sobota, 16 maja 2015

Rozdział 35 "Zakupy z ciocią"

*Z pkt. Jade*
-Jade!-usłyszałam głos cioci, więc postanowiłam zejść na dół. Tam czekały Domi, Ely, Meg i ciocia.
-Tak?-złapałam się poręczy.
-Idziemy na zakupy. Idziesz też?-spytała Ely.
-Hmm...skończyła mi się mascara, mogę iść.-wzruszyłam ramionami.
-W takim razie leć się przebrać. Będziemy czekały w samochodzie.-uśmiechnęła się ciocia i wszystkie wyszły z domu.
Ruszyłam na górę, zaczęłam grzebać w szafie, aż w końcu znalazłam coś wygodnego. Zarzuciłam strój na siebie, zabrałam torebkę , pogłaskałam Tytuska i wybiegłam z pokoju.

*Z pkt.Jamesa*
-Hej!-przywitałem się z chłopakami.
-Siema!-odpowiedzieli chórem.
-Co tam?-spytał Logan.
-Nie odzywałeś się.-dodał Carlos przymrużając oczy.
-Wiem,ale wynagrodzę to.-uśmiechnąłem się.
-Jak?-zainteresował się Kendall.
-Organizuję taką małą imprezkę.
-Woo Hoo!-zawołali.
-Kiedy?-spytał Logan, sprawdzając godzinę na zegarku.
-Jutro?
-Tylko dla nas?-uśmiechnął się Carlos, a ja wzruszyłem ramionami.
-Okej, będziemy tylko w męskim gronie.-zaśmiał się Kendall.
-Hej! Może już wystarczy tych pogaduszek?! Zabierajcie się do pracy!-krzyknęła nasza pani choreograf.
-Jak rozkażesz!-ruszyliśmy do sali tanecznej.

*Z pkt. Jade*
-Zobacz jaka śliczna!-zawołała Meg.
-Piękna.-rzuciłam od niechcenia.
-Przymierz!-podała mi sukienkę.
-Nie mam kasy.-oddałam jej rzecz.
-Przymierzyć nie zaszkodzi.-uśmiechnęła się i popchnęła mnie w stronę przymierzalni.
Westchnęłam i zamknęłam się w kabinie. Zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam sukienkę. Poprawiłam dół i wyszłam się pokazać.
-No i jak?-założyłam ręce na boki.
-Świetnie leży.-uśmiechnęła się kręcono włosa.
-Tak myślisz?-odwróciłam się do niej plecami,żeby zobaczyć się w lustrze.
-No pewnie! Stworzona idealnie dla ciebie!
-Ale gdzie ja ją założę?-odwróciłam się, a na horyzoncie pojawiła się ciocia.
-Jade, jak ty ślicznie wyglądasz!-zawołała uśmiechnięta.
-Dziękuję.-moje policzki zaczerwieniły się.
-Musisz ją kupić!
-Nie mam pieniędzy, a z resztą i tak nie wiem kiedy bym ją założyła.-wzruszyłam ramionami i wróciłam do kabiny.
-Ja ci ją kupię!-zawołała ciocia.
Wychyliłam się za drzwi.
-Ciociu...
-Nie ma ciociu, tylko ją bierzesz!-uśmiechnęła się. Będę czekać przy kasie.-ruszyła w wymienionym kierunku.
Westchnęłam, a Meg cicho się zaśmiała.
-Lepiej nic nie mów!-zagroziłam jej, a ona podniosła ręce w geście obrony. Pokręciłam głową i zamknęłam się w przymierzalni. Przebrana ruszyłam do cioci, gdzie zostawiłam sukienkę i poszłam jeszcze z Meg zobaczyć bluzki.
-Ładna?-zapytała.
-Do czarnych spodni będzie idealna.-uśmiechnęłam się.
-A Losowi się spodoba?-spojrzała na mnie z miną zbitego pieska.
-On nie zwraca zbytniej uwagi na ciuchy, tylko na ciebie i jak się w nich czujesz.-uśmiechnęłam się, a ona pisnęła.
-Masz rację. Wezmę ją przyda się na spotkanie z klientami.-pognała do kasy, a ja ruszyłam za nią.
Na prawo od kasy dostrzegłam Ely i Domi ruszyłam do nich.
-Co tam?-zagadnęłam.
-Szukamy czegoś fajnego na randkę.-puściła mi oczko Ely.
-Z Loganem?-zaśmiałam się.
-Nie wiem, nie wiem.-również się zaśmiała.
-Co?!-zdezorientowała się Domi.
-Nie ważne.-Ely machnęła ręką.
-Zostawiam was same idę do Maggie.-uśmiechnęłam się i ruszyłam do przyjaciółki.
-Co u dziewczyn?-zapytała, gdy tylko mnie zauważyła.
-Szukają czegoś na randki. Kupiłaś już?
Pokiwała głową i wyszłyśmy przed sklep, gdzie czekała ciocia z kilkoma torbami.
Ciocia wyciągnęła jedną torbę do mnie, drugą do Meg.
-Ile pani oddać?-zapytała Meg wyciągając portfel.
-Nie przesadzaj kochana, to prezent.-uśmiechnęła się ciocia.
-Dziękuję. Ale może w zamian da się pani zaprosić na kawę?-uśmiechnęła się.
-Na małą mogę.-zaśmiała się.
Czekałyśmy jeszcze chwilę na Domi i Ely, a gdy wyszły udałyśmy się do kawiarni. Zajęłyśmy stolik pięcioosobowy. Kelnerka przyniosła na menu i dała chwilę na przejrzenie.
Kiedy byłyśmy gotowe, dziewczyna podeszła do nas.
-Mogę przyjąć zamówienie?
-Tak. Poprosimy gorącą czekoladę.-odpowiedziała Meg.
-Dla mnie kawałek szarlotki.-uśmiechnęła się Ely.
-Ja poproszę latte.-tym razem odezwała się Domi.
-Dla pani?-kelnerka zwróciła się do cioci, która przeglądała raz jeszcze menu.
-Hmm małą białą kawę.-uśmiechnęła się.
-I jeszcze deser lodowy.-przypomniałam się.
-Za chwileczkę podamy.-skłoniła się kelnerka i poszła oddać zamówienie.

