać,że się myliłam.
-Jakoś tak.-napiłam się kawy nie patrząc na niego.
-My się kochamy!-zaczął swoje opowiadanie. Jade wiesz co się czuje do osoby,którą się kocha?-patrzył na mnie błagalnie.
-Rozumiem,ale to inna sprawa!
-Jak to?-zdziwił się.
Westchnęłam i wyciągnęłam telefon. Pokazałam mu 1 zdjęcie.
-Wyślij mi je proszę.-był zdenerwowany.
Cóż nie dziwię mu się. Wysłałam mu wszystkie 3.
-Co z tym zrobisz?-schowałam telefon do kieszeni.
-Sam nie wiem. Najpierw sobie to z nią wyjaśnię! Może cię odwiozę?
-Nie trzeba też jestem samochodem.-uśmiechnęłam się.
-Okey to ja lecę do studia.-pocałował mnie w policzek i zgarnął swoją kawę.
-Pa.
Ja trochę jeszcze posiedziałam i zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Wypiłam kawę do końca i wróciłam do domu.
*Z pkt. Dominic*
-Jak ci się podobało?-spytał kiedy usiedliśmy na ławce.
-Było świetnie!-uśmiechnęłam się.
-Może to kiedyś powtórzymy?-nachylił się do mnie.
-Chętnie!
Nagle zaczął padać deszcz i pisnęłam.
-Chodź!-podał mi rękę i pobiegliśmy do samochodu.
Padało dosłownie chwilę,a ja przemokłam. Było mi strasznie zimno. Zaczęła się trząść.
-Może pojedziemy do mnie?-zapytał włączając ogrzewanie.
-Okey.-bez zastanowienia ruszył przed siebie.
Zamknęłam oczy. Rozmyślałam o naszej randce. Chodziliśmy i oglądaliśmy zwierzęta. Dużo się śmialiśmy i robiliśmy zdjęcia. Najlepszym momentem było jak Kendall załatwił nam przebrania. Nie potrafiłam powstrzymać się od śmiechu. Na samo wspomnienie uśmiechnęłam się. To spotkanie a raczej randkę można zaliczyć do najlepszych.
*Z pkt. Jade*
-Gdzie ona jest?-chodziłam w tą i s powrotem.
-Jade uspokój się.-Meg położyła mi rękę na ramieniu i przestałam chodzić. Jest z Kendallem. Nic jej nie będzie.-poklepała mnie po plecach i zajęła miejsce na kanapie obok Ely.
-Może masz rację.-usiadłam w fotelu i dołączyłam się do oglądania jakiegoś serialu.
-A może...-zaczęła Ely,a ja z Meg spojrzałyśmy na nią. Wiecie jest późno. Może stwarzają romantyczny nastrój.-uśmiechnęła się.
-Wątpię czy nasze blondaski posunęły by się,aż tak daleko i to jeszcze na pierwszej randce.-odezwała się Meg.
-Właśnie czasami ci najspokojniejsi...-urwałam.
-Przestań!-warknęłam. Nie musimy rozmawiać o czyimś życiu prywatnym.-wzięłam garść popcornu.
-Oj dobra.-zaśmiała się.
*Z pkt. Dominic*
-Napijesz się herbaty?-zapytał,gdy weszliśmy do salonu.
-Chętnie.-pokiwałam głową.
-To rozgość się. Zaraz wrócę.-uśmiechnął się,a ja zrobiłam jak kazał.
Czekałam dosłownie 5 minut,kiedy blondyn zjawił się z tacą na której miał 2 herbaty i paczkę chipsów.
-Może coś obejrzymy?-zaproponował siadając obok mnie.
-Tylko nie horror!-rzuciłam od razu.
-Proszę!-wyszczerzył się. Będę cię bronił.-zrobił minę szczeniaczka i przygarnął mnie do siebie.
-Oj dobra.
-Masz jakiś pomysł?-wstał.
-Nie specjalizuję się w tych gatunkach filmowych.-zawstydziłam się.
-Okey.-zaczął grzebać pod stołem. Noc żywych trupów czy sierociniec?-pokazał 2 płyty DVD.
-Sierociniec?
-Okey.-wzruszył ramionami i włączył film.
Nie było to nawet straszne,aż do momentu kiedy kobieta się powiesiła. Wtedy wtuliłam się w Kendalla,a jemu najwyraźniej się to spodobało. Nie wypuścił mnie z objęć,aż do końca filmu.
Kiedy leciały już napisy końcowe postanowiłam się zbierać.
-Odwiózł byś mnie?-spojrzałam na niego.
-Nie wolisz zostać na noc?-uśmiechnął się cwanie. Tam jeszcze pada.
-No dobrze,ale...
-Pożyczę ci coś do spania.-mrugnął.
-Dzięki.-zarumieniłam się. Gdzie mam spać?-wyplotłam się z jego objęć.
-U mnie. Ja położę się w salonie.-wzruszył ramionami.
-Gdzie masz toaletę?
-Na górze po prawej pierwsze drzwi.
-Okey.
-Zaprowadzę cię.-uśmiechnął się i ruszyliśmy na górę. Zaczekaj,skoczę po jakieś rzeczy dla ciebie.-uśmiechnął się i poszedł do pokoju. Podał mi rzeczy. Uśmiechnęłam się i weszłam do łazienki.
Pozwoliłam sobie wziąć prysznic. Odświeżona ubrałam koszulkę Kendalla. Była mi przydługawa,ale chyba o to chodzi. Wyszłam z pomieszczenia. Zeszłam na dół. Zatrzymałam się na schodach. Kendall odwrócił się w moją stronę. Stał w samych bokserkach. Cóż to jego dom,ale...Zaczęłam przyglądać się jego nagiemu torsowi.
-Domi!-zaczął machać ręką przed moimi oczami.
-Yyy...przepraszam.-potrzęsłam głową.Gdzie jest twój pokój?-poczułam gorąco na policzkach.
-Chodź.-zaśmiał się i weszliśmy na górę. To ten ostatni.-otworzył drzwi i weszliśmy.
-Ładnie tu.-uśmiechnęłam się. Kendall...
-Tak.spojrzał na mnie.
-Masz tutaj dużo miejsca...możesz zostać ze mną.-przygryzłam dolną wargę.
-Boisz się?-uśmiechnął się.
-Nie!-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Haha...-zaczął się śmiać.
-Ej...-podeszłam do niego i zamknęłam mu usta pocałunkiem. Odwzajemnił go. Podniósł mnie i położył na łóżku nie przestając całować...
___________________________________________________
Dzień doberek! :) Raczej dobry wieczór :P Jak się podoba rozdział? ^^ Specjalnie dla fanek związku Kendall i Dominic ;* Mam nadzieję,że mnie nie zabijecie za to i że się podobało :P. Cóż...
Strasznie przepraszam za opóźnienia, ale wiecie jak bywa ze szkoła itd.
Następny rozdział już niedługo ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)