***
Po zjedzeniu deseru wróciłyśmy do domu.
-Ciociu kiedy wyjeżdżasz?-zapytałam.
-Pojutrze.
-Już?!-jęknęły Ely i Meg.
-Spokojnie dziewczynki, jeszcze nie raz was odwiedzę.-uśmiechnęła się i przytuliła dziewczyny.
-To świetnie!-pisnęły.
-Może porozmawiamy o chłopaka?-ciocia odsunęła się od nich i poruszyła brwiami.
-Pewnie!-zawołały i ruszyły do salonu.
Ruszyłam zmęczona za nimi i rzuciłam się na fotel.
-Może zaczniesz?-ciocia najpierw zwróciła się do Ely.
-Mój chłopak nazywa się Logan.-uśmiechnęła się promiennie. Śpiewa w zespole, ma cudowny uśmiech...-rozmarzyła się.
Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
-Elizabeth chyba nam odleciała, może ty Meg coś nam opowiesz?-uśmiechnęła się.
-Mój chłopak nazywa się Carlos. Śpiewa w tym samym zespole co chłopak Ely. Co mogę o nim mówić? Jest idealny! Sama musiałaby go pani poznać.-zarumieniła się.
-Bardzo chętnie spotkam się ze wszystkimi.-zaśmiała się. A ty Dominic masz tutaj kogoś?
-Mamo...-zaśmiała się. 
-Córciu ja muszę wiedzieć o takich rzeczach.-zaczęłam zwijać się ze śmiechu.
-Mamo!!-pisnęła.
-Oj skarbie.-pogłaskała ją po ręce.
-Nic ci nie powiem.-uśmiechnęła się zadziornie.
-Domiś...-zrobiła minę szczeniaczka.
-Och no dobrze!-Domi nie umie odmówić swojej mamie. Mój chłopak nazywa się Kendall i gra w tym samym zespole co reszta, czyli w Big Time Rush. W sumie nie muszę ci nic mówić, bo ich znasz.-zaśmiała się.
-Ale jak to?-zdziwiła się.
-To zasługa Jade, bo w tym zespole śpiewa jej przyjaciel.-uśmiechnęła się Meg, a ja schowałam się za poduszkę.
-Uuuu jesteście razem?-ciocia zabrała moją tarczę.
-Nie, jesteśmy przyjaciółmi.-uśmiechnęłam się.
-Proszę Jade. Znam cię. Widać,że coś do niego czujesz.-puściła oczko.
-Oj tam.-machnęłam ręką. Idę do siebie.
Uciekłam stamtąd jak najszybciej się dało. Mam nadzieję,że nie widziały mojej twarzy. Ja i James jesteśmy tylko przyjaciółmi...
____________________________________________________

Hej! :) Przepraszam za małe spóźnienie :/ 
Jak rozdział? Dla mnie rewelacji nie robi, ale ja nigdy nie jestem z siebie zadowolona xD

Jak to jest,że jeśli dodam limit może przybyć 9 komentarzy? :3 A jak nie daję to są czasami ledwo 4? Widzę,że limit to dobre wyjście ^^. 

Okej z mojej strony to tyle :) Dzięki jeszcze za te 9 komentarzy :*. Do zobaczenie :**. 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 34 "Czy w tym mieście można dostać pracę?!"

*Z pkt. Jade*
-Tak!-usłyszałam dobiegający krzyk z łazienki.
Zdziwiona zawróciłam i zapukałam lekko w drzwi.
-Wszystko okej?-przysunęłam ucho do drzwi.
Usłyszałam przekręcenie zamka. Odsunęłam się.
-Tak.-z łazienki wyszła Domi, a ja zrobiłam zdziwioną minę. Idę do pokoju.-machnęła ręką i zniknęła mi z oczu.
-Okej.-odpowiedziałam sama do siebie w lekkim szoku i zeszłam do salonu. Na kanapie siedziała ciocia i Meg. Były bardzo pochłonięte rozmową, więc nie chcąc im przeszkadzać wycofałam się do kuchni. Wyjęłam z lodówki butelkę wody i usiadłam na krześle. Po chwili w kuchni zjawiła się kuzynka.
-Hej!-przywitała się.
Widziałyśmy się przecież, ale kuzynka myślała pewnie o czymś zupełnie innym. Co się z nią dzieje?
-Hej.
-Co tam?-zabrała z koszyczka jabłko.
-Dobrze.-wzruszyłam ramionami. A co u ciebie? Jesteś jakaś szczęśliwa.-wzięłam łyk wody.
-Nie ważne, znaczy się to nic takiego.-zachichotała i machnęła ręką opuszczając pomieszczenie.
Znowu zostawiła mnie zdziwioną. Powinna znaleźć jakiegoś psychologa. Pokręciłam głową.
-Do widzenia!-usłyszałam głos Meg.
Zapewne wychodziła do pracy. Wstałam z krzesła.
-Do widzenia!-odkrzyknęła ciocia. Drzwi się zamknęły.
Ruszyłam swój zadek i poszłam do swojego pokoju. Zastałam tam Tytusa, który w najlepsze sobie spał. Takiemu to dobrze. Uśmiechnęłam się. Po cichu przeszłam do biurka i włączyłam laptop. Usiadłam na obrotowym krześle i zalogowałam się. Wpisałam adres google.com i zaczęłam szukać ogłoszeń o pracę. Znalazłam wiele ofert, ale jedna przypadła mi do gustu, więc wzięłam telefon i wstukałam numer widniejący na stronie. Sprawdziłam go jeszcze raz i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po dwóch sygnałach odezwał się damski głos.
-Dzień dobry! Naomi Knight w czym mogę pomóc?
-Dzień dobry! Dzwonię w sprawie castingu...-otworzyłam notatnik i zabrałam długopis z przybornika.
-Niestety, ale posiada pani błędne dane. Ostatni casting odbył się tydzień temu.-zamilkła. Chwilowo nie mamy nic nowego.-słyszałam jak przewraca jakieś papiery.
-Och to szkoda. No nic. Dziękuję bardzo.-starałam się nie brzmieć na smutną.
-Proszę spróbować zadzwonić za miesiąc.
-Dobrze. Do widzenia.
-Do widzenia.
Rozłączyłam się.
Znowu klapa. Czy w tym mieście można dostać pracę?! Na zrelaksowanie zabrałam z szafki aparat i ruszyłam na spacer do parku.

*10 minut później...*
Chodziłam po parku i robiłam zdjęcia. Trochę mnie to odprężyło. Ale moje myśli dalej kłębiły się wokół mojej nie pracy. Westchnęła. Chwila...Może zostanę fotografem? To wcale nie byłby głupi pomysł. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak bardzo się zamyśliłam, że na kogoś wpadłam.
-Przepraszam!-spuściłam głowę.
-Nic ci się nie stało?-podniosłam głowę.
Przede mną stał wysoki brunet o zielono-niebieskich oczach. Był całkiem przystojny.
-Jade?!-podał mi rękę.
Chwyciłam ją niepewnie i pokiwałam głową.
-Znamy się?-przekrzywiłam głowę.
-Conor! Nie pamiętasz?-zaśmiał się i zaczął gestykulować.
Conor?! Ten Conor?! Conor Slim?! Mój odwieczny wróg ze szkoły?! Otworzyłam szeroko usta, ale szybko się opamiętałam i zamknęłam je z powrotem.
-Conor Slim?-upewniłam się.
-Tak!
Kurczę. Jaki on przystojny i umięśniony. Spojrzałam na jego koszulkę. Była lekko przepocona, co mogło świadczyć o tym,że biegał. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Zamrugałam gwałtownie spoglądając na jego twarz, Zarumieniła się.
-Mieszkasz tutaj?-zagadnął.
-Od jakiegoś czasu.-uśmiechnęłam się. A ty co tutaj robisz?
-Przyjechałem do dziewczyny.-powiedział dumnie.
-Ooo...a dalej mieszkasz w Nowym Jorku?
-Nie przeprowadziłem się do Los Angeles miesiąc temu na stałe.-uśmiechnął się.
-To super! To miasto jest świetne!-uśmiechnęłam się.
Może trochę kłamałam, bo w końcu nie dostałam tu żadnej pracy, ale te wszystkie widoki, sklepy...
-Trochę się zagadałem.-spojrzał na zegarek na ręce. Muszę lecieć. Do zobaczenia.-pomachał mi i pobiegł.
-Do zobaczenia!-zawołałam za nim.
Ciekawe kto jeszcze się tutaj przeprowadził. Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę fontanny.

*Z pkt. Jamesa*
Od jakiegoś czasu dawno nie rozmawiałem z Ciarą, Jade i dziewczynami. Czas to zmienić! Wstałem z kanapy. Zorganizuję imprezę! Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem na górę. Czas,żeby tam trochę posprzątać.
_____________________________________________
Hej! :)

Jeśli ktoś chce,żebym go powiadamiała o nowych rozdziałach (bo wiem jak to bywa z pamięciom ^^) niech zostawi adres bloga, maila lub ewentualnie numer gg ;)
Chcę również przeprosić za moją nieobecność i niepunktualność na blogach :/ miałam sporo na głowie przed egzaminami :/ Ale już po, więc mam nadzieję,że następne rozdziały będą w terminie. Jeszcze raz bardzo PRZEPRASZAM za spóźnienie.

Nie wiem czy jeszcze miałam coś napisać...eh jak mi się przypomni ewentualnie dopiszę xD.

Następny rozdział za 5 komentarzy!!

Już chyba wiem co chciałam napisać! :P
Co do nowego bloga...to nie jestem do końca zadowolona...zrobiłyście mi mętlik w głowie xD Widać,że również  nie jesteście zdecydowane ;) w takim razie efekty nowej pracy ujawnię może jakoś w pierwszej połowie maja. :) ale to może ^^.

Dzięki za przeczytanie i skomentowanie! :* Mam nadzieję,że ktoś o tym blogu jeszcze pamięta ^^.

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 33 "I bądź tu człowieku mądry,czyli jak się nie załamać psychicznie."

*Z pkt. Jade*
-Ona...-urwała i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Ja również tam spojrzałam.
-O wilku mowa.-szepnęłam, a blondynka ruszyła w naszą stronę.
-Cóż za zbieg okoliczności.-uśmiechnęła się szyderczo.
Zrobiło mi się niedobrze na sam jej widok. Czego ona chce?
-Śledzisz mnie?-spytała przestraszona Ciara.
-Oj głupiutka. Przyszłam na kawę.-zaśmiała się.
-To dlaczego jesteś przy naszym stoliku?-spytałam zirytowana i wstałam. Kasa jest tam!-wskazałam palcem sprzedawce za ladą.
-Nie unoś się tak. Spokojnie.-była w dziwnie dobrym nastroju. Żegnam!-odrzuciła włosy do tyłu i odeszła.
Ugh! Co za! Chętnie odcięłabym jej te włosy.
-Jędza!-powiedziałam, a Ciara pokiwała głową. Czego ona chce?
-Ona...-zawahała się. Przyrzeknij,że nikomu nie powiesz.-spojrzała na mnie błagalnie.
-Przyrzekam.-pokiwałam głową i położyłam rękę na sercu.
-Ona mnie szantażuje.-szepnęła i spuściła głowę.
-Jak to?!
-Kazała mi się ciebie pozbyć, ale ja nie mogę.-zaczęła płakać.
Wstałam i usiadłam na jej kanapie. Objęłam ją ramieniem.
-Musisz to zgłosić na policję!
-Nie mogę!
-Dlaczego?!
-Bo mnie zabije! Jak nie ona to jej facet!-zaniosła się większym płaczem.
Zaczęłam głaskać ją po plecach. Cholera jasna. To już jest przegięcie. Rozumiem,że mnie nienawidzi, ale może to załatwić sama. Chyba,że najwyraźniej się boi. Westchnęłam.
-Co ja mam zrobić?-spojrzała na mnie spłakana.
-Nie odbieraj od niej niczego.-pokiwała głową. Odwiozę cię do domu.-wstałam razem z nią i poszłyśmy do samochodu.

*Z pkt. Dominic*
-Nie panikuj!-powiedział Kendall.
-Jak mam nie panikować?!-chodziłam nerwowo po salonie.
-Może nie jesteś.-wstał i podszedł do mnie.
-A jeśli tak.-miałam łzy w oczach.
Objął mnie w talii.
-Nadal będę cię kochał.-uśmiechnęła się i pocałował mnie w policzek.
-Ale ja nie chcę!-zaczęłam płakać, a on wziął mnie na ręce i posadził na kanapie.
-Hormony ci buzują!-zaśmiał się.
-Kendall!-dostał z łokcia w brzuch.
-Oj przepraszam!-nachylił się i pocałował mnie w głowę.
-Co powie moja mama?! Nie mam nawet pracy! Pieniędzy!-zakryłam dłońmi twarz.
-Poradzimy sobie o to akurat się nie martw.-przytulił mnie. Miałaś jakieś objawy?
-Nie...
-Więc nie panikuj.-pocałował mnie w głowę.
Westchnęłam. Nie miałam sił, żeby krzyczeć.
-Uspokój się i nie myśl o tym. Co będzie to będzie. Damy sobie radę. Kocham cię!-odsunął mnie od siebie i złapała podbródek,żebym na niego spojrzała. Uśmiechnęłam się przez łzy. Starł je kciukiem i również się uśmiechnął.
-Też cię kocham Kendall.-nachyliłam się i pocałowałam go.
-Chcesz herbaty?
-Chętnie.-wstał z kanapy i poszedł do kuchni.

*Z pkt. Jade*
Odprowadził Ciarę do domu i wróciłam do samochodu. Powoli zaczęła się uspokajać i zasnęła. Chyba zadzwonię później do Jamesa, żeby do niej zajrzał. W końcu się o nią martwi. Zanim zdążyłam odpalić silnik zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
-Hej Jade!
-Hej Ely!
-Mogłabyś po mnie przyjechać? Oczywiście jeśli nic nie robisz.
-Jasne będę za 15 minut. Pod studio?
-Tak. Dzięki.-rozłączyła się, a ja zapaliłam silnik i ruszyłam po przyjaciółkę.

*15 minut później...*
-Jak w pracy?-spytałam, gdy wsiadła.
-Eh masakra! Dostałam jakąś starą aktorkę, która strasznie się rządzi.-zapięła pas.
-Nie dogadacie się.-nacisnęłam gaz i odjechałam z pod studnia.
-Dokładnie.
-Jesteś głodna?
-Trochę. A co u ciebie?
-Ehh masakra. Jedziemy na sushi?-uśmiechnęłam się lekko.
-Jasne czemu nie.-pokiwała głową. Tam mi wszystko powiesz?
-Może nie wszystko.-skręciłam na światłach w prawo.
-Jasne.

*Z pkt. Dominic*
-Zostajesz na noc?-spytał Kendall kiedy skończył się film.
-Nie mogę.-odchyliłam się. Mama przyjechała.
-To cię odwiozę.-pogłaskał mnie po ręce.
-Spacer chyba lepiej mi zrobi.-uśmiechnęłam się.
-Ale...
-Cii...-zamknęłam jego usta pocałunkiem. Uśmiechnął się.
-W takim razie cię odprowadzę.-objął mnie ramieniem.
-Oki.-pisnęłam i powoli wstaliśmy udając się do drzwi.

*Z pkt. Jade*
-Poprosimy dwa razy specjał dnia.-powiedziała Ely i uśmiechnęła się zalotnie do kelnera.
-Postaramy się podać jak najszybciej.-zamknął menu i puścił jej oczko.
Kiedy się oddalił kopnęłam ją pod stołem.
-Ałaaa!-popatrzała na mnie.
-Nie flirtuj! Masz przecież faceta.-przewróciła oczami.
-Powiesz mi co się stało?-oddalił tamten temat na inny tor.
-Chodzi o Ciarę.-posmutniałam lekko.
-Co z nią?-przestraszyła się.
-Ma kłopoty.
-James zrobił jej dziecko?!-krzyknęła, ale zaraz zakryła dłońmi usta.
-Co?! Nie!-pokręciłam przecząco głową.
-To w takim razie co?-skrzyżowała ręce na piersi.
-Halston ją zastrasza.
-A to...-urwała.
Zjawił się kelner z naszym zamówieniem.
-Dziękujemy.-uśmiechnęłam się, a on odszedł.
-A James wie?-wzięła swoją porcję.
-Nie.
-To może niech mu powie?
-Ja chciałam mu powiedzieć, ale nie wiem czy to dobry pomysł.-skrzywiłam się, a Ely patrzała na mnie, więc kontynuowałam. Nie chcę go w to mieszać. Już ma wystarczająco dużo problemu przez Halston.-wzięłam się za jedzenie swojej porcji.
-Hmm...-zamyśliła się i zjadła kawałek. W sumie, ale jest facetem.-wzruszyła ramionami.
-To nie ma nic wspólne czy jest facetem.-prychnęłam.
-Wątpisz w jego męskość?-zaśmiała się.
-Och nie! Uważaj, bo się zadławisz!-wystawiłam język.
Po chwili moje przyjaciółka zaczęła się krztusić. Wybuchnęłam śmiechem. Widzisz Ely! Nie wątpię w jego męskość. Wystawiłam język w swojej głowie.
      Po zjedzeniu i oczywiście małych sprzeczkach wróciłyśmy zadowolone do domu.
____________________________________________________

Jak rozdział? Spodziewałyście się takiej akcji :P. Czekam na wasze komentarze ^^.

PYTANIE DO CZYTELNIKÓW!

Otóż jak głosi nagłówek ^^ mam pytanie. Chciałybyście poczytać coś nowego? ;) Tylko muszę mieć pewność, że ktoś to będzie czytał xD. Otóż mam parę pomysłów co do nowych blogów...Mianowicie mam ich aż 3! Tsaaaa nie mam co robić, ale to mój mózg myśli :P Okej...
Pierwsza historia:
Aktualizacja "Zakazanego Owocu", czyli opowiadanie o dziewczynie, która schodzi na złą drogę. Jest zaplątana w świat narkotyków itd.: ^^.
Druga historia:
Przeróbka "Zagubionej" tylko tym razem z innymi postaciami ^^.
Trzecia historia:
Jakieś fantasy...nie mam co do końca jeszcze zaplanowanej akcji ^^.

Jeśli coś Was zaciekawiło napiszcie w komentarzu :) a ja postaram się to przemyśleć i może niedługo pojawi się nowy blog :3.

Dzięki za przeczytanie :*.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 32 "Przyjazd cioci Violetty"

*Z pkt. Jade*
-Domi pośpiesz się! Zaraz spóźnimy się na lotnisko!-zawołałam z dołu patrząc na mój zegarek na ręce.
Dostałam od cioci. Wypadałoby dzisiaj mieć coś od niej chociaż,żeby tylko tak. Tupałam nogą. Jest 10:00, a mamy się pojawić za 20 minut! Jeszcze są takie korki. Jęknęłam.
-Idę!-krzyknęła zbiegając ze schodów.
-Już gotowa?
-Czy ja wiem...-zawahała się.
-To twoja mama, weź się uśmiechnij.-podniosłam jej kąciki ust do góry.
-Dobra.-założyła ręce na piersi, a ja zabrałam kluczyki z samochodu Ely.
Zakluczyłyśmy drzwi i pojechałyśmy na lotnisko.
                          Na miejsce dotarłyśmy w znakomitym czasie. Miałyśmy jeszcze 5 minut. Weszłyśmy na lotnisko. Ciocia już siedziała na jednym z krzeseł, a obok niej Tytus.
-Cześć cioci!-zawołałam i podbiegłam do niej.
Za plecami słyszałam burczenie, ale nie odwróciłam się. Kobieta wstała i z uśmiechem mnie uściskała.Tytus zaczął szczekać.
-Och Jade!-pocałowała mnie w policzek.
-Miło cię widzieć.-uśmiechnęłam się. Hej Tytusku!-schyliłam się,żeby pogłaskać psa.
-Dominica!-zawołała radośnie, a blondynka wysiliła się na uśmiech,
-Tytus, ale wyrosłeś.-zaśmiałam się, a psiak zaczął mnie lizać. Wzięłam go na ręce i wyściskałam.
-Jade mam też twoją gitarę.-rzuciła ciocia.
-Na prawdę?! Nie musiałaś!-przytuliłam ją jedną ręka.
-Możemy już jechać?-spytała Domi ze skrzyżowanym rękami.
Co ją ugryzło? Nigdy się tak nie zachowuje, a już tym bardziej jak jest jej mama. Coś musiało się chyba stać. Ciocia zabrała swoje torby i ruszyłyśmy do samochodu.
-Co ją ugryzło?-szepnęła rodzicielka kuzynki.
-Nie mam pojęcia,-wzruszyłam ramionami.
Otworzyłam samochód i wrzuciłam torby cioci do bagażnika. Na szczęście się zmieścił. Odetchnęłam z ulgą i usiadłam za kierownicą. Miejsce pasażera zajęła ciocia, a Domi i Tytus siedzieli z tyłu. Zapaliłam silnik i wyjechałam na autostradę.
-Dobrze wam się mieszka?-zagadnęła.
-Tak. Koleżanki Jade są świetne.-powiedziała Domi.
-Tak się cieszę skarbie,że się z nimi zaprzyjaźniłaś.-ciocia odwróciła się do niej z uśmiechem. Muszę je poznać.-zaśmiała się.
-Już wkrótce.-uśmiechnęłam się.
-Oj strasznie za wami tęskniłam dziewczynki. Tytusek tak samo.-szczeknął i wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
-Pozwolili ci z nim lecieć?-spytała zmieniając bieg.
-Musieli. Bez niego bym nie przyleciała.-uśmiechnęła się.
-Cioci jesteś świetna.-uśmiechnęłam się, a ona poklepał mnie po ramieniu.
-Kochanie dlaczego nic nie mówisz?-odwróciła się, a ja obserwowałam kuzynkę w lusterku.
-Mamo co mam mówić?-pokręciła oczami.
-Dobrze potem porozmawiamy.
Atmosfera w samochodzie była napięta. Uchyliłam lekko okno,żeby wpuścić tutaj powietrze. Może Domi się uspokoi. Co ją ugryzło? Nie poznaję jej.
                           Zaparkowałam pod domem. Pomogłam wyciągnąć cioci walizki i ruszyłyśmy do domu. Tytuska wypuściłam w ogrodzie. Niech się chłopak trochę wybiega. Później go zawołałam i grzecznie przyczłapał do domu. Kochany psiak. Merdał ogonkiem i poszedł zaznajomić się z domem.
-Cioci chcesz zobaczyć pokój?-zapytałam.
-Pewnie!-uśmiechnęła się i ruszyłam z nią za kuchnię.
Tam znajdował się mały pokoik gościnny. Meg go urządziła, gdyby zjawił się tutaj ktoś z rodziny. To był świetny pomysł, ale jeszcze nigdy go nie wykorzystał. Ciocia będzie pierwsza. Otworzyłam drzwi.
-Jaki piękny*!-zachwyciła się i upuściła walizki.
-To zasługa Meggie.-oznajmiła Domi, która zjawiła się za moimi plecami.
-Świetny.
-Na pewno się ucieszy.-uśmiechnęłam się. Zostawimy cię samą. Rozpakuj się i zdrzemnij.-puściłam jej oczko i zamknęłam drzwi. Zabrałam legowisko Tytuska, które ciocia zostawiła w salonie i zaniosłam je do swojego pokoju. Pewnie i tak nie będzie w nim spał no,ale trudno. Zabrałam jeszcze laptopa i wróciłam na dół.
-Jesteś głodna?-zawołała Domi z kuchni.
-A co robisz?-usiadłam na kanapie i odpaliłam urządzenie.
-Warzywa na parze!
-To mogę zjeść!-wzruszyłam ramionami i wpisałam hasło.
Rozsiadłam się na kanapie, a po chwili obok mnie siedział już Tytus. Co za psiak. Pogłaskałam go po główce, a on obrócił się kilka razy i położył na moim biodrze. Po chwili zaczął szczekać. Do salonu weszła Meg.
-Tytus!-schyliła się, a pies zeskoczył i podbiegł do niej. Zaczęła go głaskać, a on ją lizał. Hej!-zwołała.
-Hej!-odrzuciłam. Jak w pracy?
-Spotkanie z prezesem na temat mieszkania prezydenta.-opadła na fotel.
-Uuu...-powiedziałam zaskoczona.
-Zachciało mu się nowego wnętrza.-prychnęła i ściągnęła szpilki. Rzuciła je w kąt.
-O hej Meg!-w salonie pojawiła się Domi z jedzeniem.
-Hej.
-Jesteś głodna?-blondynka postawiła na stole talerz.
-Bardzo!-zaśmiałyśmy się wszystkie.
-To dobrze, w takim razie chodźcie zjeść do kuchni.
Meg z Domi już poszły, ja musiałam się wygramolić. Odstawiłam laptopa na stół. Wstałam i zabrałam swój talerz. W końcu mogłam iść do kuchni. Usiadłam koło Meg, która jadła ze smakiem. Dominic była zadowolona ze swoich umiejętności gotowania.
-Twoja mama już przyleciała?-odezwała się Meg.
-Tak. O której wraca Ely?-sprytnie wymieniła zdanie.
-Chyba za dwie godziny, a co?
-A tak pytam.-wzruszyłam ramionami i odniosła talerz do zlewu.
-Co jej jest?-szepnęła mi na ucho brunetka.
-Nie mam pojęcia. Zachowuje się tak dziwnie już od rana.-także szepnęłam chodź Domi nie była już w tym samym pomieszczeniu co my.
-Coś musi być na rzeczy! Może ma jakiś problem?-nabiła brokuła na widelec.
-Z Kendallem?-poddałam pomysł.
-Nie wiem czy akurat z nim, ale coś nie gra.
-Mam iść sprawdzić?-zrzuciłam jedną nogę z krzesła barowego.
-Nie.-złapała mnie za ramię.
Poprawiłam się na krześle.
-Zostawmy ją samą, jeśli będzie chciała sama nam powie.-uśmiechnęła się. A teraz jeśli pozwolisz pójdę wziąć kąpiel.-poklepała mnie po plecach. Wzięła swój talerz odłożyła go do zlewu i poszła na górę.
Jeśli nawet Meg zauważyła, że jest coś nie tak z Domi to faktycznie musi być coś na rzeczy. Tylko co? Muszę potem sprawdzić co się dzieje. Wróciłam do salonu i wzięłam laptop. Usiadłam na kanapie. Otworzyłam Facebook'a, przejrzałam aktualności i polubiłam parę strony. Chwilę później dostałam wiadomość od Ciary.
C: Hej! :)
J: Hej! :)
C: Robisz coś dzisiaj?
J: Raczej nie, a coś się stało?
C: Nic :) Chciałam spytać czy byśmy może nie wyskoczyły na kawę :)
J: Czemu nie :)
C: To w takim razie Starbucks o 15:00? ;)
J: Jasne :D
C: Okey to do zobaczenia :*
J: Pa :*
Spojrzałam na zegarek. 14:00. Mam jeszcze godzinę. Wyłączyłam laptopa i zaniosłam go do pokoju.

*Z pkt. Dominic*
-Proszę cię odbierz!-mówiłam do słuchawki.
-Domi! Co jest?-usłyszałam jego głos.
Poczułam się mniej zestresowana, ale nadal jednak byłam. Co ja mam robić? Powiedzieć mu? Przełknęłam głośno ślinę.
-Spóźnia mi się.-westchnęłam i opadłam na łóżko.
W oczach zaczęły zbierać się łzy. Oddychałam szybko,żeby się nie rozpłakać.
-Alee...
-Kendall!-niestety łzy wypłynęły na powierzchnię.
-Domi ciii uspokój się. Wszystko będzie dobrze.-miał cichy głos. Ledwie go słyszałam. Pociągnęłam nosem.
-Nie będzie!
-Wpadnij do mnie za godzinę.
-Okej.-chlipnęłam i rozłączyłam się.
Kendall był chyba równie zdezorientowany jak ja. Nie winię go za to, bo co może powiedzieć w takiej sytuacji? Ale jednak poczułam się źle jak tak dziwnie mnie potraktował.
Być może panikuję za bardzo, ale co jeśli jestem w ciąży?! Mam 23 lata! Nie chcę jeszcze dziecka. Nie mam nawet pracy. Położyłam się na łóżku i starałam się uspokoić.

*Z pkt. Jade*
Czekałam już na Ciarę pod naszym miejscem spotkania. Sprawdziłam godzinę. 15:05.
-Hej sorki za spóźnienie!-uśmiechnęła się przepraszająco.
-Spoko.-przytuliłyśmy się. Chcesz o czymś pogadać?
-Może w środku.-rozejrzała się.
-Jasne.
Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy stolik z kanapami.
-Chodzi o Halston.-szepnęła nie patrząc na mnie.
-Co się stało?-zdziwiłam się.
Mają jakiś sojusz? Nie. To raczej nie podobne do Ciary. Jest za nieśmiała. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale nie.
-Ona...-urwała i rozejrzała się po pomieszczeniu. Nagle jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Ja również tam spojrzałam.
______________________________________
Hej!
Oto ostatni rozdział na ferie. Niestety już mi się skończyły :( Co to było te dwa tygodnie? Nie może być miesiąc! Ehh...
Jak rozdział? Podoba się? Chyba nawet długi ^^. Wiem,że narobiłam teraz trochę zamieszania i w ogóle :P ale chyba wszystko się powyjaśnia (mam nadzieję ^^) Odpowiedzi dopiero w marcu :/.

Wszystkim którzy będą zaczynać ferie życzę dobrego odpoczynku! Należy się :*.

*-oczywiście ten pokój bez kota ^^

Okej ode mnie to wszystko, do zobaczenia xo.

Ps. Zapraszam na mojego nowego bloga, bo nie wiem czy go dalej prowadzić :/.

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 31 "Nie ma żadnych NAS!"

*Z pkt. Jamesa*
Po wyjściu dziewczyn , ja i Ciara także zaczęliśmy się zbierać. Wyszliśmy z domu Logana i udaliśmy się w kierunku samochodu. Dużo myślałem.
-Ciara.-zatrzymałem się.
-Tak?-spojrzała na mnie przez ramię.
-Mogę cię o coś zapytać?-podszedłem bliżej niej.
-Śmiało.-odwróciła się w moją stronę z uśmiechem.
-Yyy..-zaciąłem się.
Czuję się jak kretyn! Dawaj Maslow! Dasz radę! Zachęcała mnie moja podświadomość. Westchnąłem.
-O co chodzi?-uniosła brwi.
-A już nic zapomniałem.-machnąłem ręką i wyminąłem ją.
Cholera! Co się ze mną dzieje?! Zrobiłem z siebie kompletnego durnia! Spaprałem okazję. Przecież to miało być pięć słów. "Pójdziesz ze mną na randkę?" To takie trudne Maslow?! Miałem ochotę się na siebie wydrzeć. Otworzyłem drzwi od strony pasażera i czekałem, aż Ciara wsiądzie. Następnie je zamknąłem i okrążyłem samochód. Westchnąłem i wskoczyłem za kierownicę. Nasza droga trwała w głuchej ciszy. Trochę mi to przeszkadzało, ale wolałem się już dziś w ogóle nie odzywać. Już wystarczająco się upokorzyłem.
Zaparkowałem pod jej domem. Pożegnała się ze mną całusem w policzek. Uśmiechnąłem się smutno, ale chyba tego nie zauważyła. Całe szczęście. Pomachała mi i wyszła. Czekałem, aż wejdzie do domu. Położyłem głowę na kierownicę. Cholera! Cholera! Cholera! Czemu mnie tak przy niej zatkało?! Przecież nigdy coś takiego mi się nie zdarza. Westchnąłem. Podniosłem głowę i wyjechałem na ulicę. Włączyłem radio i zatraciłem się w muzyce. To najlepsze lekarstwo.
                     Kiedy dotarłem do domu wziąłem prysznic. Musiałem wszystko przemyśleć. Ale tak mi się nie chciało. Ale musiałem. Po najdłuższym prysznicu świata na nic mądrego nie wpadłem. Trudno. Najwyżej będę skończonym singlem w show biznesie. Westchnąłem. Poszedłem do sypialni skąd wziąłem czystą koszulę i spodnie. Przebrany zszedłem na dół. Usiadłem w ulubionym fotelu i włączyłem telewizor. Brakowało mi czegoś. Zamyśliłem się. Wstałem i poszedłem do kuchni Zgarnąłem orzeszki z półki i wsypałem je do miski. Oto właśnie chodziło! Wróciłem do salonu i zająłem to samo miejsce. Przełączyłem kanał na KSW. Co?! Człowiek nie może pooglądać?
Długo jednak nie oglądałem. Co znowu! Wyciągnąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem na wyświetlaczu kto dzwoni. Nie miałem ochoty rozmawiać, ale posłuchałem rady Jade. Muszę dać Halston jakąś szanse na wytłumaczenie choć mało mnie ona obchodzi. No, ale cóż. Odebrałem.
J: Tak?
H: Hej, możemy porozmawiać?
J: Słucham.
H: Mogę do ciebie wpaść?
J: Jeśli to konieczne. Bądź za godzinę.
H: Okej. Pa.
J: Do zobaczenia.
Rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni. Nie miałem humoru do rozmów, ale w końcu trzeba to załatwić. Westchnąłem. Wyłączyłem telewizor i zabrałem się za sprzątanie.

*Z pkt. Jade*
-Przełącz na coś innego!-powiedziała Domi, a Ely zmieniła kanał.
-Prawda,że Ciara jest fajna.-wypaliłam, a dziewczyny spojrzały na mnie w szoku.
Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. No co? Ja lubię Ciarę.
-Dobrze się czujesz?-Meg dotknęła mojej głowy.
-Świetnie!-uśmiechnęłam się.
-No jest nawet miła.-powiedziała Domi.
-Cii...-uciszyła nas Elizabeth.
-Pretty Little Liars!-krzyknęłyśmy.
-No przecież mówię cii...-oburzyła się Ely.
Wszystkie usiadłyśmy wygonie i zaczęłyśmy oglądać serial.

*Z pkt. Jamesa*
Po wysprzątaniu usiadłem w salonie. Napracowałem się. Żałuję, że dałem swojej gosposi wolne, ale jej przecież od życia też się coś należy. Jęknąłem, bo usłyszałem dzwonek do drzwi. Wstałem niechętnie i poszedłem otworzyć.
-Cześć!-przywitała mnie uśmiechnięta Hal.
-Cześć! Wejdź.-odsunąłem się robiąc jej przejście.
Chciała mnie pocałować w policzek, ale się odsunąłem. Zaprowadziłem ją do salonu. Usiadłem w fotelu a ona na kanapie.
-To o czym chcesz rozmawiać?-założyłem nogę na nogę.
-O nas.-szepnęła i spojrzała na mnie smutna.
-O nas?! Nie ma żadnych NAS!-krzyknąłem.
Zaraz nie wytrzymam! Przecież to ona mnie zdradziła! Jak mogę być znowu z kimś to taki perfidnie mnie oszukiwał? Nie nabiorę się już więcej na te jej gierki.
-James proszę cię!-złapała moją rękę, ale szybko ją zabrałem.
-Nie! Masz coś jeszcze do powiedzenia?-skrzyżowałem ręce na piersi.
-Dasz mi szansę?-szepnęła ledwo słyszalnie.
-Szansę?! Dziewczyno czy ty siebie słyszysz?! Mam ci dać szansę po tym jak pieprzyłaś się z Efronem w moim domu?!-wrzasnąłem.
Przez te cholerne wydarzenie musiałem zmieniać łóżko. Z resztą i tak się wyprowadzam. Nie chcę już mieć nic wspólnego z Halston Sage!
-James.-mówiła załamującym się głosem.
-Daj mi spokój!
-To wszystko wina Jade!
-Nie mieszaj jej do tego!-wstałem.
-Ona to wszystko uknuła! Nie rozumiesz!-również wstała. Wynajęła Efrona, żeby mnie uwiódł!-tłumaczyła się.
-Masz jeszcze czelność tutaj przychodzić i kłamać mi w żywe oczy?!-złapałem ją za ramiona.
-James ja...-spuściła głowę.
-Wyjdź!-puściłem ją, a ona wybiegła.
Trzasnęła drzwiami. Wziąłem wdech. Muszę się uspokoić. Jaki ona ma tupet,żeby tutaj przychodzić i oskarżać Jade. Miarka się przebrała. Nie wybaczę jej! Trudno. Będę żył z wściekłością do niej już do końca życia. Ale moje życie pewnie kiedyś się ułoży. Poszedłem przekręcić mieszkanie, a następnie musiałem się zrelaksować. Wyjąłem z barku butelkę whisky i poszedłem z nią na górę. Może jakoś się uspokoję.
______________________________________
Da dam!
Hej!
Jak się wam podobało? :) Końcówka jest taka sobie :/ Robię z Jamesa alkoholika ^^. No nie ładnie :P. Nie no żartuję to był tylko jednorazowy incydent, przynajmniej mam nadzieję :P. Cóż...Z Halston jeszcze wiele się wydarz, ale nie będę spojlerować xD. Czekajcie na nexta :*.
Ostatni rozdział na ferie pojawi się 13.02 (piątek) jeśli będzie przynajmniej 4 komentarze!
Pod ostatnim postem były tylko 2 :(. Czyżby już nikt nie czytał tego bloga? :'(


czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 30 "Czy Ciara no wiesz..."

*Z pkt.Jade*
Obudziły mnie dziwne odgłosy dobiegające z kuchni. Zerknęłam na telefon. 6:00. Matko! Kto nie może spać?! Zwlokłam się z kanapy, poprawiłam włosy i poszłam do kuchni, gdzie zastałam Jamesa.
-Co ty robisz? Czemu nie śpisz? Wiesz, że jest 6:00!-szepnęłam będąc obok niego.
-Jade!-podskoczył na krześle. Nie strasz mnie.-uśmiechnął się i ziewnął.
-Ktoś się chyba nie wyspał?-nalałam sobie kawy do jednego z kubków.
-Trochę! Z resztą nie ważne...-machnął ręką. A dlaczego nie śpisz?
-Przez ciebie!-usiadłam naprzeciwko niego.
-Przepraszam.-poprawił włosy.
-Trudno.-wzruszyłam ramionami i upiłam łyk kawy.
-Mogę cię o coś zapytać?-zaczął zmieszany.
-Jasne. Słucham.-odłożyłam kubek na blat.
-Czy Ciara no wiesz...mówiła coś o mnie?-podrapał się po karku.
-To sprawy prywatne.-wystawiłam język.
-No Jade! Proszę!-zrobił minę szczeniaczka.
-Nie mogę wyjawić tajemnicy koleżanki.
-Wiesz co?-oburzył się.
-Słucham?-uśmiechnęłam się. Skoro chcesz wiedzieć sam jej zapytaj.-napiłam się, a on już nie odpowiedział.
Ktoś zaczął schodzić po schodach. W kuchni pojawiła się Domi.
-Hejka!
-Hej!-odpowiedziałam z Jamesem.
-Już nie śpicie?-zdziwiła się.
-O to samo możemy zapytać ciebie.-założyłam ręce na piersi.
-Mniejsza.-machnęła ręką. Mama do mnie dzwoniła i to mnie obudziło.-usiadła obok Jamesa,
-No i?-spytałam.
-Przyjeżdża pojutrze.-wykrzywiła się.
-Och...-wydusiłam.
-Tak! Masakra!
-Nie będzie tak źle?-odezwał się James.
-Zobaczymy.-pokręciła oczami.
-Musimy się zbierać.-wstałam i odłożyłam kubek do zlewu.
-Ale Ely i Meg jeszcze śpią.-odezwała się blondynka.
-Ehh...Może coś obejrzymy?-zmieniłam temat.
-Jasne. Co proponujesz?-spytał James, patrząc to na mnie to na Domi.
-Hmm...-zamyśliłam się.
-Może "Oszukać przeznaczenie"?-zaśmiał się James.
-A może wiadomości?-powiedziała Domi patrząc na szatyna z pogardą.
Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. Dominic ogląda straszne filmy tylko w towarzystwie Kendalla.
-Róbcie co chcecie.-uniósł ręce w geście  obrony i poszedł na górę, a ja z blondynką do salonu. Posprzątałam kanapę i usiadłyśmy na niej włączając telewizor.
                                     W południe wszyscy byli już na dole.
-Ile można spać?-spojrzałam za kanapę.
-Oj tam.-powiedziała ziewająca Meg.
-Zbieramy się.-wstałam z kanapy i poszłam do przedpokoju.
-Co już?! A gdzie śniadanie?-oburzyła się Ely.
-Chyba raczej obiad.-prychnęłam.
-Logan już szykuje!-zawołał Kendall i wszystkie poszłyśmy do kuchni.
W kuchni roznosił się zapach tostów. Gospodarz przygotował dla każdego równą porcję. Po zjedzeniu pożegnałyśmy się i ruszyłyśmy do samochodu.
-Masz kluczyki?-zapytałam Meg.
-Tak.-pomachała mi nimi przed oczami. Zabrałam je i otworzyłam samochód.
-Wsiadamy i jedziemy do domu.-wystawiłam język i zajęłam miejsce kierowcy. Kiedy wszystkie już siedziały zapaliłam silnik i zawiozłam nas do domu.
___________________________________________
Hej!
Znowu wyszedł krótki, ale pojawi się ich więcej, więc mam nadzieję, że jakoś to odpokutuję ;)
Muszę się pośpieszyć z pisaniem, bo za niedługo mi się skończą rozdziały napisane do przodu ^^.
Szkoda trochę,że mało komentarzy :/ ale i tak ważne, że ktoś to czyta :*.

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 29 "Impreza towarzyska"

*Z pkt. Jade*
Gdy dojechaliśmy pod dom Logana, było strasznie cicho. Wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się do drzwi. Domi zadzwoniła i chwilę później w drzwiach pojawił się uśmiechnięty Logan.
-Hej! Wejdźcie.-wpuścił nas.
-Hej.-rzuciłyśmy i poszłyśmy do salonu.
-Chłopaków jeszcze nie ma?-zapytała Meg.
-Poszli do sklepu, a James powiedział, że będzie trochę później.-zadzwonił dzwonek i gospodarz poszedł otworzyć.
Kendall i Carlos weszli do kuchni i odłożyli zakupy.
-Domi jak pięknie wyglądasz!-zawołał blondyn, a Domi podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję.
Kendall uśmiechnął się i objął Domi siadając z nią w fotelu.
Meg z Carlosem ciągle się do siebie przytulali i uśmiechali, a Ely i Logan z czegoś się śmiali. Ja siedziałam sama...Forever Alone. Mój smutek przerwał dzwonek do drzwi, Logan zerwał się z kanapy i poszedł otworzyć. Po chwili w salonie pojawił się James i jego nowa "koleżanka" (od autorki: Chodzi mi o blondynkę, dokładnie o jej strój ^^)
-Hej, to moja dz...koleżanka Ciara.-przedstawił ją James, a ona się uśmiechnęła i pomachała. Razem z dziewczynami odwzajemniłyśmy gest. A to Carlos, Meg, Ely, Logan, Kendall, Domi i Jade.-wskazywał po kolei na każdego.
-Miło was poznać.-uśmiechnęła się i razem z Jamesem usiadła na kanapie obok Losa i Meg.
Carlos nachylił się do Jamesa i powiedział mu coś na ucho, spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać. Latynos dostał kuksańca w brzuch od swojej dziewczyn i momentalnie się uspokoił.
-Ej ludzie!-odezwał się Logan i wszyscy na niego spojrzeliśmy. Macie tutaj zamiar siedzieć czy się bawić?-włączył muzykę i zaczęła się impreza. Wszyscy zaczęli wstawać i zabawa się rozkręcała, tylko ja zostałam sama na fotelu, ale nie długo bo przyszła do mnie Ciara.
-Co tam?-zagadnęła.
-Siedzę.-uśmiechnęłam się.
-Czemu nie zatańczysz z Jamesem?-spytała z uśmiechem.
-Przecież jest z tobą. W ogóle nie lubię tańczyć.-wzruszyłam ramionami.
-Oj przestań.-machnęła ręką. Nie jesteśmy parą!-uśmiechnęła się. A ja widzę jak na niego patrzysz.-puściła oczko.
-Co?!-zmieszałam się.
-To, że ci się podoba. James nie jest w moim typie.-uśmiechnęła się. Traktuję go jedynie jako kumpla.-wzruszyła ramionami.
Chyba ją polubię. Jest miła i dobrze mi się z nią rozmawia.
-Serio?-uniosłam brwi.
-Oj idź!-pociągnęła mnie za rękę i popchnęła prosto na Jamesa. Wylądowałam bezpiecznie w jego ramionach.
-Yyy...przepraszam.-wydusiłam.
-Zatańczymy?-uśmiechnął się, odwzajemniłam uśmiech, bo tylko na tyle było mnie stać i zaczęliśmy tańczyć. Niestety na moje nieszczęście zaczęła lecieć wolna piosenka, a ja nie umiem tańczyć! W co ja się wpakowałam...Mam dobrego partnera, ale coś czuję, że nieźle go podeptam.
                                  Po tańcu podziękowaliśmy sobie wzajemnie i wróciłam na miejsce.
-Co tam?-spytałam Meg, która siedziała na kanapie.
-Odpoczywam od tańca.-uśmiechnęła się. A tam?
-Wracam z tańca...
-I jak?-poruszała brwiami.
-Co jak?-usiadłam.
-Oj Jade, Jade!-pokręciła głową i zaśmiała się. Dołączył do nas Carlos.
-Kwiatuszku zatańczysz ze mną?-zwrócił się do Meg z miną szczeniaczka. Dziewczyna spojrzała na niego i uległa.
Ja znowu zostałam sama, ale nie na długo, bo dosiadła się do mnie tym razem Ely.
-Co tam?-spytała.
-Dobrze, a tam?-uśmiechnęłam się.
-Nogi mnie bolą.-jęknęła, a ja zaczęłam się śmiać. Zignorowała mnie i kontynuowała. Widziałam, że tańczyłaś z Jamesem...Ciara nie była zazdrosna?
-Ciara? Nie sama mnie na niego popchnęła.-uśmiechnęłam się. Powiedziała, że James nie jest w jej typie.
-Uuu...serio?!
-Yhym,,,-pokiwałam głową.
-To więcej Maslowa dla ciebie!-puściła oczko, a ja szturchnęłam ją łokciem, a ona wybuchła śmiechem.
-Ely zatańcz ze mną!-zjawił się błagający Henderson.
-Logan mam dość!
-To nie!-wystawił język. To Jade ze mną zatańczy!-uśmiechnął się.
-Eee...-wydusiłam, a on pociągnął mnie za rękę na środek salonu.
Z Logana to naprawdę niezłe ziółko. Nie dziwię się, że Ely już wysiadła. Ja po jednym tańcu miałam dość, a co ona miała powiedzieć? Współczuję. Po tańcu rozwaliłam się na kanapie. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie podziali się Kendall i Dominic...Chwilę potem pojawiła się zadowolona blondynka.
-Co się stało?-spytałam z uśmiechem.
-Co się miało stać?-usiadła w fotelu.
-Nie było was.-poruszałam brwiami.
-A idź ty!-klepnęła mnie w kolano i znowu się gdzieś zmyła.
                                      Impreza chyba dobiegała końca, bo wszyscy siedzieli albo na kanapie, w fotelach i na dywanie. Pan domu wyłączył muzykę. Wszyscy byli zmęczeni. Było widać po ich twarzach.
-Wiecie już 01:00 wypadało by kończyć, bo sąsiedzi się wkurzą.-wykrzywił się.
-Już?-jęknęła zawiedziona Ciara.
-Ale możecie zostać na noc.-brunet wystawił język, za co dostał kuksańca w brzuch od Ely.
-Gdzie mamy spać?-spytała Domi.
-Na górze? Chłopaki mają u mnie swoje pokoje, więc możecie spać u nich...-spojrzał na mnie. Jade pasuje ci miejscówka w salonie?-patrzał na mnie błagalnym i przepraszającym wzrokiem.
-Jasne.-uśmiechnęłam się.
Logan uśmiechnął się do mnie przepraszająco i obiecał, że przyniesie miękką pościel...Wszyscy za gospodarzem udali się na górę, a ja zostałam na dole. Tak jak obiecał przyniósł mi pościel. Pościeliłam kanapę i położyłam się. Było miękko. Nie wiem kiedy zasnęłam...
_______________________________________
Hej!
Przepraszam za rozdział! Jest okropny! Ta końcówka...-.- Ehh...
Jak Wam się podoba postać Ciary? ;) Mam nadzieję, że ją polubiłyście, bo nie będzie złym charakterem ;)
Cóż jako,że mam dobry humor :P przymknę oko na to co napisałam wyżej ^^.
Mam urodzinki! Ale jestem już stara :/ Hahaha, ale każdy się niestety starzeje :P
Co tam u Was?
Ja wypoczywam i staram się pisać rozdziały :)
W ogóle mam do Was pytanie...
Czytał ktoś może mojego bloga "Zakazany Owoc"? Jeśli tak to chcę Was powiadomić, że pracuję nad jego ulepszeniem...
Tak, więc jakby ktoś chciał czytać to zostawię linka pod najbliższymi postami  ;)

W skrócie o blogu:
Nie będzie to love story. To bardziej coś dla osób starszy. Dzieję się tam trochę :P. Narkotyki, alkohol... Reszty się dowiecie czytając :*.
Jeszcze jedno ^^. Jakbyście czytały nowego bloga, to wolał byście najpierw wspomnienia głównej bohaterki (jak się wszystko zaczęło) czy rozdziały, a wspomnienia wpleść w trakcie?
Pytam, bo chcę znać Waszą opinię :*.


Do Lili Angel: Postaram się poczytać :D Mam teraz dużo czasu,więc wpadnę. Następnym razem mogę Cię prosić o pozostawienie takiej informacji w zakładce "Pomoc" ;). Dzięki :)

Okej do zobaczenia w czwartek <3
Specjalnie dla Was rozdziały będę częściej tak jak obiecałam :3

Pozdrawiam xoxo



Obserwatorzy